Piątek+
Zespoły, które straszą
Rammstein grał u nas w listopadzie, a już powraca 12 marca. Shock rock zainicjowany przez Black Sabbath, Alice’a Coopera i KISS cieszy się coraz większą popularnością. Psycholodzy wiążą to z typowym dla dzikich rytuałem oswajania strachu
Till Lindemann, wokalista Rammstein, w nowym wideoclipie „Pussy” nosi czarną skórę, a fryzurę wystylizował na nazistowską modłę. Stoi na tle żółto-czerwonej flagi. Krzycząc do mikrofonów jak Adolf Hitler, tak jak on, wymachując ręką, namawia... do seksu.
Tematem ciężkich marszowych piosenek Niemców urodzonych w NRD jest przemoc, nienawiść, wykorzystywanie seksualne dzieci i aborcja. W „Wiener Blut” („Wiedeńska krew”) śpiewają o austriackim pedofilu z Amstetten. Podczas koncertów, kompozycji towarzyszy obraz niemowląt zawieszonych ponad sceną. Eksplodują w finale utworu. „Mein Teil” opowiada historię niemieckiego homoseksualisty, który zgodził się być głównym daniem na uczcie kanibala.
– W opowieściach wziętych z życia zawsze najbardziej interesowała mnie mroczna strona świata – przyznał gitarzysta Richard Zven Kruspe.
Najbardziej niepojęte, zwłaszcza w Polsce, jest tolerowanie przez fanów prowokacyjnej gry Rammstein z symbolami i gadżetami nazizmu. W wideoklipie grupa wykorzystała propagandowy film Leni Riefenstahl. Pokazuje się z agresywnymi wilczurami na smyczy. Rytuałem koncertów są dwuznaczne okrzyki „Heil! Heil!”. Na rękawach czarnych gestapowskich płaszczy muzycy noszą czerwone opaski – brakuje tylko swastyki.
Rammstein, podobnie jak hitlerowcy, tworzą widowiska „światło i dźwięk”, wykorzystując pogańską symbolikę ognia. Płonie scenografia, mikrofony, pałeczki perkusisty i kaskaderzy udający fanów, którzy wdzierają się na scenę. Muzycy odgrywają sceny morderstw.
Promując „Reise Reise”, muzycy wychodzili na scenę ubrani jak bohaterowie współczesnej wersji kafkowsko-orwellowskiego thrillera – w garniturach, w białych koszulach, w krawatach. Wyjmowali latarki i snopami świateł omiatali twarze fanów. Ci mogli się poczuć jak więźniowie. Jednak przyjmowali sytuację z okrzykiem perwersyjnego zachwytu. Najlepszy dowód, że na koncertach chcą śnić zbiorowy koszmar produkowany przez Rammstein.
Obcięte opuszki
Historia shock rocka pokazuje, że muzycy odpowiadali na sadomasochistyczne potrzeby mas i głód sensacji brukowców.
Grupa Black Sabbath grała bluesa i spotykała się na próbach w sali vis a vis kina. Basista Geezer Butler zauważył, że grany jest tam horror „Black Sabbath” Borisa Karloffa.
– Zrozumiałem, że ludzie chcą płacić za to, żeby ich straszyć – wspominał.
Ozzy Osbourne szybko napisał piosenkę inspirowaną twórczością okultysty Dennisa Wheatleya. Zespołowi pomógł nieszczęśliwy wypadek. Gitarzysta Tony Iommi stracił w wypadku motocyklowym opuszki palców. Gra sprawiała mu ból, dlatego zmniejszył napięcie strun. Uzyskał wtedy charakterystyczne, niskie brzmienie – idealną ilustrację mrocznych tekstów o konszachtach z Szatanem i spotkaniach z wiedźmami.
Muzyka z debiutanckiej płyty „Black Sabbath” (1970) robi wrażenie przerażającego słuchowiska z niesamowitymi dźwiękami dzwonów i burzy. Tak zaczęła się historia ekstremalnych odmian rocka.
Najbardziej zdecydowanym krokiem w świat horroru było wydanie przez grupę Osbourne’a albumu „Sabbath Bloody Sabbath” (1973). Na okładce można obejrzeć czarną mszę. Jednak w porównaniu z tym, co kontynuatorzy Sabbathów wyczyniają obecnie na scenie, występy Anglików muszą sprawiać niewinne wrażenie. Główny element scenografii stanowił krzyż (nie odwrócony). Osbourne miał makijaż wampira.
– Ludzie upokarzają nas stwierdzeniami, że jesteśmy grupą czarnej magii. Nie odprawiamy na scenie żadnych rytuałów – powiedział Tony Iommi. Ale Osbourne nigdy nie dementował plotek na swój temat i czerpie korzyści z tego, że okrzyknięto go rockowym księciem ciemności.
Przebił go Amerykanin Vincent Damon Furnier, który oświadczył, że jest wcieleniem XVII-wiecznej czarownicy Alice Cooper i zaczął występować pod jej nazwiskiem.
Jesienią 1969 r., chcąc wywołać zainteresowanie kanadyjskich fanów, śpiewał pośród kurczaków przechadzających się po estradzie. Złapał jedno z nich za skrzydła i rzucił na widownię. Pech chciał, że kurczak wpadł pod koła wózka inwalidy siedzącego w pierwszych rzędach. Następnego dnia gazety doniosły, że Cooper ukręcił kurczakowi głowę i wypił krew na oczach fanów. Frank Zappa, ówczesny wydawca Alice’a, zadzwonił do artysty i zapytał, czy to prawda. Cooper zaprzeczył. Zappa, który uwielbiał prowokacje, powiedział: „Bez względu na to, co zrobiłeś, nie mów, jaka jest prawda”.













