Społeczeństwo
Stracił oko, resort nie chce zapłacić
Ponad 150 fotoreporterów apeluje do Grzegorza Schetyny. Ich kolega już dziesięć lat czeka na odszkodowanie z MSWiA
Po wieloletnim procesie sąd uznał, że to policja ponosi winę za kalectwo fotoreportera „Naszego Dziennika”, ale MSWiA nie kapituluje: chce wnieść kasację do Sądu Najwyższego. To oznacza, że Robert Sobkowicz może jeszcze długo czekać na zadośćuczynienie za ranę odniesioną podczas demonstracji pracowników Łucznika.
– MSWiA gra na czas, a mnie są potrzebne pieniądze na leczenie. Ile jeszcze mam czekać? – pyta fotoreporter.
Jego koledzy z Sekcji Branżowej Fotografów przy Związku Zawodowym Twórców Kultury napisali apel do szefa MSWiA, wicepremiera Grzegorza Schetyny. „Zwracamy się do Pana Ministra o pomoc w zakończeniu prawniczych przepychanek pomiędzy poszkodowanym przez policję obywatelem Robertem Sobkowiczem – fotoreporterem a machiną urzędową Ministerstwa” – czytamy w liście. „Po dziesięciu latach pora, by Ministerstwo z godnością i szacunkiem dla obywatela wycofało się z przegranej sprawy”.
Kula roztrzaskała oko
Dramat Sobkowicza widziała cała Polska. 24 czerwca 1999 r. wszystkie telewizje pokazały go leżącego z zakrwawioną twarzą w tłumie protestujących. Był w pracy, robił zdjęcia podczas demonstracji pracowników radomskiego Łucznika w Warszawie.
– Stałem w grupie ludzi, jakiś mężczyzna został postrzelony w brzuch. Jedni go podnosili, inni filmowali – opowiada. Chwilę później sam został ranny.
Gumowa kula trafiła go w prawe oko. To, którym fotografował. – W pierwszej chwili nie bardzo wiedziałem, co się dzieje – wspomina. Potem okazało się, jak tragiczne są obrażenia. Kula roztrzaskała oko, mięśnie i kość policzkową.
– Dziewięć miesięcy byłem na zwolnieniu, potem miałem cztery operacje, w tym dwie we Włoszech – opowiada.
Obietnice polityków
Tuż po tragedii politycy i wysocy urzędnicy publicznie zapewniali: fotoreporter nie zostanie bez pomocy. – Z MSWiA płynęły sygnały o wsparciu materialnym, premier Jerzy Buzek obiecywał przyznać mi rentę specjalną – mówi Sobkowicz.
Skończyło się na obietnicach. MSWiA ani policja z własnej woli pieniędzy nie chciały płacić. Fotoreporter musi walczyć o nie w sądzie. Domaga się od policji 250 tys. zł zadośćuczynienia i 3 tys. zł miesięcznie renty wyrównawczej.
Tylko pracodawca dotrzymał słowa i sfinansował mu hospitalizację we Włoszech. – Tamtejsi lekarze operację wszczepienia ruchomej protezy oka zrobili mi za darmo – mówi Sobkowicz, który musi regularnie jeździć na kontrole do Włoch.
Sąd: strzelali na oślep
W 2007 r. warszawski Sąd Okręgowy wydał wstępny wyrok: uznał winę policji i obciążył ją odpowiedzialnością za kalectwo. Potwierdził, że interweniujący popełnili lawinę błędów. Strzelali na oślep, gdy tłum się rozchodził, i nie ostrzegli w widoczny sposób, że użyją broni.
– Policjanci na procesie nie poczuwali się do winy – wytyka Sobkowicz.
MSWiA złożyło apelację, ale ta została odrzucona. Jednak stwierdzenie winy policji nie załatwia sprawy. Wyrok jest częściowy i tylko potwierdza, kto jest odpowiedzialny za kalectwo. Teraz sąd zajmie się kwestią zadośćuczynienia i renty.
Ale sprawa się przedłuża. – MSWiA zapowiedziało wniesienie kasacji do Sądu Najwyższego – mówi „Rz” mec. Krystyna Kosińska, pełnomocnik fotoreportera.
Czy ją ostatecznie złoży? Resort nie chce zdradzić. „Rz” uzyskała z MSWiA jedynie zdawkową odpowiedź, że sąd uwzględnił co do zasady powództwo Sobkowicza, i odesłanie do Komendy Stołecznej. Ale tam twierdzą, że decyzja o kasacji jest w gestii resortu.
Apel do Schetyny o to, by zakończyć prawne przepychanki podpisało już ponad 150 fotoreporterów. – To niedopuszczalne, żeby Robert przez dziesięć lat nie mógł doprosić się zadośćuczynienia. Pieniądze są mu potrzebne na leczenie. Lada dzień przekażemy apel wicepremierowi – mówi „Rz” fotoreporter Szymon Łaszewski. Kilka lat temu zorganizował akcję „Mamy na was oko”, która miała przypomnieć o dramacie kolegi.















