Przyroda
Podchodzenie żurawia
Czy wodniczka śpiewa? Jak się czuje człowiek, któremu sowa patrzy prosto w oczy? Gdzie mieszka kulon? O swoich przygodach z ptakami opowiada Tomasz Kłosowski, znany fotograf przyrody.
W swoim poradniku o fotografowaniu ptaków wyróżnia pan zdjęcia poprawne i dobre. Jaka jest różnica?
Te pierwsze zawierają to, co chcemy, by zawierały. To będzie gawron czy czapla. Zdjęcie dobre będzie miało coś więcej – ładną kompozycję, czystość, będzie przemawiało do naszej wyobraźni, wydobywało z przyrody to, co najważniejsze. O spełnienie tego ostatniego warunku jest trudno, bo w przyrodzie panuje chaos.
Co jeszcze świadczy o tym, że zdjęcie jest ciekawe?
Ważna jest też czytelna sytuacja. Zauważyłem, że na ludziach największe wrażenie robią sceny z ptakami, którym można przypisać ludzkie cechy. Na przykład ptaki wyglądające na zadumane, ptaki opiekujące się potomstwem czy walczące ze sobą.
To tak jak w fotografiach z udziałem ludzi – ważne jest uchwycenie gestu.
Nie zawsze jednak to, co się fotografuje, jest zgodne z naszymi wyobrażeniami. Zrobiłem na przykład kiedyś zdjęcie wodniczce siedzącej na gałęzi. Ptak miał rozdziawiony dziób, bo było mu gorąco, dyszał jak pies, który oddaje nadmiar ciepła, otwierając pysk. Wszyscy oglądający to zdjęcie sądzą, że ptak śpiewa. A wodniczka w ogóle nie śpiewa.
Czasem zresztą i ja miałem wrażenie, że ptak, przed którym się ukrywałem, maskowałem, patrzy na mnie z drwiną. Przypisałem ludzką cechę zwierzęciu, bo tak odebrałem wzór, jaki daje nasada dzioba w zestawieniu z oczami, a czasami plamami na policzkach.
Sowy robią kolosalne wrażenie, bo mają oczy obok siebie, a nie – jak inne ptaki – po obu stronach głowy. Wyglądają karykaturalnie. Ale kiedy spojrzą człowiekowi prosto w oczy, ciarki przechodzą po plecach.
Niektóre pańskie zdjęcia ptaków mają niesamowity nastrój, są jak obrazy malowane farbami. Rozmyte tło, wieczorna poświata, mgła nad łąką.
Nastrój jest pochodną pogody. Doświadczony fotograf wie, jak ją wykorzystać. Można na przykład sfotografować pisklęta pod światło. Wtedy ich puch będzie wyglądał jak aureola. Kilka tygodni temu – widząc, że zima się jeszcze nie skończyła, ale wiedząc, że nad Biebrzą tokują już żurawie – pojechaliśmy z bratem fotografować. W ten sposób zrobiliśmy piękne zdjęcia żurawi na śniegu i na lodzie. Z dziobów leciała im para.
Wspomniał pan, że do robienia dobrych zdjęć potrzebne jest doświadczenie. Co jeszcze?
Doświadczenie i znajomość obyczajów ptaków – gdzie żerują, gdzie odbywają zaloty, gdzie mieszkają i składają jaja. Co robią rano, a co wieczorem, co w lecie, a co zimą. Jak reagują w różnych sytuacjach.
Nie wystarczy wejść do lasu z aparatem?
Las jest najmniej ciekawy do fotografowania ptaków. Lepiej wybrać się w doliny rzek, nad staw, jezioro, na bagna. Tam jest ich najwięcej.
Każdy fotograf amator przeżył to uczucie rozczarowania, kiedy chciał zrobić zdjęcie ptakowi, lecz nim przyłożył aparat do oka, ptaka już nie było.
Z natury ptaki są płoche, stąd musimy zastosować zasadę czapki niewidki. Fotograf nie ugania się za ptakami, lecz czeka, aż one pojawią się przed jego obiektywem. Musi się zamaskować, zrobić sobie skrytkę podobną do otoczenia. Raz nasze ukrycie wyglądać będzie jak kopka siana, innym razem jak kupa gałęzi.
W dodatku w kryjówce trzeba się zasadzić jeszcze o zmroku lub oszukać ptaki w ten sposób, że do kryjówki przychodzą dwie osoby, jedna w niej zostaje, a druga, robiąc odpowiedni rumor, odchodzi. Ptaki nie umieją liczyć, myślą więc, że intruz się wycofał, i nabierają śmiałości.
No właśnie, czy fotograf nie za bardzo ingeruje w życie ptaków, nie powoduje, że są spłoszone, nie wracają do gniazda, porzucają pisklęta?
Fotograf ma nieczyste sumienie. Fotografuję prawie 40 lat. Dawniej, by zdobyć dobre zdjęcia ptaków, trzeba było namierzyć przede wszystkim ich gniazda na ziemi lub na drzewie. I zaczaić się w pobliżu. Dzisiaj nowoczesny sprzęt – długie, jasne obiektywy, aparaty zdalnie sterowane radiem, aparaty z lunetą – pozwala dystans między fotografującym a ptakiem zwiększyć bez straty jakości zdjęcia.















