Rozmowa "Rz"
Bierzmy pieniądze i w nogi
- Czas odejść z Unii Europejskiej - uważa Roman Giertych założyciel i pierwszy przewodniczący LPR. Według niego polscy politycy powinni przygotować plan wycofania się z UE około 2013 roku, czyli po skorzystaniu z pieniędzy, które Unia przewidziała dla nas na lata 2009-2013.
Rz: Łatwo jest zamienić salę plenarną Sejmu na sądową?
Roman Giertych: Nie tak trudno. Sala plenarna Sejmu jest o wiele trudniejsza niż sala sądowa. Sędziowie z reguły nie przerywają, nie przekrzykują mnie, nie wygłaszają złośliwości, nikt chórem nie skanduje obraźliwych tekstów. To o wiele przyjemniejsze audytorium niż sala sejmowa, która jest brutalnym środowiskiem dla mówcy. Jeśli ktoś nie jest przygotowany na różne utrudnienia, to może zostać zbity z tropu i jego wystąpienie trafia do kosza.
Tęskni pan do polityki?
Nie. I nawet jeśli kiedyś wrócę do parlamentu, to na pewno już nie do polityki zawodowej, czyli takiej, która by oznaczała zamknięcie mojej kancelarii adwokackiej. Osoba, którą stać na prowadzenie polityki ma bowiem inną relację z wyborcami od tej, która się z polityki utrzymuje. I patrząc na nasz parlament należałoby się zastanowić w ogóle nad wprowadzeniem takiej zasady, że posłowie muszą utrzymywać się sami zaś parlament obraduje w sesjach. Przed wojną posłowie to byli reprezentanci narodu, których stać było, by raz na parę miesięcy pojechać do Warszawy i głosować nad ustawami.
Ale to rodzi zagrożenie, że będziemy mieć samych reprezentantów Kulczyka, Krauzego, Gudzowatego – czyli najbogatszych.
To mogło nam grozić 10 lat temu. A teraz ludzie nie głosują na bogatych biznesmenów – to raz. Dwa – mamy już klasę średnią, którą stać, by na 4 lata ograniczyć swą aktywność biznesową na rzecz dobra publicznego.
Wiem po sobie, że inaczej zachowuje się polityk, który ma co ze sobą zrobić, gdy wypadnie z parlamentu, a inaczej ten, kto jest uzależniony od mandatu, bo zawodowo nie ma do czego wracać. Jeden z posłów, Ruchu Katolicko-Narodowego w IV kadencji Sejmu, dziś jest stróżem nocnym!
Gdyby wprowadzić taką zasadę, że poseł sam się utrzymuje, to nie byłoby tej masy polityków z przypadku, którzy nie mają nic do powiedzenia. Kilka miesięcy temu rozmawiałem z wieloletnim posłem Platformy, który twierdzi, że posłowie prezentują coraz niższy poziom. A to dlatego, że gdy partia jest w Sejmie kilka kadencji, to jej przywódca przez te lata wycina wszystkich, którzy są dla niego potencjalnym zagrożeniem. Czyli tych najbardziej prężnych i inteligentnych. Po latach zostają wokół niego może ze trzy jednostki wiedzące, na czym polega życie polityczne. Reszta to wciskacze guzików do głosowania – bez kompetencji, inteligencji, upoważnień, nikogo nie reprezentujący.
PO taka jest?
To dotyczy wszystkich partii, mojego ugrupowania też, gdy było w Sejmie. Bo taki jest mechanizm. Nie mamy polityków tylko urzędników, których się koszaruje w hotelu jednogwiazdkowym przy ul. Wiejskiej i trzyma się ich tam cztery lata. A już po dwóch oni wszyscy głupieją.
Wyższy był poziom, gdy w Sejmie był Andrzej Lepper?
Lepper to prymityw. Ale zdolny. A jego obecność w Sejmie jest najlepszym dowodem, że mam rację. Jego ludzie pchali się do parlamentu, by spłacić długi z pensji posła.
Woli pan takich posłów jak przedsiębiorca Janusz Palikot, znany głównie z różnych ekscesów?
Takie przypadki zawsze będą. Nie da się ich uniknąć. Ale ta sprawa się inaczej rozwiąże, zobaczycie panie.
Jak? Zostawi go pan w skarpetkach? Reprezentuje pan byłą żonę Palikota w sprawie o podział majątku.
Nie chodzi tylko o majątek. Toczą się też inne sprawy.
Jak pan z perspektywy czasu ocenia swój pobyt w rządzie?
Jestem z niego zadowolony. Uważam że dzięki mnie nie ma dziś specjalnych problemów z przemocą w szkołach. Od czasu wprowadzenia programu „Zero tolerancji” szkoły siedemnastokrotnie częściej zawiadamiają policję o przestępstwach popełnianych przez uczniów. Wystarczyło wprowadzić zasadę, że nauczyciel jest funkcjonariuszem publicznym, co obliguje dyrektora do zgłaszania takich zdarzeń. A wiadomo, że jeżeli reaguje się na przemoc, to ona nie eskaluje.
Był pan jednak ministrem budzącym ostre emocje. Czy teraz, w pracy adwokata, to panu pomaga czy szkodzi?
Nie widzę, by mi to specjalnie przeszkadzało. Mam tylko świadomość, że do każdej sprawy muszę się mocno przygotować. Dlatego, że sędziowie często lubią się ze mną zmierzyć.















