REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości

66. rocznica Powstania Warszawskiego

A Sowieci stali z bronią u nogi

Piotr Zychowicz 01-08-2010, ostatnia aktualizacja 01-08-2010 00:01

Miasto konało, bolszewicy tylko patrzyli. – Cóż to był za cynizm – mówi „Sławka”. Jerzy Bartnik, pseudonim Magik, jest najmłodszym kawalerem Virtuti Militari

Miał 14 lat, gdy na barykadzie u zbiegu ulic Królewskiej i Marszałkowskiej osobiście dekorował go gen. Tadeusz „Bór” Komorowski. Pomimo młodego wieku „Magik” wyspecjalizował się w niszczeniu czołgów. Podczas ciężkich walk w fabryce papierów wartościowych stracił prawe oko.

– Na kilka dni przed dekoracją Virtuti Militari wybrałem się na rekonesans do piwnic domów znajdujących się w rękach Niemców. Na jednym z podwórek natknąłem się na dwóch niemieckich oficerów. Blokowali mi przejście, więc skosiłem ich obu z błyskawicy. Jak to zrobiłem po utracie prawego oka? To proste. Strzelałem lewą ręką – wspomina Jerzy Bartnik.

Od początku nie miał złudzeń co do intencji stojących po drugiej stronie Wisły Sowietów.

Przeczytaj specjalny dodatek "Rz" Muzy stolicy '44

– Mój ojciec był oficerem legionowym i w naszym domu czczono legendę wojny 1920 roku. W bolszewikach widziałem śmiertelnych wrogów. Wiara w to, że oni nam pomogą, już wtedy wydawała mi się naiwna – relacjonuje. – Podczas jednej z powstańczych potyczek natknęliśmy się na jakiś oddział komunistycznej partyzantki. Ci ludzie już wtedy dzielili między siebie stanowiska, w przyszłej, podległej Sowietom, Polsce. Było to odrażające – podkreśla.

Mimo to część powstańców z nadzieją patrzyła na prawy brzeg Wisły.

– Doskonale wiedzieliśmy, że Armia Czerwona stoi tam z czołgami i ciężką artylerią, i wielu kolegów liczyło, że jednak się ruszy. Że zaatakuje Niemców. Dziś wszystko jest już jasne: Stalin czekał, aż powstanie zostanie dorżnięte, aż wszyscy zginiemy

i tym sposobem Niemcy zaoszczędzą pracy NKWD – przekonuje „Magik”.

Po wojnie Bartnik nie wrócił z niemieckiej niewoli do Polski. Przedostał się do Anglii, a później zamieszkał w USA. Do kraju przyjechał dopiero po odzyskaniu niepodległości, w 1993 roku.

– W 1948 roku nawet rozważałem powrót i wybrałem się do komunistycznego konsulatu w Londynie. Usłyszałem tam, że kalek i akowskich bandytów im nie potrzeba – mówi.

Odezwy radiostacji Kościuszko

Halina Jędrzejewska, pseudonim Sławka, była liniową sanitariuszką w zgrupowaniu „Radosław”. Liniową, więc wraz z oddziałem brała udział w walkach. Udzielała pierwszej pomocy na polu bitwy pod ostrzałem nieprzyjaciela.

– Najgorsze były rany brzucha. Postrzelonych na ogół nie można było bowiem szybko przetransportować do szpitala na operację i konali mi na rękach. Paskudne były również szarpane rany od szrapneli i odłamków. Mniej groźne zaś uszkodzenia kończyn – opowiada pani Jędrzejewska.

Do najbardziej dramatycznej sytuacji doszło, gdy jej oddział szturmował szkołę na Stawkach. Walka była niezwykle zacięta, placówka przechodziła z rąk do rąk. – W pewnym momencie usłyszałam krzyk: „Sanitariuszka!”. Pobiegłam na miejsce. Było tam dwóch rannych. Najpierw zajęłam się tym, który był nieprzytomny. Miał okropną ranę na plecach. Zawołałam czterech chłopców, aby go wzięli do szpitala. Gdy go podnieśli, nagle w całą grupę uderzył pocisk. Zamiast jednego rannego miałam pięciu – wspomina „Sławka”.

Mimo to sanitariuszka się nie poddała. Postanowiła za wszelką cenę dostarczyć rannego w plecy żołnierza do szpitala. Udało jej się znaleźć kilku przerażonych cywilów.

Gdy w pewnym momencie odmówili dalszego niesienia rannego, wyjęła pistolet i zapowiedziała, że jeżeli go porzucą, każdemu strzeli w łeb. Musiała wyglądać przekonująco, bo cywile bez szemrania spełnili polecenie. Niestety, po przybyciu do szpitala ranny zmarł.

– Miasto konało, płonęło. To, że po drugiej stronie stoją bolszewicy z bronią u nogi i nic nie robią, nie mieściło mi się w głowie. Cóż za cynizm, cóż za obojętność – mówi Halina Jędrzejewska. – Było to o tyle zaskakujące, że przed bitwą zasypywali Warszawę ulotkami wzywającymi do boju, a komunistyczna radiostacja Kościuszko nawoływała do powstania. Teraz już wiadomo, że to była gra. Od samego początku Sowieci zamierzali dać nam się wykrwawić.

Wyrok Stalina

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Krakowscy oburzeni usunięci z Rynku Głównego

Policja i straż miejska usunęła dziś ok. 6.00 rano z serca Krakowa protestujących tu od poniedziałku przeciwko polityce miasta >>