Tylko na rp.pl
Beck jak Hitler?
Rafał Ziemkiewicz sugeruje, że uratować Polskę od zagłady w 1939 roku mogło wejście z Hitlerem w porozumienie przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Ale nie bierze pod uwagę, że wyszlibyśmy z wojny obciążeni hańbą pomagania Niemcom. Z polską prawicą i polskim Kościołem obciążonym winą za marionetkowe państwo – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
Mój kolega po piórze Rafał Ziemkiewicz donośnym głosem wezwał: „Nad trumną Becka ciszej proszę”. Listę pretensji do przedwojennego ministra spraw zagranicznych ma długą i fakt, że ocenia nieszczęsnego szefa dyplomacji po 70 latach, bardzo ułatwia mu zadanie. Józef Beck został nie tylko skrytykowany za to, że „nadskakiwał Hitlerowi”, a potem przyjął nic niewarte gwarancje brytyjskie, ale dodatkowo za to, że nie przewidział, iż Francuzi nie wychylą się zza umocnień linii Maginota.
Tak naprawdę najmocniejszy zarzut pojawia się w końcu tekstu – to porównanie polskiego szefa dyplomacji z marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym i prezydentem Ignacym Mościckim do oszalałego Hitlera, który w 1945 roku wysyłał swoich rodaków na samozniszczenie w imię wielkości III Rzeszy. Ów ostry język nie usprawiedliwia chyba jednak zbyt łatwego porównywania człowieka, który znalazł się w historycznym imadle 1939 roku, do kogoś, kto z premedytacją ten świat podpalił i z premedytacją wydał swoich rodaków - Niemców - na historyczną zagładę.
Czytając tekst Rafała, rozumiem, że zarzut dotyczy tego, iż Polska nie była gotowa w 1939 roku do walki z Niemcami, a więc rzucenie jej w wir wojny było nieodpowiedzialnością. Tu jednak Ziemkiewicz taktownie się zatrzymuje, nie tłumaczy do końca, co radziłby Beckowi zrobić 60 lat temu.
Jak podejrzewam, tym niedopowiedzianym sposobem na uratowanie wówczas Polski od zagłady było oddanie Gdańska i jakaś forma wejścia z Hitlerem w porozumienie przeciwko Związkowi Radzieckiemu. To droga, jaką przyjęły takie kraje jak Węgry, Rumunia, Chorwacja, Słowacja czy w znacznie bardziej upokarzającej formie kolaboracyjna elita czeska, która zgodziła się administrować protektoratem Czech i Moraw.
Niech jednak Rafał będzie więc konsekwentny – skoro uważa, że następcy Piłsudskiego nie posiadali nawet dziesiątej części prestiżu i charakteru Józefa Piłsudskiego, to skąd podejrzenie, że Hitler mógłby traktować ich choćby równie serio jak regenta Węgier admirała Miklosa Horthy’ego?
Ale załóżmy, że Hitler zaakceptowałby ekipę Rydza i Becka. Jaki status uzyskalibyśmy, walcząc z Rosją Sowiecką? Jak byliby traktowani Polacy z Gdańska, Górnego Śląska i Wielkopolski, po które szybko by się zgłosił Hitler w ramach kolejnych tzw. korektur granicy? Jak pokolenie wychowane na micie niepodległości – generacja Baczyńskiego, Bartoszewskiego czy „Zośki” – miałoby znosić status państwa wasalnego Niemiec.
A co by się stało z milionami polskich Żydów? Zwolennicy pójścia drogą Węgier wskazaliby, że Horthy chronił węgierskich Żydów tak długo, jak się dało. Dobrze, ale na Słowacji księdza Jozefa Tiso wysyłano tamtejszych Żydów na żądanie Niemców do obozów koncentracyjnych i ta hańba ściga Słowaków do dziś.
Czy Hitler zrezygnowałby z żądania wydania polskich Żydów hitlerowskim fabrykom śmierci? A jak reagować miałyby polskie wojska, które poszłyby z Hitlerem na Moskwę, widząc działalność Einsatzgruppen – oddziałów dokonujących masowych mordów Żydów na terenach zajmowanego po 22 czerwca 1941 r. Związku Radzieckiego.
Skąd wreszcie Rafał ma pewność, że Niemcom – ot, choćby z powodu tej czy innej antyniemieckiej demonstracji naszej młodzieży – nie przyszłoby do głowy zdmuchnąć życzliwego im rządu sojuszniczej Polski, tak jak zdmuchnięto w końcu rządy Horthy’ego w 1944 roku?
Wyszlibyśmy z wojny obciążeni hańbą pomagania Hitlerowi. Z polską prawicą obciążoną politycznie i polskim Kościołem obciążonym moralnie winą za marionetkowe państwo. Do dziś wojenne decyzje konserwatystów węgierskich, rumuńskich, słowackich obciążają hipotekę prawicy w tych krajach, a w wypadku Słowacji czy Chorwacji także hipotekę moralną Kościoła katolickiego.
Wróćmy do okresu styczeń – sierpień 1939 r. Śmiem twierdzić, że Polska nie miała wówczas żadnego dobrego rozwiązania. Mogła wybrać jedno rozwiązanie złe, ale honorowe, albo drugie rozwiązanie złe, ale naznaczające nas piętnem współudziału w szalonej epopei Hitlera.













