Na swoich stronach spółka Gremi Business Communication Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

REKLAMA
|
  • Warszawa
  • Białystok
  • Bydgoszcz
  • Gdańsk
  • Kalisz
  • Katowice
  • Kielce
  • Kraków
  • Lublin
  • Łódź
  • Olsztyn
  • Opole
  • Poznań
  • Rzeszów
  • Szczecin
  • Toruń
  • Wrocław
  • Zielona Góra
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości

Piłka nożna

Jak Polska Obraniaka kusiła

Stefan Szczepłek 18-08-2009, ostatnia aktualizacja 18-08-2009 17:17
Ludovic Obraniak
Ludovic Obraniak
źródło: Fotorzepa
autor: Piotr Nowak

Gdyby nie pasja jednego człowieka i presja mediów, Ludovic Obraniak być może nie zagrałby w reprezentacji

Obraniak po zdobyciu jednej, półtorej, a może dwóch bramek dla Polski w meczu z Grecją stał się nowym bohaterem kibiców. Jeszcze kilka miesięcy temu znali go tylko miłośnicy ligi francuskiej, a to, że jego dziadek był Polakiem stanowił jedynie ciekawostkę. Nadziei dla Polski związanej z tym faktem raczej sobie nie robiono.

Pierwszą osobą, która pomyślała, że to mógłby być nowy piłkarz naszej kadry, był Marcin Żewłakow. Kiedy w roku 2005 przeniósł się z belgijskiego Mouscron do FC Metz, Ludovic Obraniak, wychowanek tego klubu, był w kadrze pierwszej drużyny już od trzech lat. Żewłakow opowiadał mu o Polsce i namawiał do przyjęcia obywatelstwa, mimo że Obraniak miał już za sobą występy w reprezentacji Francji juniorów i młodzieżowej. To dlatego kiedy przyjechał na zgrupowanie reprezentacji przed meczem z Grecją, za swojego przewodnika uznał brata Marcina - Michała Żewłakowa.

Pod wpływem Marcina, ale prawie trzy lata później, Obraniak wysłał do konsulatu polskiego w Lille dokumenty, świadczące o polskim pochodzeniu dziadka, który w roku 1937 wyjechał z Pobiedzisk do Francji w poszukiwaniu pracy. Problem w tym, że dokumenty, jakie przekazał pracownikowi konsulatu były oryginałami, a on je zgubił. Sprawa znowu utknęłaby w martwym punkcie gdyby nie „Przegląd Sportowy”. Dziennikarze zaczęli pisać o francuskim piłkarzu polskiego pochodzenia, który przez opieszałość PZPN i władze administracyjne może powiększyć grupę tych, którzy mogli grać dla Polski, ale nikt z Polski o to nie zadbał.

W PZPN istniała już wtedy sekcja zajmująca się wyszukiwaniem takich piłkarzy, ale koncentrowała się na tych, którzy są jeszcze w wieku juniora. Twórcą sekcji był ówczesny wiceprezes Jerzy Engel, jednak od początku pracuje w niej tylko jedna osoba. Jest nią 35-letni dziś Maciej Chorążyk, absolwent wydziału dziennikarstwa i socjologii na Uniwersytecie Opolskim, współpracujący z „Tygodnikiem Kibica”, menedżer sportu z dyplomem Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Ma na swojej liście około pół tysiąca takich piłkarzy, rozsianych po całym świecie. Współpracuje z kilkoma osobami, szukającymi takich graczy w Europie, Stanach Zjednoczonych i Ameryce Południowej. Mimo że w ciągu trzech lat trenerzy reprezentacji juniorów i młodzieżowej sprawdzili około 40 zawodników z polskimi korzeniami, sens poszukiwań jest najbardziej widoczny dopiero przy znanym piłkarzu, trafiającym od razu do pierwszej reprezentacji Polski. Obraniak takim był.

- Pierwszy raz pojechałem obejrzeć go w meczu ligowym Lille - Lens, w maju ubiegłego roku - mówi Maciej Chorążyk. - Lille zwyciężył 2:1 a Ludovic uznany został za najlepszego zawodnika meczu. Spotkaliśmy się potem w Paryżu, żeby porozmawiać o jego przyszłości w naszej reprezentacji. Przekazał mi kopie dokumentów, które wysłał do konsulatu w Lille, a dla podkreślenia nastroju poszliśmy do restauracji polskiej na żurek.

Dokumenty były niezbędne nie do nadania, ale przywrócenia obywatelstwa, ponieważ dziadek Obraniaka nigdy z polskiego obywatelstwa nie zrezygnował. Ale starania napotykały na trudności. Obraniakowi pomagał Tadeusz Fogiel, mieszkający w Paryżu korespondent „Przeglądu Sportowego”, od lat będący kimś w rodzaju przewodnika niemal wszystkich piłkarzy, którzy z Polski wyjechali grać do Francji. Od Henryka Kasperczaka poczynając. Jednak większość spraw Obraniak musiał załatwiać osobiście, a konsulat wciąż zwracał mu uwagę, że jeszcze czegoś nie doniósł. Chorążyk był w kontakcie z konsulatem w Lille i MSW w Warszawie, rozmawiał z kancelarią prezydenta ale niewiele mógł zrobić. Wszystko toczyło się normalnym trybem, trwającym w takich przypadkach około trzech lat. Obraniak był innym przypadkiem niż Emmanuel Olisadebe czy Roger, nie grał w Polsce, mało kto go tu znał, nie mieliśmy w perspektywie mundialu lub Euro i politycy nie angażowali się w tę sprawę.

...
Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  bramka , grecja , kibice , Ludovic Obraniak , mecz , obraniak , Polski , reprezentacja

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 
Tu nas znajdziesz: DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Putin nie jest szaleńcem

Coraz mniej jest tzw. Russlandversteher, wyrozumiałych dla polityki prezydenta Rosji – mówi polityk SPD Dietmar Nietan. >>
common