Ścieżka do bogactwa
Im dalej na wschód, tym mniej dobrobytu
Z najnowszych danych wynika, że w latach 2007 – 2011 ściana wschodnia Polski powiększała PKB per capita szybciej niż reszta kraju
Znam tylko jedno prawo ekonomiczne, którego jeszcze nikt nie zakwestionował: w Europie zachodnie regiony państw są bogatsze niż wschodnie. A oto dowody. W Niemczech Brandenburgia jest biedniejsza od Bawarii, w Polsce – Białostocczyzna od Śląska. Na Węgrzech
Gyoer jest bogatszy od Nyregihazy. Prawidłowość tę trudno potwierdzić w przypadku Włoch i Danii. W krajach tych raczej nie ma podziału na zachód i wschód, co najwyżej na północ i południe.
Co ciekawe, zmiana granic nie powoduje korekty powyższej reguły. W Czechosłowacji Słowacja była biedniejsza od Czech, a w Słowacji Trnawa czy Żylina są bogatsze od Preszowa. Polesie było najbiedniejszym regionem przedwojennej Polski, ale jest bogatsze od tak drogiej Łukaszence Witebszczyzny. Natomiast nie najbogatsze Podole wyraźnie przegoniło region doniecki.
Wytłumaczenie tego fenomenu jest proste. Dobrobyt w Europie od dawna rozkłada się malejąco wzdłuż linii równoleżnikowych. Położenie przy bogatszym sąsiedzie, choćby była to jego najbiedniejsza część, działa stymulująco na wzrost gospodarczy ościennych regionów.
Ponieważ żyję na wschodzie Polski, owo prawo (dzikiego) zachodu bardzo mnie bolało. Ból ten powiększały statystyki pokazujące, że zachód Polski rozwija się szybciej niż wschód. Do tego dochodził minister Boni ze swoją koncepcją centrów wzrostu (w skrócie: niech rozwija się Warszawa, a reszta dostanie odpadki ze stołecznego stołu) i wyraźny marazm społeczności Kielecczyzny, Lubelszczyzny, Podlasia i Podkarpacia.
Dlatego uradowały mnie ostatnie informacje. Z raportu „Polska 2011" opracowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego wynika, że w latach 2007 – 2011 ściana wschodnia powiększała PKB per capita szybciej niż reszta kraju. Powszechną mobilizację mieszkańców widziałem na własne oczy, kiedy Lublin stanął do walki z gigantami o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury (zresztą, zdaniem sporej części analityków, z Wrocławiem nie przegrał, lecz nie był w stanie wygrać z ministrem Zdrojewskim).
Nie mam wątpliwości, że impulsem, który pchnął polski biedny wschód do przodu, było przystąpienie do UE i wykorzystanie unijnych funduszy. Pomógł też kryzys finansowy. Sprawił on, że państwo nie za bardzo mogło sobie pozwolić na realizację koncepcji centrów rozwoju.















