REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Podróże » Narty

Narty

Trasą "Na złamanie karku" do serowarni

Monika Witkowska 02-02-2007, ostatnia aktualizacja 02-02-2007 20:32
źródło: Nieznane
źródło: Nieznane
źródło: Nieznane

Co łączy Hannibala z serem beaufort, nalewką z ziół i nartami? Dolina Maurienne we francuskich Alpach

"Czwarty co do wielkości region narciarski Francji" - czytamy w ulotkach reklamujących obszar położony w dolinie Maurienne Les Sybelles. Rzeczywiście jest gdzie pojeździć - do dyspozycji mamy 310 km tras obsługiwanych przez 71 wyciągów startujących z 10 miejscowości. Nocleg znajdujemy w kameralnym, utrzymującym tradycyjny styl miasteczku Saint-Jean-d'Arves. Z okna naszej rezydencji, jak nazywa się ten rodzaj apartamentowców, widać charakterystyczne, wznoszące się na wysokość 3510 m n.p.m. turnie Les Aiguilles d'Arves. Niektórzy mówią o szpiczastych wierzchołkach "zęby" lub "uszy kota".

Przypinamy narty, po czym kombinacją tras i wyciągów dojeżdżamy do Le Corbier, głównego węzła wyciągów rozjeżdżających się na okoliczne stoki. To już miejscowość o zupełnie innym obliczu - dominują nowoczesne wieżowce wyrastające wprost z zaśnieżonych stoków. Niespecjalnie ciekawy widok, wolę typowe górskie wioski. Ale trzeba przyznać, że w takich osiedlach wszystko podporządkowane jest wygodzie narciarzy. Narty przypina się tuż przy drzwiach domu i niemal na progu kończy jazdę, a w przerwie w szusowaniu można udać się na wbudowany w stok basen pod otwartym niebem.

Robot przy serach

Warunki do jazdy znakomite - tereny narciarskie rozciągają się między 1550 a 2600 m n.p.m., trasy są doskonale przygotowane, pomyślano nawet o bezkolizyjnych skrzyżowaniach, dzięki czemu przejeżdża się a to tunelem, a to mostkiem. Najbardziej podoba mi się zjazd oznaczoną kolorem czarnym nartostradą numer 4, o wdzięcznej nazwie "Casse Pipe", "Na złamanie karku".

Aż żal, kiedy przychodzi pora wyłączenia wyciągów. Zostawiamy narty, przebieramy się i idziemy zwiedzić pobliską wytwórnię sera. Cooperative des Arves w Saint Sorlin to jedno z kilku w tym regionie miejsc, w którym produkuje się słynnego beauforta, ser nagrodzony przez fachowców złotym medalem.

Na wyprodukowanie jednego kilograma trzeba aż 10 litrów mleka. Duże wrażenie robią ogromne dojrzewalnie. Początkowo trudno do nich wejść ze względu na odstręczający zapach. Warto się jednak przełamać, by zobaczyć długie półki zapełnione wielkimi, żółtobrązowymi krążkami sera, z których każdy waży od 20 do nawet 70 kg! W czasie leżakowania, trwającego od 5 do 12 miesięcy, zajmuje się nimi... robot, który dwa razy w tygodniu bierze każdy krąg, czyści go, soli i znowu układa.

Inną dumą doliny Maurienne jest wytwarzany w bardzo ograniczonych ilościach tzw. lazur z Termignon. Tradycje wyrobu tego pleśniowego sera sięgają jeszcze XVIII wieku - sposób produkcji trzymany jest w ścisłej tajemnicy. Niewątpliwie dużą rolę odgrywa mleko pochodzące od krów rasy Tarentaise, łatwych do rozpoznania po złocistopłowym umaszczeniu i brązowych obwódkach wokół oczu.

Zamieszkać w szalecie

Zupełnie inny charakter niż okolica Le Corbier ma Val Cenis - stacja narciarska z kwiatem szarotki w herbie. Nowoczesne wyciągi, w tym dwie gondole, wwożą narciarzy na wysokość do 2800 m n.p.m.

W utrzymaniu dobrych warunków na stokach pomagają armatki, których jest 110. Do wyboru 80 tras - jedna z nich przebiega po zaśnieżonej, zimą zamkniętej szosie, którą ostatniego lata prowadziła trasa wyścigu kolarskiego Tour de France. - Te bliskie góry to już Włochy! - pokazuje chłopak pracujący jako instruktor narciarski.

Sąsiedztwo Italii widać też w restauracyjnym menu - figuruje w nim pizza, tiramisu, cappuccino. W trakcie rozmowy przy filiżance kawy nasz francuski kolega zdradza, że poza sezonem jest... pasterzem. - W latach 80. ponad 80 proc. tutejszych instruktorów narciarskich było pasterzami, teraz już tylko ze 20 - opowiada. Wielu z nich przestawiło się na biznes turystyczny. Niektórzy dorobili się nawet własnych "szaletów", czyli domów na wynajem ("chalet").

Wieczorem, po pełnym wrażeń narciarskim dniu, postanawiamy spróbować lokalnych specjałów i idziemy na kolację do restauracji. Nie wypada przecież być we francuskich Alpach i nie spróbować fondue (tylko nie mówmy Francuzom, że to potrawa szwajcarska!). Wkrótce kelner stawia przed nami garnek z roztopionym serem, w którym maczamy nabite na szpikulce kawałki chleba. Zgodnie z tradycją komu chleb spadnie, powinien postawić biesiadnikom kolejkę, ale gdybyśmy tego przestrzegali, chyba nie wstalibyśmy od stołu o własnych siłach.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Na narty przed świtem

Fani wszelkich desek będą wniebowzięci. Po dniu szaleństw na snowboardzie lub na nartach wieczorem deski śnieżne zamienia się na wodne i… surfuje po falach! Gdzie tak jest? Mało kto zgadnie, że chodzi o Trysil w Norwegii >>