Publicystyka
Dodusić wrogów przed burzą
Jak to się stało, że książka początkującego historyka Pawła Zyzaka wywołała tak masową histerię – analizuje publicysta
Każdy historyk potrafi wymienić przykłady wielu elit i władców, którzy utracili władzę na skutek gwałtownych procesów politycznych, a zachowaliby ją, gdyby w porę poszli na konieczne ustępstwa. Zarazem każdy historyk potrafi wymienić równie wiele przypadków elit i władców, którzy zachowaliby władzę, gdyby – czując pierwsze podmuchy nadciągającej burzy – przykręcili śrubę. Historycy wiedzą, że najgorsze jest bierne trwanie. Premier Donald Tusk jest, jak wiadomo, historykiem. Podobnie Adam Michnik.
Platforma przysnęła
Klimat w Polsce się zmienia. Jeszcze kilka miesięcy temu temu Platforma wspierana przez większość mediów biła rekordy popularności, PiS nie potrafił wyjść z powyborczej traumy i wydawał się trwale niegroźny, a nowe inicjatywy polityczne buksowały. Większości obserwatorów – a co ważniejsze, także uczestników życia politycznego – zdawało się, że rozdanie kart z jesieni 2007 roku będzie aktualne jeszcze długo.
Partia rządząca czuła się bezpiecznie. Jej retoryka nie złagodniała, Janusz Palikot ze Stefanem Niesiołowskim harcowali jak dawniej, ale zaczęło to trochę przypominać rytuał. Po usunięciu rękami LPR-owskich i postlepperowskich resztówek władz TVP i publicznego radia wydawało się, że długo nic nie zagrozi, że partia rządząca będzie mogła w spokoju konsumować zwycięstwo. Odzyskiwanie pozostałych resztek krytycznych wobec PO mediów, IPN i CBA, a także odebranie partiom pieniędzy budżetowych – posunięcie strategicznie arcyważne, bo ugruntowujące dominację ugrupowań związanych z biznesem nad tymi, które na rekinów kapitału liczyć nie mogą – czekały, i niewiele wskazywało na to, że szybko wrócą na agendę. Bo Platforma zaczęła przysypiać.
Wzbudzało to irytację tych jej niedawnych sojuszników, którzy – jak np. „Gazeta Wyborcza” – usytuowani poza bieżącą polityką w mniejszej mierze skłonni byli do ulegania jej doraźności, a więc i do wywołanego doraźnym spokojem przysypiania. Lepiej zachowali natomiast pamięć o grozie lat poprzedzających wybory 2007 roku, kiedy ich pozycja – w biznesie, we wpływaniu na władzę i w sferze kształtowania poglądów społeczeństwa – była zagrożona.
Pamiętali lekcję klęski Leszka Millera, która przecież też nastąpiła po bezprecedensowym zwycięstwie wyborczym. Niepokoili się więc opieszałością Platformy w opanowywaniu obszarów, które po ewentualnej zmianie nastrojów mogłyby być źródłem zagrożeń: TVP, Polskiego Radia, CBA, IPN. W wypadku tej ostatniej instytucji rolę grała też ideologiczna zaciekłość „Gazety”.
Chmura gradowa
Miłe sny z reguły szybko się kończą. Kryzys nigdy nie służy rządzącym, a liczne bezpośrednio lub pośrednio związane z ekonomią wpadki zaczęły docierać do opinii publicznej, podważając wizerunek Platformy jako ugrupowania sprawnych menedżerów. Na aferę sopocką nałożyła się sprawa senatora Misiaka, a na sprawę Misiaka – premie platformerskich urzędników w Warszawie. Po raz pierwszy – za to drastycznie – Platforma osunęła się w sondażach. Rząd nigdy jeszcze nie miał tak kiepskich notowań. Atmosfera zaczęła się zmieniać.
Co istotne, te wszystkie sprawy docierały do ludzi dzięki temu, że większość mediów, które dotąd, motywowane niechęcią wobec Kaczyńskich, łagodziły kanty platformerskich wpadek, stopniowo zaczęła redukować parasol ochronny. Po części dlatego, że PiS został na tyle skutecznie zagnany do narożnika, iż antypisowscy dziennikarze w coraz mniejszej mierze skłonni są do działania w myśl hasła: Tusk może nie jest idealny, ale przecież w ciemności czają się straszne „Kaczory”. Po części na skutek rewitalizacji dziennikarskiej niepokorności – wspieranie rządzących nie jest miłe dziennikarskiej psychice, więc skoro długo trzeba było tak robić w imię domniemanych wyższych racji, to tym bardziej chce się to odreagować. Tak czy inaczej, choć niesłusznym byłoby obwieszczenie, że większość mediów nagle stała się obiektywna, to zarazem błędne byłoby udawanie, że nic się nie zmieniło. Stopień medialnego krycia rządzących zmalał. I rządzący wiedzą o tym doskonale.













