Rozmowa "Rz"
Geje sami się ośmieszają
- Historia z kozą jest podobna do tej z karykaturami Mahometa - mówi Szczepan Sadurski, satyryk, rysownik
Rz: W odpowiedzi na sądowy pozew działaczy gejowskich, którzy poczuli się obrażeni rysunkiem Andrzeja Krauzego, stworzył pan serię własnych kóz. Solidarność zawodowa?
Szczepan Sadurski: Przede wszystkim jestem przeciwnikiem tego, by sądy decydowały o tym, który dowcip jest zły, a który dobry, czy oceniały, co satyryk miał na myśli. Sam miałem podobne historie.
W stanie wojennym moje rysunki były zdejmowane. Proces wytoczył mi Murzyn, który uważał, że przez mój rysunek został zaatakowany. Straszono mnie też procesem, gdy rysowałem dowcipy o Małyszu.
Geje uważają, że rysunek z kozą to nie dowcip, ale podawanie nieprawdziwych informacji.
To niebywała sytuacja, bo w tym przypadku grupa, która rzekomo walczy o równe prawa, pokazuje, że nie chce być traktowana na równi, tylko lepiej niż reszta. Dochodzi do tego, że nie można nawet stwierdzić, iż normalnym jest związek kobiety i mężczyzny. W ten sposób geje działają wbrew swoim interesom i ośmieszają się.
A może po prostu nie lubi pan gejów?
Podchodzę do sprawy profesjonalnie i nie popieram żadnej strony. Byłbym niewiarygodny, gdybym popierał tę czy inną grupę albo partię polityczną. Satyryk ma robić swoje, nie oglądać się na to, jak jego praca jest odbierana, i nie cenzurować samego siebie.
Pana zdaniem rysunek satyryczny ma prawo kogoś obrażać?
Do każdego rysunku każdy w ten czy inny sposób może się przyczepić. Żartuje się z blondynek, policjantów, Żydów, pracowników sklepu mięsnego. Gdyby rysownicy się tym przejmowali, satyra musiałaby zejść do podziemia. Historia z kozą jest podobna do tej z karykaturami Mahometa. Ktoś tu kogoś podjudza, ktoś chce zostać męczennikiem i stanąć na czele polskich gejów.
Nie boi się pan, że pana geje też pozwą za rysowanie kóz?
Moich rysunków będzie więcej. Robię to celowo i byłbym zachwycony, gdyby ktoś mnie za to pozwał.
-rozmawiała Agnieszka Niewińska















