Morze
Czy morska woda zdrowia doda
Woda w Bałtyku jest w tym sezonie czystsza niż w ubiegłym – to dobra wiadomość. Zła jest taka, że morze coraz bardziej ubożeje, giną gatunki ryb i glonów
Nie sprawdziły się obawy, że rzeki niosące ścieki z terenów ogarniętych powodzią zanieczyszczą Bałtyk. To dobra wiadomość dla miłośników morskich kąpieli.
– Kąpiel w chłodnej wodzie Bałtyku oznacza mały szok związany z nagłą zmianą temperatury otoczenia. To fantastyczna sprawa dla zdrowia – mówi dr Danuta Adamska-Czepczyńska, balneolog i pediatra, przewodnicząca koła Polskiego Towarzystwa Balneologii w Kołobrzegu. – Takie pobudzające, bodźcowe oddziaływanie na organizm to jedna z głównych zasad leczenia uzdrowiskowego. Bardzo cenny jest też aerozol w powietrzu, który zawiera znaczne ilości soli jodu i bromu, korzystnie działających na układ oddechowy.
Jedynym zagrożeniem dla kąpiących się plażowiczów mogą być zakwity toksycznych sinic. Przy polskich plażach zdarzają się na szczęście niezbyt często. Ale powtarzające się inwazje alg to jeden z dowodów, że Bałtyk przeżywa kryzys ekologiczny. Nasze morze, nadmiernie zasilane przez spływające z pól i miast substancje odżywcze, zaczyna przypominać zarastający staw, w którym życie biologiczne ubożeje. Giną rośliny morskie, ryby i ptaki. Przyczynia się do tego także niszczenie siedlisk naturalnych spowodowane rozwojem turystyki i „przełowienie”.
Niech no tylko zakwitną sinice
Zdarzają się w lecie dni, gdy morze przy bałtyckiej plaży, zwykle przejrzyste, wygląda jak zupa szczawiowa o połysku przypominającym farbę olejną. To znak, że do brzegu dotarła woda „kwitnąca” od mikroskopijnych cząstek planktonu, sinic. Kąpiel w niej może się skończyć podrażnieniami skóry – pieczeniem, obrzękiem i zaczerwienieniem – a także zapaleniem gardła i gorączką. Napicie się „kwitnącej” wody grozi biegunką i wymiotami, a nawet poważnymi uszkodzeniami wątroby. Na szczęście sam jej widok odstrasza amatorów kąpieli.
Zakwity, których głównym powodem są sinice, obejmują średnio aż ok. 100 tys. km kw. Morza Bałtyckiego, czyli jedną czwartą jego powierzchni. Większość bałtyckich sinic wytwarza substancje należące do najsilniejszych naturalnych trucizn, bardziej toksyczne niż cyjanek potasu. Rozcieńczone w wodzie, nie są na szczęście aż tak groźne, poza tym plamy zakwitów docierają do naszych brzegów dość rzadko. Jak widać na zdjęciach satelitarnych, w pierwszym tygodniu lipca zakwity ciągnęły się jedynie wąskim pasem biegnącym środkiem Bałtyku. W połowie miesiąca sinice zajmowały już rozległy teren rozciągający się od Bornholmu i Helu po Gotlandię i Finlandię.
– Ten sezon może być trudny, bo sinice uwielbiają upały i bezwietrzną pogodę – ostrzega prof. Hanna Mazurek-Marzec z Uniwersytetu Gdańskiego, kierująca Regionalnym Centrum Sinicowym monitorującym zagrożenie tymi algami.
Salmonella w odwrocie
Choć doniesienia naukowców o toksynach wytwarzanych przez sinice, zwane też cyjanobakteriami, brzmią niepokojąco, sporadyczne jak na razie zakwity wody dla przeciętnego plażowicza nie mają większego znaczenia. Z punktu widzenia amatorów kąpieli, a także sanepidu, woda w polskim morzu jest czysta. Inspekcja sanitarna interesuje się bowiem głównie wirusami oraz bakteriami E.coli, paciorkowcami i zarazkami salmonelli pochodzącymi ze ścieków komunalnych. Pod tym względem sytuacja wyraźnie się poprawiła w ciągu ostatnich 20 lat. Podczas gdy w latach 80. XX wieku znaczna część kąpielisk od Zatoki Puckiej po Kąty Rybackie była z przyczyn sanitarnych zamknięta, w tym sezonie zakazano z tego powodu na zaledwie jeden dzień kąpieli u ujścia rzeki Kaczej w Gdyni.
– Dawniej wiele kąpielisk ledwo mieściło się w normach. Ostatnio większość z nich lokuje się w środku normy lub blisko jej dolnej granicy. Z roku na rok obserwujemy poprawę – podkreśla Aleksandra Lange, powiatowy koordynator ds. monitoringu wody w powiecie Puck.
– Większym zagrożeniem dla plażowiczów jest możliwość skaleczenia się szkłem z rozbitej butelki – mówi prof. Krzysztof Skóra z UG, kierownik uniwersyteckiej Stacji Morskiej w Helu.
Pożegnanie z morszczynem
Zanieczyszczenia bakteryjne, z natury rzeczy lokalne, nie mają jednak istotnego wpływu na biologię morza. Biolodzy, ekolodzy i wszyscy miłośnicy Bałtyku, którym zależy na zachowaniu jego naturalnych walorów, patrzą na wodę w morzu pod zupełnie innym kątem. Z badań naukowych wynika jednoznacznie, że życie biologiczne w Bałtyku ubożeje. Jak wspominają starzy wędkarze, pół wieku temu w Zatoce Puckiej można było złowić ryby dziś tam już nieznane, jak np. certa. Zastąpiły je odporniejsze gatunki rodzime, jak ciernik, czy obce, takie jak byczek zawleczony z Morza Czarnego w zbiornikach balastowych statków.













