Autorski przegląd prasy
Za dużo tego, nawet jak na chaos
Myślałem, że fajerwerki wystrzeliwane przy otwarciu Stadionu Narodowego zdominują poniedziałkową prasę.
Nic podobnego, wyziera z niej dość powszechny chaos, oczywiście chaos władzy, a nie wierzę, żeby ktoś tą prasą sterował, czy żeby się umówiła, by dokopywać akurat premierowi Tuskowi.
Celuje w tym „Fakt": — „Gdzie jest rząd?!" — pyta na całą pierwszą stronę. „Benzyna już po 6 złotych. Wściekli kierowcy protestują"; „Ataki hakerów, awantura o ACTA. Młodzież na ulicach"; „Chaos w służbie zdrowia, pacjentów nie stać na drogie leki". Na dalszych stronach też nie ma taryfy ulgowej i Łukasz Warzecha pisze: — "Chyba nie mieliśmy jeszcze w kraju od 23 lat takiego nagromadzenia niezadowolenia i tylu do niego powodów naraz, jak w tej chwili".
Trudno się z tym nie zgodzić, jeśli nawet przyjmiemy, nieco filozoficznie, że może chaos jest jakąś formą porządku — tutaj politycznego, jest go bowiem ewidentnie za dużo, nawet jak na chaos.
„Super Express" podaje sondaże o poparciu partii wśród młodych od 18-24 lat (PO spada, PiS i Palikotowi rośnie), a prof. Andrzej Rychard zastanawia się, czy po protestach internautów premier i politycy Platformy nadal będą obstawać przy pomyśle głosowania podczas wyborów przez internet. („Protesty internautów postraszyły Tuska".)
Poważniejsza prasa koncentruje się na pakcie fiskalnym i roli Polski w tych negocjacjach, ale muszę przyznać, że nie jest to zagadnienie bardziej klarowne niż przyjmowanie ACTA. Bo najpierw minister Sikorski niemal gotów był zamienić Polskę w rodzaj amerykańskiego stanu, by tylko utrzymać się w nurcie europejskiej integracji, a teraz premier Tusk mówi, że może umowy międzyrządowej nie podpisać. O co w tym chodzi — zapewne pyta wielu Polaków.
„Gazeta Wyborcza" słowami jednego z zachodnich ekspertów odpowiada, że brukselski „szczyt będzie udany, jeśli da jasną perspektywę zwiększenia funduszy ratunkowych eurolandu do 750 tys. miliardów euro („Nic o was bez nas. Jak utrzymać się w centrum Unii Europejskiej?").
A oto z kolei odpowiedź Tomasza Wróblewskiego, naczelnego „Rzeczpospolitej": — „Premier Tusk powinien dziś wykorzystać jedno z niewielu autentycznych narzędzi wpływu, jakie mamy w Unii Europejskiej i zawetować proponowane zapisy w pakcie fiskalnym. Rzecz nie w naszych ambicjach i tym, iż akurat dziś nie zaproszono nas do stołu. Pytanie jest poważniejsze: czy kiedykolwiek w przyszłości przy tym do cna upolitycznionym stole znajdzie się miejsce dla Polski".
Jak mowa o stole, to trudno nie zapytać o krzesła. Korci mnie przy tej okazji przypomnieć o krześle, jakiego miało brakować w Brukseli dla prezydenta Kaczyńskiego. Brukselscy czy francuscy dyplomaci nie są zapewne mniej utalentowani niż doradcy premiera Tuska. Żebyśmy więc wynegocjowali też krzesło, po cóż stół bez krzesła.















