Komentarz
Ile zrozumiał Władimir Putin
Wizyta premiera Władimira Putina w Polsce miała pokazać, że relacje z obecnym polskim rządem się poprawiły. Że Rosja docenia zmiany w polityce Warszawy.
Skomentuj na blogu
Sam premier Rosji powiedział, że widzi w Donaldzie Tusku i jego formacji "kolegów i partnerów, z którymi może współpracować". Były rosyjski prezydent dodał, że "rzeczywiście w ciągu ostatnich dwóch lat tonacja i treść rosyjsko-polskich stosunków zmieniły się na lepsze". W tych pochwałach dla premiera Tuska nie ma jeszcze nic złego. Jeden z celów wizyty – pokazanie, że Polska może rozmawiać z Rosją, że wzajemne stosunki nie są nasycone wrogością – został zrealizowany.
Wydaje się też, że warto zauważyć deklaracje szefa rosyjskiego rządu w sprawie otwarcia rosyjskich archiwów dla polskich historyków, szczególnie dokumentów dotyczących sprawy katyńskiej, i gotowość pozytywnego zakończenia rozmów na temat dostaw gazu dla Polski. Tak jak i to, że postawiony w trudnej sytuacji w związku z kolejnymi rosyjskimi oświadczeniami premier Donald Tusk starał się wyjść z opresji obronną ręką. "Pakt Ribbentrop – Mołotow – i nie jest to teza, która powinna budzić emocje czy zdziwienie także po rosyjskiej stronie – tak czy inaczej doprowadził do napaści na Polskę: 1 września Polskę zaatakowały Niemcy hitlerowskie, ponad dwa tygodnie później ze wschodu wojska stalinowskiej Rosji – przypomniał Tusk.
Jednak czy to wystarczy, by wizytę Putina w Polsce uznać za udaną i potrzebną? Towarzyszyły jej przecież od kilku dni napastliwe wypowiedzi różnych rosyjskich historyków, a w czasie gdy premier Rosji występował na wspólnej konferencji z Tuskiem, rosyjska służba wywiadu zorganizowała konferencję prasową, na której oficerowie dowodzili, że to Polska jako pierwsza nawiązała współpracę z Hitlerem w 1935 roku. Nie wyobrażam sobie, żeby Putin o tym nie wiedział i tego nie kontrolował. Po co zatem ta maskarada? Być może po to, by słowa Putina wypowiedziane w Polsce robiły wrażenie bardziej łagodnych, niż naprawdę były. I sądząc po tonie niektórych komentarzy, taki efekt udało się Rosjanom osiągnąć. Tylko czy między Polską a Rosją rzeczywiście nastąpił istotny postęp w sprawie rozumienia przeszłości?
Bardzo to wątpliwe. Wydaje się, że w czasie wizyty w Polsce nie dokonała się rzecz najważniejsza. Putin pozostał więźniem sowieckiej mentalności. Zarówno w swoim tekście w "GW", jak i w późniejszych przemówieniach występował w podwójnej roli. W zależności od tego, co było bardziej wygodne, Putin okazywał się na przemian to spadkobiercą Związku Sowieckiego i jego potęgi, to kimś, kto wobec sowieckiego reżimu się dystansował. Z jednej strony twierdził, że losy narodu rosyjskiego zniekształcił reżim totalitarny, z drugiej mówił o "tragicznych losach żołnierzy rosyjskich z 1920 roku". Rosyjskich? Byli to żołnierze rewolucyjnej Armii Czerwonej, powołanej przez ten reżim, który według samego Putina "zniekształcił losy Rosji". Nie wydaje się, by ci, którzy po trupie Polski zmierzali do podboju Europy, zasługiwali na cześć.
Podobnie nie sposób zrozumieć, na czym miałoby polegać wspomniane przez Putina "wzajemne wybaczenie" Polski i Rosji, którego symbolem miałyby być z jednej strony "Katyń i Miednoje, z drugiej zaś los rosyjskich żołnierzy, którzy dostali się do niewoli w 1920 roku". W pierwszym przypadku było to dokonane z zimną krwią ludobójstwo na jeńcach wojennych, jeńcach kraju, który został podbity i brutalnie spacyfikowany; z drugiej była to śmierć w wyniku chorób i epidemii, a więc zdarzeń losowych, jeńców strony agresora. Nie, śmierć śmierci nierówna. Nie ma tu miejsca na żadne wzajemne przebaczenie. A już na pewno nie powinien go proponować ktoś występujący w roli spadkobiercy najeźdźcy.
Co gorsza, nawet najważniejsze stwierdzenie Putina w czasie tej wizyty – potępienie paktu Ribbentrop-Mołotow – zostało przez niego od razu zrelatywizowane. – Widzimy w Rosji, że podejmowane są próby udowodnienia tezy, że II wojna światowa stała się możliwa tylko dzięki paktowi Ribbentrop-Mołotow, ale był to tylko ostatni taki dokument podpisany w Europie z Hitlerem. A wcześniej była umowa z 1934 r. z Polską, prawie taka jak wspomniany pakt – mówił Władimir Putin po spotkaniu z Donaldem Tuskiem. – A czołowe mocarstwa europejskie podpisały dokument w Monachium – dodał.















