Ochrona Zdrowia
Platforma i lekarze przeciwni referendum
Problem służby zdrowia jest zbyt złożony, aby mógł stać się przedmiotem powszechnego głosowania, w którym wezmą udział głównie osoby nieznające tego tematu - ocenia Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy. Podobnego zdania jest PO.
Prezydent Lech Kaczyński zapowiedział we wczorajszym orędziu, że w najbliższym czasie zwróci się do Senatu z wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie prywatyzacji ochrony zdrowia.
Według Związku, problem, który proponuje się rozwiązać drogą powszechnego referendum, "nie jest ani prosty, ani jednoznaczny", ponieważ można nim łatwo manipulować albo nieświadomie wprowadzić w błąd uczestników referendum.
- Wydaje mi się, że każdy ma prawo wypowiedzieć się w tym temacie - jaką chce mieć służbę zdrowia - zaznaczył były minister zdrowia Zbigniew Religa. Jak podkreślił, "jest to podstawowe prawo każdego z naszych obywateli".
Stanowisko OZZL popiera Platforma. - Prezydent przez ostatnie 3 lata - mając możliwość inicjatywy ustawodawczej - nie wniósł żadnego projektu, aby naprawić służbę zdrowia. Przez dwa lata rządów PiS nie zabrał głosu w temacie służby zdrowia" - oceniła Elżbieta Łukacijewska z PO. - Pomysłowi referendum w sprawie prywatyzacji ochrony zdrowia mówimy stanowczo "nie" - oświadczył szef klubu PO Zbigniew Chlebowski.
"Nie jest prawdą, jak sugerował w czasie swojego wystąpienia Pan Prezydent, że prywatyzacja szpitali oznacza wprowadzenie zasad wolnego rynku do służby zdrowia. Może być tak, że wszystkie szpitale będą prywatne, a służba zdrowia będzie całkowicie kontrolowana przez państwo" - napisał OZZL w oświadczeniu, przesłanym w środę PAP.
Reformą powinni zająć się specjaliści
"Czym innym jest zatem pytanie o prywatyzację szpitali, a czym innym o wprowadzenie zasad wolnego rynku w ochronie zdrowia. A nawet, gdyby zdecydowano się wprowadzić w Polsce zasady wolnego rynku w systemie opieki zdrowotnej, to wcale nie musi oznaczać, że wszyscy obywatele będą podlegać rynkowym zasadom dostępu do leczenia" - podkreślono.
Zdaniem lekarzy możliwe jest stworzenie systemu, w którym świadczeniodawcy i ubezpieczalnie działają w ramach wolnego rynku, a państwo finansuje ubezpieczenie zdrowotne lub bezpośrednio opłaca koszty leczenia za osoby, których na to nie stać. "Zatem ewentualne pytanie o wprowadzenie zasad rynkowych do ochrony zdrowia należałoby uzupełnić pytaniem o istnienie (lub ich brak) zasad pomocy państwa dla określonych osób. Możliwe są jeszcze inne i bardziej złożone połączenia zasad rynkowych i ingerencji państwa w systemie opieki zdrowotnej" - napisano w oświadczeniu.
Według OZZL rozstrzygnięcia dotyczące sposobu organizacji opieki zdrowotnej i funkcjonowania szpitali należy powierzyć specjalistom w tej dziedzinie. "Obywateli można zapytać, co najwyżej, czy chcą, aby system był sprawny, aby nie marnował ich pieniędzy, aby leczenie było dostępne niezawodnie - bez kolejek, bez łapówek i tzw. szarej strefy" - czytamy w oświadczeniu OZZL.
Referendum sprzeciwia się również lewica. Według szefa SLD Grzegorza Napieralskiego jest ono bezzasadne. Napieralski podkreśla, że podobnie jak prezydent, który zaproponował referendum, nie chce prywatnej służby zdrowia, ale uważa, że jest to sprawa, która nie powinna być rozstrzygana w taki sposób. zapytany, czy SLD zgodziłoby się na wstrzymanie prac nad ustawami zdrowotnymi, o co wnosił w orędziu telewizyjnym prezydent Lech Kaczyński, powiedział, że to "byłoby złe". - Zgadzam się z prezydentem w jednej sprawie, że nie chcemy prywatnej służby zdrowia na majątku państwowym i to wszystko - zaznaczył.















