zwalnianie z pracy
Pracownik nie może być pewny, od kiedy jest na wymówieniu
Czy podwładny jest w czasie wypowiedzenia od chwili wręczenia mu przez szefa pisma o rozwiązaniu angażu czy dopiero gdy rozpocznie bieg kodeksowy termin? Wiele wskazuje na to, że od tej pierwszej
Po złożeniu przez jedną ze stron (pracodawcę lub pracownika) oświadczenia woli o rozwiązaniu umowy stosunek pracy nie ustaje od razu.
Do ostatecznego rozstania musi upłynąć jeszcze okres wypowiedzenia. Jego długość zależy przede wszystkim od rodzaju zawartej umowy o pracę.
Najdłuższy kodeksowy jest przy tej na czas nieokreślony, ale przy niej ważny jest jeszcze staż pracy u zwalniającego. Im dłuższy, tym okres wymówienia też się wydłuża.
Zgodnie z art. 36 § 1 kodeksu pracy wynosi:
- dwa tygodnie przy zatrudnieniu poniżej sześciu miesięcy,
- miesiąc przy stażu co najmniej sześciomiesięcznym,
- trzy miesiące przy okresie zatrudnienia co najmniej trzyletnim.
Stronom w umowie o pracę wolno jednak przedłużyć ten dopuszczalny okres. W pewnych warunkach mogą go także skrócić.
To świadczy o tym, że dziś trudno mówić o sztywnych okresach wymówienia i wskazać, na jaki okres podwładnemu przypada czas do ostatecznego pożegnania pracodawcy.
Wyobraźmy sobie sytuację, że pracownik, któremu szef w połowie maja złożył oświadczenie woli o wymówieniu, potrzebuje zaświadczenia do banku o zatrudnieniu.
Czy firma wskazuje wówczas, że pracownik – choć formalnie nie jest jeszcze w okresie liczonego w tygodniach czy miesiącach wypowiedzenia – podaje, że niebawem straci pracę, czy ujawnia, kiedy kończy mu się angaż? A może przemilcza tę informację?
Fikcja ponad daty
Pracownicy działów kadr nie mają takich wątpliwości. Dla nich liczenie okresu wypowiedzenia i pozostawanie w czasie wymówienia to pojęcia niemal tożsame.
W najlepszym razie zainteresowany kredytem pracownik uzyska od firmy potwierdzenie, że owszem pracuje, ale jego umowa skończy się niebawem.
W gorszej postaci pismo pracodawcy do banku wskaże, że podwładny jest już w okresie wymówienia, choć nie będzie to informacja kodeksowo prawdziwa, a jej uzupełnieniem czy wręcz potwierdzeniem stanie się data rozwiązania umowy o pracę.
Tymczasem sprawa nie jest tak oczywista. Wspomnieliśmy o tym 6 maja br. w artykule „Niejedna niespodzianka zdarzyć się może w czasie wypowiedzenia”.
Stare i nowe
Problematyczne jest bowiem rozróżnienie tych okresów i precyzyjne ustalenie początku wypowiedzenia. Tym bardziej trudne, że kodeks pracy nie określa, kiedy rozpoczyna się bieg wymówienia. Orzecznictwo od ponad 30 lat przyjmuje, że okresy wypowiedzenia z art. 36 k.p. mają charakter sztywny.
Zgodnie z nim bieg wymówienia rozpoczyna się z pierwszym dniem miesiąca, a nie z dniem złożenia przed rozpoczęciem tego okresu oświadczenia o wypowiedzeniu umowy o pracę. Tak Sąd Najwyższy uznał w wyroku z 23 marca 1978 (I PRN 24/78).
Potwierdził to także 14 kwietnia 1983 (I PRN 32/83). Ten właśnie wyrok jest niezmiennie powoływany jako przesądzający o takim pojmowaniu okresu wypowiedzenia.
Tymczasem stanowisko to od dawna krytykuje część teoretyków i praktyków >patrz ramka. Także SN odstąpił od niego i zerwał z poglądem o sztywnym ustawowym okresie wymówienia. Zakwestionował go uchwałą z 9 listopada 1994 (I PZP 46/94), choć wcześniej uznawał tylko kodeksowe terminy wypowiedzenia, nawet bez możliwości ich przedłużenia na mocy czynności prawnej stron.
Obecnie nie budzi już wątpliwości dopuszczalność przedłużenia okresu wymówienia w porozumieniu. Ponadto art. 36 § 6 k.p. dopuszcza, aby strony po dokonaniu wypowiedzenia przez jedną z nich mogły ustalić wcześniejszy termin rozwiązania angażu.
Zdaniem prof. dr. hab. Andrzeja Patulskiego, wykładowcy na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, radcy prawnego w spółce z o.o. Orłowski,
Patulski, Walczak, taka zmiana orzecznictwa ostrożnie przemawia też na rzecz modyfikacji opinii dotyczącej określenia początku okresu poprzedzającego czas wypowiedzenia. Wyłom już jest.















