Publicystyka
Kozioł ofiarny "Gazety Wyborczej"
Na marginesie opowieści o tym, jak dobry papież był skłaniany do złego przez Wandę Półtawską, dokonuje się proces namaszczenia nowych "bliskich przyjaciół" Jana Pawła II – pisze publicysta
Opowieść o Wandzie Półtawskiej mogła stać się hymnem o wartości polskiej religijności, sile kobiecego serca i walki o sprawy ważne. Mogła być także fascynującą historią duchowej przyjaźni (jakich w Kościele wiele, by wspomnieć tylko św. Franciszka i św. Klarę czy Hansa Ursa von Balthasara i Adrianne von Speyer) między kapłanem, biskupem, w końcu papieżem a kobietą.
I takie elementy w serialu reporterskim Aleksandry Klich opublikowanym w „Gazecie Wyborczej" są. Ale niestety kładzie się na nich cień – próba „wypreparowania", by nie rzec wykastrowania, z myśli Jana Pawła II tego wszystkiego, co się redaktorom „GW" w papieżu nie podoba. Posłużono się metodą kozła ofiarnego, na którego barki zrzucić można wszystko, co złe, który ma odpowiadać za papieską sympatię do Radia Maryja, nauczanie o antykoncepcji czy niechęć do niektórych ze współczesnych nurtów liberalizmu. W gazetowym serialu kozłem ofiarnym stała się Wanda Półtawska.
Moc tradycji
Najmocniej widać to w uparcie powracającej na łamach „GW" sugestii, że za encyklikę „Humanae vitae", która jednoznacznie odrzuciła jako grzeszną sztuczną antykoncepcję, odpowiada duet Wojtyła – Półtawska, ze szczególnym podkreśleniem roli tej ostatniej.
Gdyby nie oni, katolicy na Zachodzie nie musieliby się buntować przeciwko Pawłowi VI. Przeciwnie, byłby on dziś wychwalany jako ten, który dopuścił prezerwatywy i pigułki. Niestety, zespół z Krakowa (trzeba pamiętać, że w jego skład wchodziła nie tylko Wanda Półtawska) i kardynał Karol Wojtyła przekonali Pawła VI, by odrzucił projekt komisji teologicznej, która postulowała uznanie środków antykoncepcyjnych za dopuszczalne.
Powodem stanowiska krakowskiej komisji ma być wojenna trauma Wandy Półtawskiej, która po przeżyciach w Ravensbrück miała cierpieć na głęboką niechęć do cielesności i seksualności.
Szkopuł tylko w tym – lecz wzmianek na ten temat nie znajdziemy w opowieści reporterki „GW" – że źródłem odrzucenia antykoncepcji zarówno przez Karola Wojtyłę, jak i Wandę Półtawską było wcześniejsze nauczanie Kościoła, które zostało potwierdzone przez ich własne życiowe, duszpasterskie oraz medyczne doświadczenia i badania.
Słowem to nie Półtawska i nie „Humanae vitae" zapoczątkowały katolickie nauczanie w sprawie pigułek i prezerwatyw, lecz encyklika „Casti Connubi" Piusa XI, opierająca się na antropologii katolickiej, która swoimi korzeniami sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa. Tej tradycji zaś papież nie ma mocy zmienić, czego reporterka „GW" zdaje się nie rozumieć. Musi być jej poddany.
Głos wołającego na puszczy
Sprzeciw wobec aborcji nie jest także wyłącznie skutkiem obozowej traumy jednej kobiety. To prawda, Półtawska na własnej skórze poznała, do czego prowadzi nauka nieograniczona moralnością i do czego zdolni są ludzie chcący zaspokoić własne pragnienia. Ale to doświadczenie potwierdziło tylko prawdziwość nauczania Kościoła, a nie było jego źródłem. Uwagi pani doktor, które takim oburzeniem i zdumieniem napawają dziennikarkę „GW", są elementem – choć podanym w jednoznacznej formie – nauczania całego Kościoła.
Odrzucając metodę in vitro czy określając ją mianem techniki weterynaryjnej, Wanda Półtawska mówi dokładnie to samo, co Magisterium Kościoła. A gdy powtarza, że rodzice, którzy decydują się na aborcję swojego dziecka, torują sobie drogę do piekła, także nie odkrywa Ameryki. Przypomina jedynie starą, katechizmową prawdę, że aborcja jak każde zabójstwo niewinnego jest grzechem śmiertelnym. Bez jego odpuszczenia (w przypadku zabójstwa prenatalnego grzech skutkujący ekskomuniką odpuścić może tylko biskup) nie może być zbawienia.
Kogoś, kto przeczytał choćby encyklikę „Evangelium vitae" albo przemówienia Jana Pawła II na forum ONZ, nie zaskoczy stwierdzenie, że życie ludzkie jest zagrożone na całej ziemi. Podobnie jak porównanie aborcji do Holokaustu. O tym, że rocznie w efekcie przerywania ciąży ginie więcej ludzi niż w czasie Zagłady, i o tym, że wcześniej pozbawia się ich człowieczeństwa, określając mianem „zarodków", „płodów" czy „zbitek komórek", mówią biskupi na całym świecie, a nie tylko – jak zdaje się sugerować Aleksandra Klich – Wanda Półtawska w Lublinie.














