Rozmowa "Rz"
W szpitalach kuleje planowanie
Będziemy pracować nad rozwiązaniami, które uzależniają wysokość kontraktu szpitala od satysfakcji pacjentów. Chcemy wprowadzić zadaniowy system wynagradzania zarówno lekarzy, jak i pielęgniarek. By ich wynagrodzenie zależało od pracy, jaką wykonują i czasu, który jej poświęcają - mówi minister zdrowia Ewa Kopacz w rozmowie z "Rz"
Rz: Jaki był mijający rok z punktu widzenia ministra zdrowia?
Ewa Kopacz, minister zdrowia: Był ciężki. Przede wszystkim dlatego, że pieniędzy w Narodowym Funduszu Zdrowia było zdecydowanie mniej, niż w roku 2008. Stąd wszystkie perturbacje z płaceniem np. za pacjentów przyjmowanych ponad limit. Ministerstwo Zdrowia zalecało, żeby pieniądze szły w pierwszej kolejności na zapłacenie za procedury ratujące życie, a zdarzało się, że były przekazywane do lekarzy rodzinnych i na refundację leków.
A pozytywy?
To był również rok, w którym przyleciały do nas pierwsze śmigłowce pogotowia ratunkowego i przyjechały pierwsze karetki kupione z funduszy europejskich.
Ten rok był równocześnie owocny w ważne i skutecznie przeprowadzone ustawy. Udało się nam na przykład podzielić pieniądze NFZ między województwa w sposób bardziej sprawiedliwy niż dotąd, czy uchwalić ustawę o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.
Przygotowaliśmy też koszyk świadczeń gwarantowanych. Jak by go nie oceniać, on wreszcie jest i stanie się podstawą stworzenia ubezpieczeń dodatkowych. Ponadto opracowaliśmy założenia do pakietu ustaw farmaceutycznych
Czy rok 2010 będzie pod względem finansowym równie zły, jak 2009?
Na razie zmieniamy sposób płacenia składki zdrowotnej za rolników. Faktycznie płaci ją budżet państwa, ale jej wysokość jest uzależniona od ceny żyta. Trzeba to zmienić. Składka zdrowotna musi zależeć od bardziej obiektywnych wskaźników, np. od płacy minimalnej. W tym roku z powodu wahań w spływie składki NFZ dostał 1,5 mld zł mniej, niż zakładaliśmy tworząc plan finansowy. Przed takimi wahaniami chcemy się w 2010 roku zabezpieczyć.
Uda się rozwiązać problem nadwykonań? Pod koniec tego roku szpitale przestały przyjmować pacjentów planowych…
Sprawa nadwykonań mnie zadziwia. Przecież to nie jest normalne, że aż połowa zabiegów to zabiegi pilne. Części procedur nie można zaplanować, ale już operacje przepukliny czy żylaków – tak. Pieniądze na nie przeznaczone powinny być równo rozłożone na dwanaście miesięcy. Niepoważne jest, że kontrakt się wykonuje w pierwszej połowie roku. To świadczy o tym, że został on źle zawarty, albo że kuleje planowanie w szpitalu.
Dyrektorzy tłumaczą, że w negocjacjach z Funduszem nie mają pola manewru. Co roku przyjmują tylu samo pacjentów ponad kontrakt, a ten mimo to nie rośnie. Jeszcze bardziej skomplikowana jest sytuacja w Polsce wschodniej, gdzie za szpitalami ciągną się niezapłacone nadwykonania z ostatnich dwóch lat…
To prawda. Jeśli do NFZ zacznie wpływać wyższa składka, będziemy starali się te straty wyrównać i obecny algorytm nie jest już tak niekorzystny, jak tegoroczny, czy obowiązujący w ubiegłym roku. I to myśmy go zmienili.
Czy w przyszłym roku jest szansa na podwyższenie składki zdrowotnej?
Na pewno będziemy pracować nad rozwiązaniami, które uzależniają wysokość kontraktu szpitala od satysfakcji pacjentów. Chcemy wprowadzić zadaniowy system wynagradzania zarówno lekarzy, jak i pielęgniarek. By ich wynagrodzenie zależało od pracy, jaką wykonują i czasu, który jej poświęcają. To pozwoli wyróżniać, także finansowo, te szpitale, w których jest lepszy sprzęt, dobre traktowanie pacjentów, krótki czas oczekiwania. Chcemy, by w takich placówkach opłacało się dłużej przytrzymać lekarzy. Bo im więcej będą pracować, tym więcej pieniędzy spłynie do szpitala, a za tym pójdą też wyższe zarobki.
Nadal ocenia Pani, że pieniądze w służbie zdrowia są wydawane nieracjonalnie?
Zdecydowanie tak. Spotkałam, na przykład, szpital, w którym cały kontrakt nie wystarczał na wynagrodzenia! To świadczy o nieudolności zarządzającego, który kupuje sobie spokój podnosząc wynagrodzenia pracownikom. Nie rozumiem, dlaczego są szpitale, które zarabiają na kardiochirurgii czy neurochirurgii, a w innych zupełnie się to nie opłaca. To samo dotyczy pediatrii. Weryfikacja wyceny świadczeń to zadanie na wiele lat, i dla mnie, i dla moich następców.














