Zabytki
Pałac w dobrym guście
Krzysztof Kaniewski, sekretarz zarządu stowarzyszenia Hotele Historyczne Polska
RZ: Są takie pałace zamienione na hotele, które wyposażono w kopie starych mebli, stylizowane zasłony, dywany i lampy. Niby wszystko jest w dobrym guście i dobrej jakości. A jednak wieje tam chłodem. Takie miejsca bardziej przypominają seryjne hotele sieciowe niż historyczne zabytki z duszą.
Krzysztof Kaniewski: – To prawda. Z jednej strony to chęć właścicieli dostosowania się do przepisów, które określają, jak szerokie powinno być łóżko i jaki metraż pokoju, by można było nadać im kategorię trzech, czterech czy pięciu gwiazdek.
Z drugiej, wiele zależy od gustu i zaangażowania właścicieli. Najlepiej sprawdza się model, w którym właściciel mieszka na miejscu, zarządza hotelem, a jednocześnie spotyka się z gośćmi, opowiada im historię pałacu, traktuje ich jak gości w swoim domu. Prowadzi hotel, wkładając w to serce, i to się czuje.
Gorzej jest, kiedy właściciel, lub właściciele, ma inne jeszcze firmy i im poświęca więcej czasu, a do prowadzenia pałacu wynajmuje menedżera. Trzeba pamiętać, że inwestowanie w zabytek jest bardzo kosztowne. Czasem właściciel dokłada do jego utrzymania nawet dziesięć lat. Musi więc zarabiać na czymś innym.
Jak to, przecież słychać, że pałace mają już do końca roku zajęte soboty i niedziele na wesela.
Łatwiej utrzymać się dużym obiektom, które mogą organizować szkolenia dla firm lub wesela na 200 osób.
Mniejsze muszą szukać sobie czegoś, co je wyróżni, znaleźć klucz programowy. Na przykład Pałac Galiny na Mazurach wyspecjalizował się w organizowaniu wypoczynku dla dziadków z wnuczkami. Tak, by dziadkowie i dzieci mogli odpocząć razem, ale i osobno.
Właściciel pałacu w Kurozwękach wymyślił zwariowane atrakcje dla dzieci: hoduje bizony, urządza labirynt w kukurydzy i przejażdżki traktorem. To wszystko, naturalnie, dzieje się wokół pałacu, pałac jest tylko jednym z magnesów przyciągających ludzi. W lecie są tam tłumy. Z kolei gospodarze pałacu w Mierzęcinie, w województwie lubuskim, założyli winnicę i oferują własne wina, a w dworze w Chotyni odbywają się kursy poznawania win i ich degustacje.
Wydaje mi się, że miejsce z klimatem to też miejsce urządzone bez przesadnej elegancji, bez zadęcia.
Niektórzy właściciele wychodzą z założenia, że pałac musi być pałacem w każdym calu, bo goście oczekują czegoś szczególnego, luksusowego. Sprowadzają meble z zagranicy, najlepsze materiały obiciowe i zasłony. Tymczasem, przyznaję, lepszy jest czasem niezbyt cenny, ale wygodny, wysiedziany fotel niż francuska kanapka lśniąca politurą i nowym materiałem obiciowym.
Zawsze trzeba szukać złotego środka dla uszanowania historyczności pałacu z jednej strony i współczesnej funkcjonalności hotelu z drugiej. Nie jest to proste.
W restauracjach w takich obiektach serwują owoce morza i egzotyczne potrawy, bo schabowy urągałby ich aspiracjom.
Kultywowanie tradycji, w tym polskiej kuchni, to jeden z warunków przynależności do naszego stowarzyszenia.
A inne warunki? Czy wystarczy odbudować zamek, pałac lub dwór i urządzić w nim hotel, by zapisać się do waszej organizacji?
Nie. Przyjmujemy członków, którzy spełniają różnorakie kryteria, w tym kryteria dosyć ulotne. Bywa, że jakiś obiekt jest po prostu kiczowaty albo bardzo dobrze urządzony, ale brakuje mu stylu, gościnności, charakteru.
Zdarza się, że w eleganckim pałacu od progu wionie zapach frytek lub pizzy, bo właściciel urządził na parterze popularną jadłodajnię.
Właśnie takie miejsca nigdy nie znajdą się w naszych szeregach. W stowarzyszeniu Hotele Historyczne Polska mamy zrzeszonych prawie 30 obiektów, a w Polsce jest ze 250 hoteli w obiektach zabytkowych. Niektórzy właściciele nie chcą przystępować do naszej organizacji, innych my nie chcemy przyjąć.
Gdy w 2008 roku nasze stowarzyszenie było przyjmowane do Historic Hotels of Europe, organizacji zrzeszającej 700 hoteli w 19 krajach, przyjechali do Polski austriaccy wizytatorzy. Nie mieli zastrzeżeń do jakości naszych obiektów.













