REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości

Rozmowa "Rz"

Gdybym był jak Lenin

Eliza Olczyk, Wojciech Wybranowski 21-08-2009, ostatnia aktualizacja 21-08-2009 03:00
30. rocznicę powstania „S” będę świętował tam, gdzie Lech Kaczyński. A jeśli spróbuje tego swojego mruczanda o mojej rzekomej współpracy z SB, to go nauczę porządku – zapowiada Lech Wałęsa
autor: Piotr Wittman
źródło: Fotorzepa
30. rocznicę powstania „S” będę świętował tam, gdzie Lech Kaczyński. A jeśli spróbuje tego swojego mruczanda o mojej rzekomej współpracy z SB, to go nauczę porządku – zapowiada Lech Wałęsa

O prezydenturze Donalda Tuska, kreciej robocie Anny Walentynowicz i przeprosinach, których oczekuje od Lecha Kaczyńskiego

Rz: Z czym się panu kojarzy Sierpień ,80?

Lech Wałęsa: To trudne pytanie. Ciężko się napracowałem i jestem zadowolony, że to jest już poza mną. Cieszę się, że w moim pokoleniu, pod moim przewodem udało się zamknąć etap podziałów, bloków, systemów i otworzyć epokę intelektu, globalizacji oraz informatyzacji. Przeszłość mnie nie interesuje, wolę patrzeć do przodu.

Co było w tamtych czasach najtrudniejsze?

Najtrudniej było przyspieszyć czas zwycięstwa i zminimalizować jego koszty tak, żeby po drodze nie polała się krew. Ale system wyczerpał swoje możliwości i trzeba go było zmienić.

Czy z perspektywy czasu nie żałuje pan tego poświęcenia i zaangażowania?

Zastanawiam się czasami, czy gdybym nie oddał wszystkiego demokracji, tylko był jak Stalin, Lenin czy Castro, to czy efekty nie byłyby dużo większe. Naród nie był przygotowany do rządzenia, nie było kadr ani programów, wielkie możliwości tak naprawdę nie zostały wykorzystane. Uwierzyłem jednak w demokrację. Uważałem, że nawet jeżeli coś nie będzie tak, to demokracja wszystko naprawi, zrobi to lepiej niż ja.

A teraz zwątpił pan w demokrację?

Nie. Mówię tylko, że ograniczając demokrację, być może można było zyskać więcej. Ale wcale tego nie przesądzam.

Może to my, Polacy, nie byliśmy przygotowani do demokracji?

Tak nie można powiedzieć. My byliśmy wielokrotnie zdradzani. Nami grano. Dlatego nasze społeczeństwo jest podejrzliwe, wątpi w przywódców. Te cechy w warunkach demokracji może nie są dobre, ale dzięki nim przetrwaliśmy. Gdyby nie one, to może Polski nie byłoby już na mapie świata.

Ocena 1989 roku, szczególnie Okrągłego Stołu, jest bardzo zróżnicowana. Co pan myśli, słysząc, że Okrągły Stół to był układ z komunistami, a może nawet zdrada?

Odpowiedź jest prosta. My daliśmy z siebie tyle, na ile nas było stać. A skoro ci, którzy nas dziś krytykują, wiedzieli, że postępujemy źle, że można lepiej, i sami nic nie zrobili, to z powodu zaniechania sami są zdrajcami.

Czy z perspektywy czasu jest coś, co chciałby pan zmienić, gdyby można było cofnąć czas?

Ludzie lubią, żebym w tym momencie coś powiedział. Ale szczerze mówiąc – nic. Absolutnie nic. Może czasami byłem niegrzeczny i w takich przypadkach postąpiłbym inaczej. Ale nie zmieniłbym żadnej decyzji politycznej czy personalnej. Miałem wizję i ją realizowałem. Nie wyszło do końca. Czasami tak w życiu jest. Gdyby się udało tylko z Polską uciec na Zachód, to byłoby u nas dużo lepiej. Ale podzieliliśmy się dorobkiem ze wszystkimi demoludami. To było zbyt wiele jak na Europę i świat i dlatego uzyskaliśmy mniej, niż chcieliśmy.

Moje teczki przeglądał Andrzej Zakrzewski. Czy coś zwinął? Nie przypuszczam. Dziś nie da się tego ustalić

A dziś te kraje nie pamiętają o zrywie „Solidarności”, który doprowadził do zmian ustrojowych.

Bo sami nie wybraliśmy właściwych dat naszego zwycięstwa. Jeżeli się upieramy, że największym zwycięstwem był Okrągły Stół i wybór Tadeusza Mazowieckiego na premiera, to sami jesteśmy sobie winni.

Jakieś zwycięstwo to było, ale minimalne. 1989 rok to lepsze lub gorsze kompromisy, które można zawsze podważyć, co zresztą się zdarzało. Dlatego te zwycięstwa można różnie interpretować i nikt ich nam nie uzna. Prawdziwym zwycięstwem był Sierpień ,80. Wcześniej komuniści zawsze nas dzielili, mówili, że jakaś grupa warchołów, karłów reakcji podburza naród, ale klasa robotnicza jest z nimi. W stoczni po raz pierwszy robotnicy powiedzieli w twarz komunizmowi: wy nas nie reprezentujecie, my was nie chcemy. I cały świat to zobaczył. Gdyby nawet następnego dnia nas wystrzelali, to i tak zostałyby filmy, że kiedy Polacy mogli powiedzieć, co sądzą o komunizmie, to powiedzieli.

Drugie nasze zwycięstwo to zmuszenie komunistów, żeby uznali organizację niepodległą wobec partii, czyli NSZZ „Solidarność”. Potem wprawdzie zrobili nam stan wojenny i nas rozwiązali. Powiedzieli, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. A my jeszcze raz zmusiliśmy ich do uznania „Solidarności”. Krótko mówiąc, w tamtym czasie wybiliśmy niedźwiedziowi zęby i gdy już nie mógł gryźć, to mógł być premierem Mazowiecki, mogło być przewrócenie muru berlińskiego, aksamitna rewolucja w Czechosłowacji i inne rzeczy.

Poprzednia
1 2 3 4
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Telewizje kuszą internautów

Stacje mogą odnieść dziś sukces tylko we współpracy z Internetem. Tam ich programy ogląda już 15 proc. użytkowników >>