Społeczeństwo
Coraz więcej Polek rodzi w domach
Zwolennicy domowych porodów: takiego komfortu szpital nie zaoferuje. Przeciwnicy: bezpieczeństwo jest ważniejsze
Stowarzyszenie Niezależna Inicjatywa Rodziców i Położnych "Dobrze urodzeni" wyliczyło, ile porodów w całej Polsce położne odebrały w domach. Z danych, do których dotarła "Rz", wynika, że w ubiegłym roku takich porodów było 129 (na blisko pół miliona wszystkich). Rok wcześniej – 103.
Rodzinnie i spokojnie
– W domu czułam się bezpiecznie – tłumaczy Dorota Jurkiewicz, mama ósemki dzieci, z których czworo urodziła w domu. – Leżałam w swojej pościeli, w swoim łóżku, mogłam się budzić, kiedy chciałam, i spokojnie wychodzić do łazienki – wylicza. – W szpitalu zdarzały się sytuacje, że dziecko nie spało w nocy, zasypiało nad ranem. I gdy mogłam odpocząć, przychodził obchód i wszystko zaczynało się od nowa.
Jurkiewicz zaznacza, że poród domowy ułatwia stworzenie rodzinnej atmosfery. – Pozostałe dzieci, które już były w domu, rozstawały się ze mną na mniej niż dobę. Po porodzie szybko wracały, witały dzidziusia i wszystko szło swoim rytmem – opowiada. – Inaczej było w szpitalu. Mamy wtedy długo nie ma, potem wraca z dzieckiem i to jest trudniejsze do zaakceptowania – przekonuje Jurkiewicz.
– Szpital bardzo często nie spełnia oczekiwań dotyczących indywidualnego podejścia i ciągłości opieki, nie zapewnia też intymności – twierdzi Katarzyna Oleś, położna i prezes stowarzyszenia "Dobrze urodzeni".
Tylko dla bogatych
Położne, które zajmują się porodami domowymi, uważają, że w porównaniu z innymi krajami Polska pod tym względem wciąż pozostaje daleko w tyle.
Dlaczego? Jednym z powodów jest brak refundacji z NFZ. W Holandii 30 proc. kobiet rodzi w domu, w Niemczech 10 proc., w Wielkiej Brytanii to niecałe 3 proc, ale mimo to i tam poród jest finansowany przez państwową służbę zdrowia. Polskie mamy muszą płacić za taki poród nawet 2,5 tys. zł z własnej kieszeni. A potem dodatkowo za leki i szczepionki dla malucha.
– Rodzenie w domu nie jest przestępstwem, ale nie możemy tego finansować z pieniędzy podatników – <\!f>uważa Jan Kotarski, kierownik Katedry i Kliniki Ginekologii Onkologicznej i Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. – Holandia to bogaty kraj, który stać na porody domowe. Tam przed domem rodzącej kobiety czeka karetka, która w razie kłopotów zawozi ją do szpitala.
Za mało położnych, za dużo uprzedzeń?
Położne zaznaczają, że kobiet chcących rodzić w domu jest sporo, ale nie ma kto ich obsłużyć. – Obserwuję wzrost zainteresowania, ale nie sądzę, żebyśmy dały radę przyjmować więcej porodów – mówi Oleś. – Już teraz bardzo często odmawiamy z powodu przepełnionego kalendarza.
Położnych domowych pracuje obecnie tylko 12, aż pięć z nich w Warszawie. W niektórych regionach kraju kobiety nie mają do kogo się zwrócić.
To efekt masowego przenoszenia porodów do szpitali w latach 70. Wówczas rolę położnej sprowadzono do asystowania lekarzowi. Dopiero w 1996 r., gdy uchwalono ustawę zawodową dla pielęgniarek i położnych, w zawodzie zaczął się powrót do samodzielności. Ten proces trwa do dziś.
Ginekolog Wojciech Puzyna, dyrektor szpitala świętej Zofii w Warszawie, uważa, że problemem nie jest liczba położnych, ale bariera wynikająca ze świadomości społecznej.
– W Polsce utarło się, że jedynym bezpiecznym miejscem do odbycia porodu jest szpital, a jedyną kompetentną osobą do opieki nad pacjentką jest lekarz – tłumaczy.
– Nie doceniamy samodzielności i kompetencji zawodowych położnej. Wbija się kobietom do głowy, że rodzić w szpitalu jest bezpieczniej – dodaje Katarzyna Grzybowska, niezależna położna, która odbyła staż w Holandii i stale współpracuje z niezależną praktyką położniczą Joanny van Kleef. – Tam po prostu istnieje przekonanie, że każda zdrowa kobieta jest w stanie urodzić dziecko w domu – opowiada.
Położne zaznaczają, że dopiero po wykonaniu przez kobietę wszystkich potrzebnych badań i ocenie ryzyka ciążowego decydują, czy można przyjąć poród w domu. – Nikt nie będzie odbierał w domu porodu o wysokim stopniu ryzyka – zapewnia Wojciech Puzyna. – Jednak większość ciąż to ciąże niskiego ryzyka.















