Służby Specjalne
Dziennikarze podsłuchiwani przez ABW
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nagrała rozmowy Cezarego Gmyza z „Rz” i Bogdana Rymanowskiego z TVN z Wojciechem Sumlińskim
Cezary Gmyz, pytany o oświadczenia Jacka Mąki i ABW: Jestem zdumiony tymi oświadczeniami. Publikacja "Rzeczpospolitej" na stronach internetowych pojawiła się po północy w sobotę. Oświadczenie ABW - o 7 rano. To nie jest pora, o której pracują rzecznicy prasowi, zwłaszcza w dzień wolny od pracy. Należy postawić zatem pytanie: czy ABW wiedziała o treści przygotowywanej publikacji? Czy w dalszym ciągu jestem podsłuchiwany? Ani oświadczenie rzecznika, ani Jacka Mąki nie tłumaczy, dlaczego stenogramy z podsłuchów ABW są wykorzystywane w prywatnej sprawie wiceszefa ABW. Pytam też, skąd pełnomocnik procesowy Jacka Mąki w ogóle wiedział o istnieniu takich stenogramów. Zachodzi podejrzenie, że mogło dojść do ujawnienia mu tajemnicy państwowej.
Oświadczenie ABW
Oświadczenie ppłk. Jacka Mąki
Agencja nagrała dziennikarzy w 2008 roku w związku z głośną próbą samobójczą dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Rejestrowała też prywatne rozmowy Gmyza i Rymanowskiego z Sumlińskim. Jak się okazuje – niezgodnie z przepisami – nie zniszczyła stenogramów niezwiązanych ze sprawą. Co więcej, zostały odtajnione i udostępnione pełnomocnikowi prawnemu Jacka Mąki, wiceszefa ABW, do wykorzystania w zupełnie innym procesie między nim a „Rz”. Dziś każdy może wystąpić do sądu o wgląd w te dokumenty.
– Z taką sprawą nie spotkaliśmy się nigdy w czasie całej kariery adwokackiej. Ilość przepisów, jakie przy tej okazji złamały ABW oraz prokuratura, jest przerażająca – ocenia Jacek Kondracki, adwokat reprezentujący „Rz”. – Doszło do bezprawnego naruszenia bezwzględnie chronionej prawem tajemnicy dziennikarskiej. To zagrożenie wolności słowa.
– Jestem w szoku – mówi wstrząśnięty Rymanowski, któremu „Rz” przekazała stenogramy. – To pierwszy materialny dowód podsłuchiwania dziennikarzy przez służby specjalne. W demokratycznym państwie to dziennikarze powinni kontrolować działalność służb, a nie na odwrót.
Sprawa Sumlińskiego
ABW podsłuchiwała dziennikarzy, śledząc dramatyczne wydarzenia z lipca 2008 r. Wówczas w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie dziennikarz (wtedy związany z TVP) Wojciech Sumliński próbował się zabić.
Sumliński był podejrzany o handlowanie tajnym aneksem do raportu o weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych i o to, że za pieniądze miał oferować oficerom WSI pozytywną weryfikację umożliwiającą dalszą pracę w wywiadzie wojskowym. Dlatego założono mu podsłuch telefoniczny.
13 maja 2008 r. został zatrzymany przez ABW. Sąd jednak nie zgodził się na jego aresztowanie. Prokuratura złożyła zażalenie i 29 lipca sąd kazał aresztować dziennikarza na trzy miesiące. Sumliński przekazał wtedy zaprzyjaźnionym dziennikarzom list, w którym znalazły się wzmianki o samobójstwie.
Jako jeden z pierwszych na teren parafii św. Stanisława Kostki, gdzie przebywał wtedy Sumliński, dotarł Cezary Gmyz. Próbował uspokoić dziennikarza. Dzwoniąc z telefonu Sumlińskiego konsultował się z Rymanowskim, innym adresatem listu zdesperowanego dziennikarza. Rymanowski radził Gmyzowi m. in., jakich argumentów ma używać, by odwieść Sumlińskiego od samobójstwa. „Słuchaj. Ja nie mogę dotrzeć, ale ja uważam, że jeśli Wojtek chce zrobić to, co mi sugerował, to popełni błąd. Ja wiem, w jakiej on jest sytuacji. Domyślam się, nie chcę tego mówić wprost, ale wiesz, że to jest skazanie się, kuźwa, na banicję tak naprawdę” – czytamy w stenogramie podsłuchu.
Potem Rymanowski sam przyjechał do parafii. Razem z Gmyzem oraz duchownym katolickim rozmawiał z Sumlińskim. Sprowadzili też jego żonę. Wieczorem Gmyz odwiózł dziennikarza z żoną na nocleg. Obaj z Rymanowskim byli przekonani, że niebezpieczeństwo minęło.
Rankiem Sumliński wrócił do kościoła i podciął sobie żyły. Wierni wezwali pogotowie. Lekarze orzekli, że stan psychiczny Sumlińskiego nie pozwala na osadzenie go w areszcie.













