Rozmowa "Rz"
Wojna w Afganistanie jest już przegrana
- Być może gdyby Amerykanie w 2001 roku zdecydowali się uderzyć z całą mocą i wysłać do Afganistanu potężne siły lądowe, kampania potoczyłaby się inaczej. Teraz jest już za późno – twierdzi Martin van Creveld, historyk wojskowości w rozmowie z Piotrem Zychowiczem
Czy możemy jeszcze wygrać wojnę w Afganistanie?
To zależy, co ma pan na myśli, mówiąc „wygrać". Jeżeli powstrzymanie talibów przed powrotem do władzy i przejęciem kontroli nad tym krajem, to odpowiedź brzmi: nie. Nie wygracie tej wojny.
Ale prezydent Barack Obama zapowiedział, że wyśle do Afganistanu kolejne 30 tysięcy żołnierzy...
Niepotrzebna strata pieniędzy i wielu ludzkich istnień.
Szef brytyjskiej dyplomacji David Miliband na łamach „Rzeczpospolitej" napisał, że ci ludzie „skręcą rebeliantom kark".
Mrzonki. Wszystko, co teraz mogą osiągnąć Amerykanie, to opracować strategię, która pozwoli im wycofać się z honorem. Czyli to, co próbowali zrobić w Wietnamie – ale ostatecznie się nie udało – i to, co mają nadzieję zrobić w Iraku. Zresztą Obama ogłosił, że za 18 miesięcy Amerykanie opuszczą Afganistan. Gdybym więc był na miejscu talibów, po prostu bym poczekał. Już wiedzą, że są zwycięzcami.
Co sprawia, że Afganistan jest tak trudny do podbicia?
Kiedyś odbyłem lot na niskim pułapie nad terytorium tego kraju i obserwowałem tamtejsze ukształtowanie terenu. Byłem pod wielkim wrażeniem. Bardzo mało dróg, niedostępne góry i ostry klimat sprawiający, że w zimie prowadzenie działań bojowych jest niezwykle trudne. Do tego wielowiekowa, znakomita tradycja wojskowa wśród tamtejszych mężczyzn. Obycie z walką i bronią, której jest tam bardzo dużo w prywatnych rękach.
Czyli wszystko, czego potrzeba do prowadzenia skutecznej walki partyzanckiej.
Machiavelli uważał, że na świecie są dwa rodzaje krajów. Jedne są scentralizowane. Państwa te niezwykle trudno podbić, ale jak już się je podbije – łatwo je utrzymać. Drugie państwa są zdecentralizowane. Te z kolei bardzo łatwo podbić, ale jak już się to zrobi – bardzo trudno je utrzymać. Na nieszczęście Afganistan należy do tej drugiej kategorii.
Czy Amerykanie mogliby się czegoś nauczyć od imperiów, które wcześniej podbiły Afganistan. Na przykład Macedończyków?
Aleksander Wielki nigdy nie podbił Afganistanu. Macedońskie armie tylko przeszły przez jego terytorium. Nie były w stanie się tam utrzymać. Sztuka ta nie udała się również Brytyjczykom. Co pewien czas wysyłali oni tylko do Afganistanu ekspedycje karne, które wyrzynały każdego, kto się napatoczył. Nie było jednak mowy o opanowaniu afgańskiego terytorium. Amerykanie nie bardzo mają więc na kim się wzorować.
Ale mogą się uczyć na błędach. Na przykład sowieckich.
Sowiecka operacja w Afganistanie była perfekcyjna, czerwoni zrobili dokładnie to, co powinni byli zrobić, tylko że... podczas kampanii konwencjonalnej. Najpierw za pomocą dywizji powietrznodesantowej opanowali Kabul, a potem rzucili do Afganistanu dwie potężne zmotoryzowane armie. Jedna poszła na zachód, druga na wschód i spotkały się pod Kandaharem. Klasyczny blitzkrieg. Problem w tym, że to nie była kampania konwencjonalna, tylko antypartyzancka. Tego typu działania nie wyrządziły większej szkody mudżahedinom. Sowieci nie popełnili więc błędów na polu bitwy, oni po prostu pomylili wojny.
Amerykanie też pomylili wojny?
Nie, oni zdawali sobie sprawę z przyczyn porażki sowieckiej i zrealizowali inną strategię. Podczas ataku w 2001 roku postawili na lotnictwo, które miało być odpowiedzią na wszystkie wyzwania Afganistanu. Dzięki niemu bowiem można uderzyć błyskawicznie, precyzyjnie i w dowolnym miejscu kraju. Także w górach. Amerykanie zapomnieli jednak, że w ten sposób nie da się zabić wszystkich nieprzyjaciół. Atakiem z powietrza można rozbić ich struktury, ale zadaje im się niewielkie straty w ludziach. Reszta się rozbiega i ukrywa. Bez wsparcia piechoty nie da się ich wyłapać i wyeliminować. Gdy rozpoczęła się okupacja, ci ludzie uaktywnili się i z czasem stworzyli potężny ruch oporu.
Czyli Amerykanie popełnili błąd na samym początku?
Tak. Być może gdyby w 2001 roku od razu zdecydowali się uderzyć z całą mocą i wysłać do Afganistanu potężne siły lądowe, kampania potoczyłaby się inaczej. Zamiast tego rąbnęli w czekoladowy pudding za pomocą młotka. Rozwalili go, ale kawałki rozprysły się na wszystkie strony. Nikt tych kawałków nie rozdeptał. Teraz jest już za późno.















