David Irving w Polsce
Tajny wykład Irvinga w Marriotcie
David Irving mówił, że Hitler nie wiedział o Zagładzie. Historyk sugerował też, że Żydzi nie byli bez winy
Czytaj więcej o kontrowersjach wokół wizyty Davida Irvinga w Polsce
W zamkniętym dla szerszej publiczności wykładzie brytyjskiego historyka Davida Irvinga wziąłem udział jako... Izraelczyk.
Jak do tego doszło? W poniedziałek około godz. 18.30 zadzwonił do mnie berliński korespondent izraelskiej telewizji Channel 10 Ilan Goren. Powiedział, że udało mu się incognito zarezerwować miejsce na spotkanie z Irvingiem.
Niestety, ze względu na wymogi konspiracji historyk dopiero w ostatniej chwili poinformował go o godzinie i miejscu wykładu.
Miał się odbyć w sali konferencyjnej warszawskiego hotelu Marriott o godz. 19 i nie było szans, żeby Goren zdążył przyjechać z Berlina. Zaproponował więc, abym to ja zamiast niego udał się na wykład. I tak po pół godzinie znalazłem się w hotelowym lobby. Miałem przy sobie jedynie wydruk wysłanego Izraelczykowi e-maila, w którym historyk potwierdzał otrzymanie wpłaty pieniędzy za zaproszenie (zaledwie 10 dolarów).
Gdy po dziesięciu minutach Irving nie pokazał się na dole, wraz z dwoma innymi Polakami, którzy przyszli na wykład, zadzwoniliśmy do niego na komórkę. Przeprosił i obiecał, że zaraz kogoś po nas przyśle.
Rzeczywiście po chwili w lobby pojawiła się długonoga blondynka. To Jaenelle Antas, amerykańska asystentka Irvinga, z którą pomimo sporej różnicy wieku (ona ma 25, on 72 lata) – według brytyjskich bulwarówek – łączy go płomienny romans.
Okazało się, że Antas sprawuje również funkcję strażniczki historyka. Otaksowała nas badawczym spojrzeniem, spytała o nazwiska oraz o to, w jaki sposób dowiedzieliśmy się o wykładzie. Całe szczęście w moim przypadku nie była zbyt dociekliwa.
– Sorry za utrudnienia, ale musimy wiedzieć, z kim mamy do czynienia. Nie chcemy tu żadnych kłopotów – wyjaśniła, zapraszając nas na górę.
Rzeczywiście trudno jej się dziwić. Podczas niedawnego tournée Irvinga po Ameryce pod salami dochodziło do demonstracji i bójek. W hotelu Palm Beach County na Florydzie w ruch poszły nawet noże.
Jeszcze bardziej od protestujących Irving obawia się jednak wścibskich dziennikarzy, którzy mogliby nagłośnić jego słowa. W Austrii wpakowano go do więzienia właśnie za wypowiedzi podczas wykładu.
W Warszawie Irvinga słuchało 20 osób. Większość stanowili ludzie biorący udział w jego wycieczce do byłych niemieckich obozów. Byli to mężczyźni w średnim wieku: Brytyjczycy, Amerykanie i dwóch czy trzech Niemców. Część popijała żywca z butelek, zupełnie nie wyglądali na „groźnych neonazistów”. Oprócz nich na sali był polski tłumacz Irvinga Bartłomiej Zborski, ja i kilku fanów. Jeden z nich był Hindusem.
Irving w swoim żywiole
Brytyjski historyk pojawił się na sali około 19.20. Przyniósł karton z książkami, które wyłożył na biurku. Kilka sztuk „Wojny Hitlera” (po polsku) oraz kilkanaście egzemplarzy pamiętników napisanych w austriackim więzieniu (po angielsku).
Wyglądał znacznie lepiej, niż gdy widziałem go poprzednio w 2007 r. Wówczas zrobiłem z nim wywiad na Warszawskich Targach Książki, na których próbował sprzedawać swoje prace. Próbował, bo organizatorzy wyrzucili go z imprezy. Wtedy Irving był świeżo po pobycie za kratami i wyglądał fatalnie. Wychudzony, o ziemistej cerze i błędnym, nieufnym spojrzeniu. Niespecjalnie palił się do rozmowy.
Teraz stał przede mną zupełnie inny człowiek. Uśmiechnięty, sypiący anegdotami i wygłupiający się przed publicznością. Sprawiał wrażenie, że jest w swoim żywiole. To, że zebrani słuchają go niemal z nabożną czcią, sprawiało mu widoczną satysfakcję. Ponieważ uważał, że ma przed sobą tylko zaufanych ludzi, nie musiał gryźć się w język i myślę, że był szczery.


![[?]](http://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)













