Muzeum II wojny światowej
Jak opowiadać polską historię
Nie przekonamy do naszych racji ani turysty z Londynu, ani z Wiednia, tworząc kolejną ekspozycję wyłącznie o martyrologii narodu polskiego lub ku chwale polskiego oręża - piszą historycy, autorzy koncepcji muzeum II wojny światowej
Skomentuj na blog.rp.pl
Jest zupełnie zrozumiałe, że plany powołania nowej instytucji kultury, jaką ma być muzeum II wojny światowej w Gdańsku, budzą zainteresowanie mediów. Nie ma też nic nadzwyczajnego w tym, że nie wszystkim plany te się podobają. Zwłaszcza na etapie projektowania ekspozycji wszelka krytyka jest wręcz niezbędna. Omówienie opracowanego przez nas zarysu koncepcji programowej muzeum (Nie tylko polskie cierpienia), uzupełnione felietonem Piotra Semki, które opublikowano 28 października w "Rzeczpospolitej", nie ma jednak charakteru rzeczowej polemiki ani nawet zgodnego z rzeczywistością relacjonowania faktów.
Fundamentalne zniekształcenie
Dziwi nas, że przygotowując swą publikację, autorzy nie zadali sobie w ogóle trudu, aby skontaktować się z nami jako twórcami koncepcji programowej muzeum II wojny światowej. Naiwnością może byłoby liczyć w tej mierze na dobry obyczaj dziennikarski, ale przemawiałyby też za tym pewne względy praktyczne. Dokument od samego początku traktowaliśmy bowiem jako jawny i chętnie udostępnilibyśmy go również publicystom "Rzeczpospolitej", oszczędzając im trudu pokątnego uzyskiwania go od osób trzecich.
Zamierzaliśmy go zresztą wkrótce opublikować na łamach "Przeglądu Politycznego" wraz z zapisem poświęconej mu dyskusji historyków, co do przebiegu której "Rzeczpospolita" notabene również całkowicie się myli. Wbrew temu bowiem, co pisze Cezary Gmyz, projekt nie został wówczas "mocno skrytykowany". Wręcz przeciwnie, większość uczestników tego spotkania, w tym znawcy problematyki II wojny światowej tej rangi co profesorowie Władysław Bartoszewski, Tomasz Szarota czy Jerzy W. Borejsza, zdecydowanie poparła ideę budowy placówki ukazującej wydarzenia rozgrywające się na ziemiach polskich na szerokim tle europejskim.
Fundamentalne zniekształcenie, jakiego dopuścili się Gmyz i Semka, polega na przypisywaniu nam zamiaru minimalizacji roli, jaką Polska odegrała w II wojnie światowej, a także umniejszania polskich cierpień i heroizmu "w imię zachowania uniwersalizmu wystawy". Nic bardziej błędnego. Gdyby obaj nasi krytycy wykazali odrobinę dobrej woli, zauważyliby niewątpliwie, że zaproponowana przez nas formuła narracji skoncentrowanej na losach ludzi i społeczeństw w całej Europie wyraźnie uwypukla wyjątkowo tragiczny przebieg wojny i okupacji w naszym kraju.
Wbrew temu, czego domaga się Semka, nie potrzeba bowiem żadnych specjalnych zabiegów, aby ukazać tragizm polskich losów i polski wkład w wojnę. Fakty i liczby mówią tu same za siebie. Wystarczy o nich uczciwie powiedzieć, a obronią się nawet wtedy – a wręcz zwłaszcza wtedy – kiedy będziemy pokazywać je w kontekście europejskim.
Podobnego zdania jest Tomasz Szarota, niewątpliwie dziś najwybitniejszy w Polsce znawca niemieckiej polityki okupacyjnej w całej Europie, który w recenzji naszego projektu stwierdza: " " Zarys koncepcji programowej muzeum II wojny światowej " , przekazany mi do oceny, uważam za zapowiedź jakże mądrego i odważnego przedsięwzięcia, które z jednej strony pokaże światu losy Polaków podczas II wojny światowej, zaś z drugiej strony pokaże nam, Polakom, cierpienia i martyrologie innych narodów, istnienie wspólnoty losu ludzi na terenach okupowanych, a także istnienie międzynarodowego ruchu oporu. W tym sensie przyszłe muzeum II wojny światowej może spełnić także rolę swoistego antidotum na, jakże dla nas typowe, połączenie megalomanii z kompleksem niższości".
Próba leczenia kompleksów
Wyrażone przez Semkę przekonanie, że "dopiero wtedy, gdy zadbamy o to, by turysta z Londynu czy Wiednia poznał nasz wkład w zlikwidowanie hitleryzmu, można będzie poszerzać wystawę o bardziej uniwersalistyczne wątki", to właśnie nic innego jak próba leczenia własnych kompleksów poprzez zamykanie się w postawie obronnej. Na dodatek próba zupełnie niepotrzebna.















