Francja
Najważniejsza latarnia morska Europy
Od setek lat rozbijały się tu na przybrzeżnych skałach okręty. Mieszkańcy wyspy żyli z ich rabowania
Trudno uwierzyć, że tak piękne i romantyczne miejsce jak francuska wyspa d’Ouessant może mieć dramatyczną i wyjątkowo mroczną historię. Miejscowe biuro turystyczne zrobiło wiele, by dawna nazwa Wyspa Strachu raz na zawsze zniknęła z map i przewodników. Na użytek gości wymyślono nowe i dużo lepsze określenie Wyspa Mgieł. A na pytania turystów, dlaczego, zgodnie z tradycją, każda drewniana deska pokryta jest farbą, bez mrugnięcia okiem odpowiada się dziś, że pastelowe kolory ładnie pasują do malowniczego krajobrazu! Bo po co straszyć gości i od razu mówić im całą prawdę...
By dostać się na d’Ouessant, trzeba najpierw pojechać samochodem na sam kraniec francuskiej Bretanii. Kilkadziesiąt kilometrów za Brestem, na zachodnim cyplu naszego kontynentu, jest mały i pełen uroku port Le Conquet. Dobrze przybyć tu z pewnym wyprzedzeniem, bo miejsc na parkingu przy skromnej przystani jest bardzo mało. Co gorsza, z braku wolnej przestrzeni parking zbudowany został na kilku poziomach. Proszę wziąć przykład z miejscowych rybaków i nigdy nie parkować na najniższym tarasie! W czasie przypływu i sztormowej pogody wszystkie pojazdy są tam co kilka minut zalewane przez słone morskie fale.
Przesiadka na morzu
Promy linii Penn Ar Bed (po bretońsku koniec świata) wypływają z Le Conquet kilka razy dziennie. Niewielkie biało-granatowe jednostki sprawnie manewrują między licznymi przybrzeżnymi skałami. Większość wysepek mijanych po drodze zamieszkują tylko mewy. Jedynym wyjątkiem jest otwarta dla turystów miniaturowa wysepka Molene, położona mniej więcej w połowie drogi z Le Conquet na d’Ouessant. Jeżeli ktoś ma silne nerwy i nie cierpi na chorobę morską, może zaryzykować. Molene jest tak mała, że prom nie może wpłynąć do portu. Gdy statek staje w pewnej odległości od wyspy, z przystani przy Molene odbija motorówka, podpływa do burty promu i turyści są dosłownie przekazywani z rąk do rąk przez obsługę obu jednostek. Operacja odbywa się przy akompaniamencie głośnych okrzyków i oklasków wznoszonych przez zgromadzonych na pokładzie promu gapiów. Na Molene wybrać się trzeba tylko po uprzedniej telefonicznej rezerwacji miejsca do spania w jedynym na wyspie hotelu.
Molene ma kształt podobny do elipsy i wymiary 1200 na 800 metrów. Oprócz hotelu jest tam jedna restauracja, jeden sklep, centrum pierwszej pomocy medycznej oraz sezonowe stoisko z pamiątkami.
Setki rowerów i cztery taksówki
Przy maleńkiej Molene docelowa Ille d’Ouessant to olbrzym.Wyspa Mgieł ma 7 – 8 km długości i 3 – 5 km szerokości. Kształtem przypomina literę H albo, jak mówią inni, szczypce wielkiego kraba. Prom Penn Ar Bed przybija do przystani we wschodniej części wyspy. Ponieważ jedyne miasto na d’Ouessant jest w części zachodniej, wszyscy turyści muszą przedostać się z jednej strony na drugą. Po wąskich miejscowych drogach porusza się co prawda kilka starych i mocno zdezelowanych samochodów (ciekawe, kto i jak je tutaj dostarczył?), w tym nawet jeden leciwy autobus, ale zdecydowanie najlepszym środkiem komunikacji jest rower.
Bezpośrednio po wyjściu z promu, czy tego chcemy czy nie, wpadniemy w ręce naganiaczy z wypożyczalni rowerów. Na wyspie działają trzy duże firmy oferujące jednoślady we wszystkich możliwych rozmiarach. Choć cena za wypożyczenie jest jednakowa we wszystkich miejscach (ok. 10 – 12 euro za dzień), naganiacze będą gorąco przekonywali nas, że właśnie rowery z ich firmy są najtańsze i najlepsze.
Pokonanie trasy z przystani, zwanej tu Port du Stiff, do jedynego miasteczka, czyli do Bourg de Lampaul, zajmuje około 40 minut piechotą albo niecały kwadrans rowerem. Stolica d’Ouessant, choć ma tylko kilka ulic, kusi nas aż sześcioma hotelami i siedmioma restauracjami. Jest też apteka (z dobrze zaopatrzonym działem „choroba morska”), biuro turystyczne, lekarz, weterynarz, posterunek żandarmów i... cztery taksówki.
Komandosi z Wyspy Mgieł
Przez marynarzy Wyspa Mgieł nazywana jest największą i najważniejszą latarnią morską Europy. To pierwszy znak nawigacyjny, na który trafiają statki płynące z Ameryki. Każdy, kto chce wpłynąć do kanału La Manche, musi minąć d’Ouessant, i to z dobrej, północnej strony. Równie ważna jest Wyspa Mgieł dla ornitologów! Ale, o ile dla marynarzy jest to pierwsze europejskie miejsce, jakie spotykają na trasie przez ocean, o tyle dla ornitologów jest to miejsce ostatnie! Po prostu wszystkie odlatujące z Europy ptaki przed podróżą non stop przez morze właśnie tu mogą zrobić sobie ostatni przystanek i odpoczywać. Dalej jest już tylko wzburzony ocean.















