REKLAMA

Zmotoryzowany turysta

To oznacza wojnę, czyli jak przeżyć na drodze

Błażej Żuławski 21-05-2009, ostatnia aktualizacja 23-05-2009 17:47
Nawet na prostej drodze przez polarne pustkowia skandynawscy kierowcy przestrzegają ograniczeń prędkości
autor: Marcin Łobaczewski
źródło: Fotorzepa
Nawet na prostej drodze przez polarne pustkowia skandynawscy kierowcy przestrzegają ograniczeń prędkości
Włoskie autostrady mają najwęższe pasy w Europie
źródło: AFP
Włoskie autostrady mają najwęższe pasy w Europie
Francuska autostrada na początku sierpnia, gdy zaczynają się wakacje, to piekło automobilisty
źródło: AFP
Francuska autostrada na początku sierpnia, gdy zaczynają się wakacje, to piekło automobilisty

Polacy na Wyspach, jeśli są na wakacjach, jeżdżą ostrożnie, bo ruch lewostronny jest wystarczająco przerażający, tak jak widmo wysokich mandatów.

„Gdy przekręcam kluczyk w stacyjce i wyjeżdżam na ulicę, czuję, że przystępuję do walki o życie”. Ten cytat z jakiegoś anonimowego kierowcy, wyświetlony z projektora nad moją głową, jako jedna z niewielu rzeczy, którą omawialiśmy na kursie pozwalającym zredukować liczbę punktów karnych, szczególnie przykuł moją uwagę. On oraz to, że przez sześć godzin próbowano mi wmówić, że jazda samochodem nie ma być przyjemnością, ale zadaniem do wykonania. Zacząłem się zastanawiać. Czy Polacy są jakoś wyjątkowo predestynowani do agresywnych zachowań na drodze? Czy rzeczywiście, jak twierdzi mój ojciec, Francuz, są najgorszymi kierowcami świata? A jak jest w innych krajach, czy adaptujemy się do panujących tam warunków i zwyczajów? Spróbujmy to jakoś usystematyzować

Spokojnie, ja przejadę

Co czyni z Polaków wojowników szos, do których, jak mogliście wywnioskować po wstępie z kursem, częściowo należę? Po pierwsze, historia (liberum veto) uczy nas, że jesteśmy lepsi od innych, że nasz jednostkowy głos może, a raczej powinien, liczyć się bardziej niż głos innych, a nawet głos rozsądku. Najlepiej obrazuje to chyba cytat z mojej znajomej, która stojąc w korku, pozwalała na powstawanie kilkudziesięciometrowych odstępów pomiędzy jej samochodem a samochodem ją poprzedzającym. Na uwagę, że samochód przed nami podjechał i możemy przejechać przez skrzyżowanie, powiedziała: „Spokojnie, JA zdążę przejechać”. Może mam wypaczone spojrzenie jako mieszkaniec stolicy, ale jestem np. zwolennikiem wykorzystywania maksymalnej ilości miejsca, co się wiąże z jechaniem w korku kończącym się pasem i wpuszczaniem się na zasadzie zamka błyskawicznego. Jedna osoba wpuszcza jedną osobę.

Uwielbiam też nowy system opuszczania ronda „Babka” ze wszystkich trzech pasów jednocześnie i nie znoszę strzałek do skrętu w lewo na pozostałych rondach, które nawet w weekendy powodują kilometrowe korki, szczególnie dlatego, że ludzie nie umieją z nich korzystać (a także ze wszystkich dostępnych na rondzie pasów).

Tu dochodzimy do drugiej przyczyny choroby toczącej Polaków za kierownicą. Całkowity brak tradycji motoryzacyjnej. Wprawdzie w latach 20. ubiegłego wieku hrabiowie Louis i Eliot Zborowscy ginęli na torze Monza w wyścigówkach własnego projektu, ale umówmy się, żaden z nich właściwie nie mówił po polsku. Jeden był właścicielem połowy Manhattanu, a drugi hrabstwa Kent.

Do dzisiaj tak naprawdę nie jesteśmy krajem motoryzacyjnie rozwiniętym. Nie mamy po czym jeździć. Mamy za to czym. Wzbogaciliśmy się nieco, a samochód to nasz ulubiony gadżet. Jak już ustaliliśmy, lubimy pokazywać swoją wyższość, więc w myśl zasady „zastaw się, a postaw się” nasze auta często droższe są od naszych mieszkań. A co możemy zrobić, jeśli nie jesteśmy tak bogaci jak sąsiad? Możemy przynajmniej być szybsi. 75 procent wypadków w Polsce to zderzenia czołowe na prostej drodze dwujezdniowej, jednopasmowej. Czyli przy wyprzedzaniu. Żeby z obecnym systemem dróg dokądkolwiek dojechać, musimy poniekąd walczyć – wyprzedzać, pędzić, zamiast spokojnie podróżować 130 km/h autostradą. To plus nasze kompleksy (materialne głównie), plus brak poszanowania dla innych, plus brak umiejętności, bo mamy te samochody od niedawna. To wszystko równa się polskiemu Mad Maksowi, który natrąbi na dziadka w maluchu, zepchnie z drogi Szweda w drodze do portu w Gdyni, przejedzie matkę z dzieckiem i zginie pijany na drzewie. A co!

Rzeczy, które robię dla królowej i ojczyzny...

Ale nie rozpaczajmy, nie jesteśmy najgorszymi kierowcami pod słońcem. Inni są dużo gorsi. Na przykład Anglicy. Oczywiście, mają bogatą tradycję motoryzacyjną i wielu mistrzów w różnych sportach motorowych. Ale zazwyczaj to Szkoci, Walijczycy lub Irlandczycy, przywłaszczeni przez koronę. Szybkich Anglików jest jak na lekarstwo. W porównaniu ze Szkocją, Walią i Irlandią – krajami o drogach przypominających spaghetti, gdzie albo umiesz jeździć, albo giniesz na drzewie lub co pięć minut lądujesz w cudzym polu – w Anglii umiejętności przeciętnego kierowcy ograniczają się do jazdy po autostradzie i w miejskim korku.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Drogie letnie podróże

Kierowcy mocno odczuwają skutki osłabienia krajowej waluty. Benzyna na polskich stacjach jest już prawie tak droga jak latem ubiegłego roku >>