Wybory prezydenckie 2010
Pod jednym dachem ze sztabem
Komitety niektórych kandydatów działają w siedzibach ugrupowań. – To niezgodne z prawem – ocenia ekspert
– Z punktu widzenia prawa działalność komitetu wyborczego kandydata na prezydenta RP jest odseparowana od działalności partii politycznej. Praktyka pokazuje, że jest to fikcja konstytucyjna – mówi Krzysztof Lorentz z Krajowego Biura Wyborczego (działa w ramach Państwowej Komisji Wyborczej).
Formalnie partie polityczne nie mają – poza możliwością darowizny z funduszu wyborczego na rzecz komitetu kandydata – żadnego związku z kampanią prezydencką.
Zgodnie z konstytucją kandydata na prezydenta zgłasza bowiem 100 tys. obywateli, w imieniu których działa komitet. Jak tłumaczy Lorentz, jest on wyłącznie ciałem tytularnym, bo faktyczną pracę w kampanii wykonują działacze partii pod nieformalną nazwą „sztab”. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, wątpliwości w sprawie siedziby komitetu Andrzeja Olechowskiego miała już PKW
W przeciwieństwie do sztabu wyborczego komitet musi podać PKW adres siedziby, pod który komisja może wysyłać korespondencję.
„Rz” sprawdziła, gdzie pracują komitety wyborcze kandydatów. Współpracownicy faworyta sondaży Bronisława Komorowskiego – przy ul. Wiejskiej 14/5 w Warszawie, prywatnym mieszkaniu. – Lokal wynajęliśmy do czasu złożenia sprawozdania finansowego do PKW, już po wyborach. Oferta jest z rynku – mówi Andrzej Wyrobiec, który odpowiada za finanse komitetu. Nie chce powiedzieć, od kogo wynajęto lokal. – Właścicielem jest osoba fizyczna. Wszelkie dokumenty złożymy do PKW, która zdecyduje, czy można tę informację podawać.
Ale mieszkańcy kamienicy dobrze wiedzą, do kogo należy lokal pod piątką. Pada nazwisko znanej reporterki „Gazety Wyborczej”. – Tam mieszka Anna Bikont – mówią sąsiedzi.
Próbujemy weryfikować tę informację. Dzwonimy do komitetu i słyszymy jedynie, że „tej pani tutaj nie ma”. W „Gazecie” dowiedzieliśmy się, że reporterka obecnie nie pojawia się w redakcji. Kontakt możliwy jest jedynie za pośrednictwem mejla. Wysyłamy pytanie, ale odpowiedzi nie otrzymaliśmy do zamknięcia „Rz”.
Wynajęcie lokalu wymusza na komitecie ustawa o wyborze prezydenta RP, która mówi, że komitet wyborczy kandydata nie może przyjmować wartości niepieniężnych z wyjątkiem bezpłatnego rozpowszechniania wyborczych ulotek i plakatów przez osoby fizyczne.
– Nic innego za darmo komitet dostać nie może. Za korzystanie z siedziby, której posiadanie jest jednym z wymogów formalnych do zarejestrowania komitetu, musi płacić – wyjaśnia Krzysztof Lorentz.
W niektórych przypadkach komitety podały nawet adres swojej siedziby identyczny z siedzibą partii, która popiera kandydata.
Tak jest m.in. w przypadku Andrzeja Olechowskiego. Telefon do Stronnictwa Demokratycznego. – Czy dodzwoniłem się do komitetu wyborczego kandydata na prezydenta Andrzeja Olechowskiego? – pyta dziennikarz „Rz”. – Tak, tak – odpowiada kobiecy głos. Pełnomocnika komitetu jednak nie zastajemy.
Jak ustaliliśmy, wątpliwości w sprawie siedziby komitetu Olechowskiego miała już PKW.
W odpowiedzi otrzymała informację, że lokal komitetu należy do fundacji Samorządność i Demokracja. Tej samej, która jest właścicielem przejętego od SD i szacowanego na dziesiątki milionów złotych majątku.
– Upraszczając sprawę, można to wytłumaczyć tak: płacimy sami sobie i dzięki temu obchodzimy prawne zakazy. Choć i tak wszyscy wiedzą, że te transakcje są tylko na papierze – mówi „Rz” wieloletni działacz SD.
Współpracownicy innego kandydata, Bogusława Ziętka, którego popiera Polska Partia Pracy, przyznają w rozmowie z „Rz”, że siedziba partii i komitetu jest ta sama. Podczas rozmowy telefonicznej z biurem partii pytamy o pełnomocnika komitetu Janusza Anioła. – Pojawia się w siedzibie partii? – zagadujemy. – Oczywiście, jest przecież pełnomocnikiem – mówi Beata Woźniak z PPP. – Komitet mieści się w siedzibie partii? – dopytujemy. – Tak, zgadza się – przyznaje Woźniak.
I tu pojawia się problem. Zgodnie z przepisami bowiem partia polityczna nie może podnajmować swoich pomieszczeń. – Mamy sytuację patową. Z jednej strony ustawa o partiach politycznych zakazuje czerpania dochodu z najmu swoich lokali, a z drugiej strony komitet musi płacić za zajmowane lokum – tłumaczy dyrektor Lorentz.















