Francja
Pchli targ Europy
W nocy z piątku na sobotę miasto zostało najechane. Tysiące przybyszów zajęły niemal każdą ulicę, plac, zaułek, trawnik. Sprawnie rozstawiali namioty i stragany. A rano rozpoczął się słynny pchli targ - Braderie
Tak było rok temu, ale za kilka dni sytuacja się powtórzy‚ bo Braderie odbywa się w Lille co roku‚ zawsze w pierwszy weekend września.
Do stolicy północno-wschodniego regionu Francji‚ Nord-Pas-de-Calais‚ zjeżdżają z tej okazji z Francji‚ Belgii‚ Holandii‚ Anglii‚ Niemiec handlarze starzyzną‚ antykwariusze‚ kolekcjonerzy‚ hobbyści i w ogóle wszyscy zainteresowani zakupami.
Braderie to największy w Europie pchli targ‚ marché aux puces. 100 kilometrów stoisk‚ 10 tysięcy sprzedawców i prawie 2 miliony kupujących! Istne szaleństwo. Na jeden weekend w roku szacowne‚ eleganckie Lille zamienia się w wielki bazar. Ulice zostają zamknięte dla samochodów‚ handel trwa dzień i noc.
Impreza ma swój uświęcony tradycją scenariusz. Formalne otwarcie w sobotę poprzedza poranny bieg ulicami miasta na dystansie połowy maratonu. Bierze w nim udział nawet 5 tysięcy biegaczy. Później‚ o 14‚ burmistrz oficjalnie ogłasza rozpoczęcie La Braderie. Od tego momentu impreza trwa równo 33 godziny‚ do 23 w niedzielę.
Komu sanie‚ komu pompa
Ale tak naprawdę handel toczy się już od rana. Kolekcjonerzy odwiedzają rozkładających towar sprzedawców jak najwcześniej‚ by nie dać się uprzedzić konkurentom. Poszukują starych pocztówek‚ zabawek‚ fajek‚ filiżanek‚ płyt winylowych‚ odznaczeń‚ militariów‚ komiksów‚ mebli‚ lamp‚ narzędzi‚ rycin‚ obrazów, zdjęć, wazonów, sreber, popielniczek, budzików, instrumentów, koników na biegunach... Łatwo ich poznać‚ bo mają ze sobą pokaźne plecaki‚ torby na kółkach‚ a czasem nawet wózki z dyszlami. Szybko wypełniają je zdobyczami uzupełniającymi kolekcje. Gitara basowa Gibsona z 1971 r. – 1790 euro. Ceramiczna lalka sprzed wojny – 1200 euro. Kolorowa rycina przedstawiająca XIX-wieczne dziecięce kapelusze – 40 euro. Otwieracz do kapsli z drewnianą głową starej wieśniaczki – 10 euro.
Na stoiskach więcej starzyzny (brocante) niż szlachetnych antyków‚ ale przecież o to chodzi. Zmieniają tu właścicieli rzeczy niedocenione lub niechciane w sklepach dla zamożnej klienteli. Może komuś przyda się żeliwna ławka do ogrodu. Może ktoś ulituje się nad wielkim drewnianym modelem statku wycieczkowego‚ z którego obłazi szara‚ dawniej biała‚ farba? Może komuś wpadnie w oko zepsuta lampa w stylu art déco z lat 50. XX wieku? Może ktoś znajdzie zastosowanie dla staromodnej wanny na nóżkach‚ dla sań wielkich jak pokój‚ dla pompy benzynowej sprzed 70 lat albo kuchni na węgiel z fajerkami? Dostanie to wszystko na Braderie.
900 lat tradycji
– Historycy wywodzą tradycję targu w Lille z XII wieku (pierwsza wzmianka pochodzi z roku 1127)‚ kiedy to pozwalano‚ kilka dni po Święcie Wniebowzięcia (15 sierpnia)‚ wjeżdżać do miasta i sprzedawać swoje towary zagranicznym kupcom – opowiada Bruno, znajomy z Lille. Sam termin „braderie” pochodzi stąd‚ że w 1446 r. dwaj rzeźnicy‚ Godin Maille i Pierre Tremart z Rue de la Grande Chaussée‚ dostali pozwolenie na sprzedawanie podczas targów mięsa i smażonych śledzi na ulicy. Po flamandzku smażony to „braden”. Rzeźnicy szybko znaleźli naśladowców i termin przylgnął do jarmarku. Z kolei w XVI wieku pojawili się bradeaux‚ czyli sprzedawcy amatorzy – służący‚ którzy raz do roku wyprzedawali w imieniu swoich państwa używane rzeczy: ubrania‚ naczynia‚ sprzęty kuchenne.
Z czasem targowisko stało się dużym wydarzeniem‚ w końcu XVIII wieku trafiło nawet na płótno malarza Francois Watteau (1758 – 1823). Inna rzecz, że co miał malować mniej zdolny syn wielkiego Louisa urodzony, jak ojciec, w Lille?
Gdzie brocante, a gdzie krawaty
Dzisiejsze Braderie to coś więcej niż pchli targ. To połączenie: targu staroci‚ wielkiej wyprzedaży w sklepach‚ bazaru w stylu dawnego warszawskiego Stadionu Dziesięciolecia i wyprzedaży garażowej prowadzonej przez samych mieszkańców. Nikomu nie wystarczy czasu‚ by zobaczyć wszystko. Trzeba się więc ograniczyć do jakiegoś działu. Na szczęście podczas Braderie panuje rejonizacja.
W dzielnicy Centre‚ czyli po prostu w centrum‚ królują wyprzedaże. Przed sklepy‚ których są tu setki‚ w tym najprzedniejszych marek‚ wyjechały stojaki z bluzkami‚ sukienkami‚ spódnicami‚ marynarkami. W koszach i kartonach wielkości ringów bokserskich wyłożono stosy T-shirtów‚ spodni‚ apaszek‚ krawatów‚ koszul. Na stołach piętrzą się buty i kapelusze. Z głośników leci muzyka‚ a młodzi sprzedawcy, podrygując w jej rytm, robią wszystko‚ by przyciągnąć kupujących. Ceny lecą w dół: 20‚ 30‚ 50‚ 70 procent. „Prix Braderie” – krzyczą zachęcające do zakupów plakaty. Tłum ogląda‚ wybiera‚ przerzuca‚ przymierza‚ kupuje.















