Sonda
W jakie surowce warto teraz inwestować?
W sondzie piszą: Łukasz Kwiecień - analityk Pioneer Pekao Investment Management SA, Michał Staszkiewicz - sales manager na Polskę we Franklin Templeton Investments, Roman Przasnyski - główny analityk Gold Finance
Łukasz Kwiecień, analityk Pioneer Pekao Investment Management SA:
Kupno ropy, miedzi czy złota zimą 2008/2009 i ich sprzedaż jesienią 2009 r. były kapitalną inwestycją. Od początku tego roku do 13 listopada towary te zdrożały odpowiednio o: 71, 112 i blisko 28%. Ale uwaga, w tym przypadku to był dość prosty schemat – wszak rok temu na rynkach lała się krew i można było przebierać w drastycznie przecenionych aktywach (także akcjach!). Co więcej, wzrostom cen surowców sprzyjało osłabianie amerykańskiego dolara, w którym tradycyjnie są one denominowane. Poza tym część inwestorów widziała w towarach – zwłaszcza w złocie – długoterminową lokatę antyinflacyjną. Teraz sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana. Ceny są bowiem znacznie wyższe, a w gospodarce globalnej może zabraknąć tak spektakularnych impulsów, by w krótkim i średnim terminie podtrzymać wzrosty. Zwłaszcza, jeśli Amerykanie zdecydują, że czas zakończyć osłabianie dolara. Niemniej w 5–10-letniej perspektywie surowce i metale mogą okazać się zyskownym elementem zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego.
Michał Staszkiewicz, sales manager na Polskę we Franklin Templeton Investments:
Surowce są ważnym motorem długoterminowego wzrostu rynków wschodzących. Są stroną nie tylko popytu, ale także szeroko pojętej podaży na rynku inwestycyjnym. Nie od dziś wiadomo, że rynki wschodzące posiadają olbrzymie zasoby surowców. A to wraz ze spółkami towarzyszącymi ich eksploracji oraz olbrzymią populacją ludności buduje wzrost gospodarczy tych krajów. Chcąc inwestować na rynku surowców, na pewno powinniśmy traktować tę klasę aktywów jako element dobrze zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego, za którego podstawę najlepiej przyjąć akcje i obligacje globalne. Nie zapominajmy bowiem o ryzyku towarzyszącemu rynkowi surowców, o czym zresztą mogliśmy się przekonać chociażby w zeszłym roku.
Roman Przasnyski, główny analityk Gold Finance:
Najwięcej emocji wzbudza ostatnio złoto. Jego notowania biją kolejne rekordy, a prognozy mówią, że cena może jeszcze wzrosnąć. Należy jednak pamiętać o trzech kwestiach. Po pierwsze, ceny złota są ściśle zależne od notowań amerykańskiej waluty – im słabszy dolar, tym droższe złoto. Dolar w najbliższym czasie raczej będzie słaby, więc punkt dla złota. Po drugie, istnieje różnica w zachowaniu się cen złota w dolarach i w złotych. Jeśli chodzi o ceny złota w złotych, to rekordowo wysokie notowania mieliśmy w lutym br. Wówczas za uncję płaciliśmy około 3800 zł. Dziś cena uncji to 3100 zł. Ktoś, kto kupił złoto w lutym i chciałby je sprzedać dziś, poniesie więc stratę. To efekt różnicy kursów: w lutym dolar kosztował 3,7 zł, a dziś 2,7 zł. Tego typu ryzyko istnieje również przy wszystkich inwestycjach w pozostałe surowce. A wszelkie prognozy wskazują na dalsze umacnianie się złotego. To minus dla inwestycji w surowce. Po trzecie, inwestycje w złoto dają dobre efekty w dłuższym, co najmniej kilkuletnim horyzoncie.














