Dyplomacja
Rosja chce odzyskać Afrykę
Podróż Miedwiediewa. Prezydent Rosji wraz z kilkusetosobową delegacją odwiedzi cztery kraje Czarnego Lądu
Na trasie podróży rosyjskiego przywódcy są Egipt, Nigeria, Namibia i Angola. Swoją wyprawę Dmitrij Miedwiediew rozpoczął od podpisania wczoraj w Kairze z prezydentem Hosnim Mubarakiem umowy o partnerstwie strategicznym.
Program spotkań Miedwiediewa i towarzyszącej mu delegacji biznesmenów jest niezwykle bogaty. W Egipcie ma zostać podpisane porozumienie o współpracy w dziedzinie energii nuklearnej i wiele innych umów. Hosni Mubarak jest też Miedwiediewowi potrzebny jako lobbysta w sprawie zainicjowanej przez Rosję wielkiej konferencji dotyczącej Bliskiego Wschodu, która ma się odbyć jeszcze w tym roku w rosyjskiej stolicy.
Nigeria to przede wszystkim kopalnia surowców energetycznych. Moskwa rywalizuje z UE, która widzi w nigeryjskich złożach gazu alternatywę dla rosyjskich dostaw. Gazprom od pewnego czasu zabiega o kontrakty na budowę gazociągów, zwłaszcza transsaharyjskiego, którym nigeryjski surowiec ma płynąć przez Algierię do Europy. W Namibii Rosjanie chcą rozwijać współpracę w wydobyciu uranu, w Angoli – ropy i diamentów. Spore wpływy ma tu zresztą od dawna rosyjska państwowa firma Alrosa, która posiada udziały w dwóch spółkach joint venture zajmujących się wydobyciem kamieni.
Po upadku ZSRR Moskwa na długo straciła zainteresowanie subsaharyjską Afryką. Do pierwszej wizyty prezydenta Rosji od czasów rozpadu sowieckiego imperium doszło dopiero w 2006 roku. Moskiewscy politycy nie kryją, że chcą zawalczyć o Afrykę. Rosja ma jednak spore straty do odrobienia. Rywalizacja toczy się dziś bowiem głównie między Zachodem a Chinami, które w ciągu ostatnich lat – w pogoni za surowcami – przypuściły inwestycyjny atak na Czarny Ląd, znacznie osłabiając rolę Ameryki i państw europejskich.
– Działania Moskwy w czasach sowieckich były często nieracjonalne, bo ich główną motywacją były ideologia i polityczna konkurencja z USA. Wystarczyło, że jakiś lokalny kacyk okrzyknął się komunistą i marksistą i już miał zagwarantowane poparcie Moskwy, strumienie pieniędzy i dostawy broni – przypomina w rozmowie z „Rz” rosyjski politolog Aleksiej Makarkin. – Dziś Moskwa próbuje odzyskać utracone wpływy, ale przede wszystkim po- przez zwiększanie swojej obecności gospodarczej w regionie – dodaje.
Kreml przypomniał sobie o czarnym lądzie
W latach 60. XX wieku wyzwalająca się spod rządów kolonialnych Afryka stała się obszarem intensywnej rywalizacji o wpływy pomiędzy Związkiem Radzieckim i jego satelitami a Zachodem. Na radzieckich uczelniach technicznych i wojskowych ukończyło studia ponad 50 tysięcy przybyszów z Afryki, wśród nich sprawujący do dziś władzę prezydent Angoli José Eduardo dos Santos (politechnika w Baku) czy prezydent Mali Amadou Toumani Touré. W latach 70. reżimy w Beninie, Gwinei, Kongu i Etiopii odwoływały się do ideologii marksistowskiej i stalinowskich technik sprawowania władzy. Kuba zbrojnie wsparła partyzantkę w Angoli, władze w Moskwie zaś szkoliły aktywistów Afrykańskiego Kongresu Narodowego z Republiki Południowej Afryki. Walka o wpływy skończyła się wraz z upadkiem ZSRR.















