Rozmowa "Rz"
"Homoseksualiści są jak narkomani"
Osoby uzależnione od narkotyków i alkoholu częściej mają problem z prawem. Z homoseksualizmem jest podobnie. Ma zły wpływ na społeczeństwo — mówi amerykański psycholog Paul Cameron w rozmowie z Katarzyną Zuchowicz
Rz: Dlaczego największy wróg homoseksualizmu w USA przyjechał do Polski?
Paul Cameron: By powstrzymać ją przed popełnieniem tego samego błędu, jaki zrobiły USA i Europa Zachodnia w sprawie homoseksualistów. A także, by ostrzec przed demograficzną katastrofą i przedstawić kilka rozwiązań, które w tej kwestii mogą być przydatne.
Co pan proponuje?
Statystycznie Polka rodzi średnio 1,3 dziecka. Musicie to zmienić, bo w przeciwnym razie za 45 lat będzie o połowę mniej Polaków niż teraz. Potrzebujecie stabilnego społeczeństwa opartego na rodzinie. Takiego, w którym rodzina powinna mieć większe wpływy. Przede wszystkim rodziny wychowujące dzieci nie powinny płacić podatków, a jeśli już – to tylko minimalne. Każdy, kto ma dzieci, powinien otrzymać dodatkowy głos w wyborach. Wreszcie, Polska powinna utworzyć internetową listę obrońców przyszłości Polski. Powinny się na niej znaleźć wszystkie małżeństwa, które mają dzieci. W przypadku rozwodu rodzic zostanie z listy usunięty. Raz w tygodniu można wylosować trzy rodziny, które zostaną zaprezentowane w mediach. Na takiej liście oczywiście nie mogliby się znaleźć homoseksualiści, którzy nie mają dzieci.
To bardzo smutne, że w Polsce, kraju, który jako pierwszy w Europie zagwarantował w konstytucji wolność słowa, o homoseksualizmie nie można nawet rozmawiać ze studentami na uniwersytecie
Jak Polacy przyjmują pana propozycje?
Jeszcze nie wiem. Dopiero będę się w tej sprawie spotykał z politykami.
Na razie Uniwersytet im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego odwołał konferencję naukową, na której miał pan wczoraj wystąpić. Może nikt nie chce pana słuchać?
To bardzo smutne, że stało się to w kraju, który jako pierwszy w Europie zagwarantował w konstytucji wolność słowa. W Ameryce z powodu wystąpienia przeciwko homoseksualistom Miss Kalifornii przegrała tytuł Miss Ameryki. W Polsce, jak się okazało, o homoseksualizmie nie można nawet rozmawiać ze studentami na uniwersytecie.
Może za bardzo chce pan szokować. Dowodzi pan, że homoseksualiści to kryminaliści i dewianci. Ponoć popełniają więcej przestępstw niż heteroseksualiści, trzy razy częściej molestują dzieci. Częściej niż inni biorą narkotyki...
To prawda, pokazują to wyniki badań. Nie tylko moich, ale też amerykańskiego rządu oraz instytucji kanadyjskich i brytyjskich.
Przekonuje pan też, że homoseksualiści częściej niż heteroseksualiści oszukują w zeznaniach podatkowych, a nawet, że częściej uczestniczą w wypadkach drogowych. Podobno przebadał pan nekrologi i stwierdził, że homoseksualiści żyją krócej. To brzmi jak absurd.
Wyjaśnienie tego pozornego absurdu jest proste. Osoby, które przestrzegają prawa, zawierają małżeństwa i mają dzieci, są bardziej odpowiedzialne. Tymczasem osoby uzależnione od narkotyków i alkoholu częściej mają problem z prawem.
Z homoseksualizmem jest podobnie. Ma zły wpływ na społeczeństwo.
Społeczeństwo jest podzielone w sposób naturalny. Niektórzy mają swój wkład taki, że posiadają dzieci, a także tworzą różne dobra. Inni są upośledzeni i niewiele wnoszą do społeczeństwa. Trzy rzeczy, które dobry obywatel powinien robić dla społeczeństwa, to: przestrzegać prawa, produkować więcej, niż jest w stanie konsumować, oraz wziąć ślub i mieć dzieci. Homoseksualiści tego nie robią. Wcale nie dziwi mnie fakt, że osoby, które biorą od społeczeństwa więcej, niż produkują, oszukują w zeznaniach podatkowych.
Homoseksualiści też chcą wychowywać dzieci...
Narkomanom nie dajemy dzieci na wychowanie.
Wspominał pan nawet o eksterminacji gejów. O tym, że to oni są główną przyczyną AIDS, że chorych trzeba naznaczyć tatuażami na twarzach.
Rzeczywiście, tak mówiłem w latach 80. Ale zmieniłem zdanie. Dziś uważam, że powinniśmy myśleć raczej o kwarantannie. Wprowadza się ją przecież przy chorobach zakaźnych, tak jak teraz w przypadku świńskiej grypy.
Ale pan chciałby, aby homoseksualiści ponosili konsekwencje za coś, co być może jest niezależne od nich.













