MŚ 2010 - RPA
Wyprawa na ziemię nieznaną
Żaden z finalistów nie był jeszcze mistrzem świata, Holendrzy wiedzą, że w otwartej walce przegrają
K22 – taki będzie kod sukcesu, jeśli Hiszpania zostanie mistrzem świata. Tabliczka wisi na niewysokim brązowym budynku z czerwono-żółtą flagą królestwa przy wejściu. Tu mieszkają mistrzowie Europy, wokół mają boiska. Swoje treningowe, jedyne niespalone słońcem, obok jedno do krykieta. I mały stadion lekkoatletyczny, bo Potchefstroom to miasto lekkoatletów przyjeżdżających tu na zgrupowania z całego świata.
Finały bywały niestrawnym daniem. Ten niedzielny, z udziałem dwóch głodnych drużyn, powinien być inny
Andres Iniesta właśnie pozuje na trawiastej bieżni fotoreporterom. Carles Puyol i Xavi stają do zdjęcia z kibicami, zaczepiają znajomych dziennikarzy. Z daleka słychać grupę kibiców śpiewających: „Illa, illa, illa, Villa maravilla”, i „A por ellos!” („Na nich!”).
Podjeżdża samochód z Sergio Ramosem, który ćwiczył na siłowni. Vicente del Bosque zarządził na wczesne popołudnie zbiórkę w K22. Przed nim i piłkarzami jeszcze jeden trening za zamkniętymi drzwiami, w sobotę przejadą 120 km do Johannesburga, do Potchefstroom wrócą po finale spakować się i świętować – albo zastanawiać, co zrobili nie tak.
Skromne miejsce
Żadna z drużyn, które zaszły w mundialu daleko, nie wybrała sobie tak skromnego miejsca. Holendrzy mieszkają w pięciogwiazdkowym Hiltonie w Sandton. Hiszpańska kwatera po mistrzostwach będzie jeszcze jednym budynkiem uniwersyteckiego kampusu. W pokojach jedyny luksus to telewizor. Na trening wystarczy przejść kilkadziesiąt metrów.
Przed wejściem stoi autobus, na szybie hiszpańskie hasło mundialu: „Nadzieja jest moją drogą, zwycięstwo moim przeznaczeniem”. Daleką drogę przebyła reprezentacja od Euro 2008, gdy od wygranej do wygranej jechała z napisem „Cokolwiek się stanie, zawsze Hiszpania”. Po tamtej niepewności siebie nie ma już śladu, dawne upiory zostały odegnane, deklaracje są odważniejsze, zmienił się trener i kilku piłkarzy, ale duch drużyny pozostał.
Carlos Marchena wie, że od kiedy jest Pique, on już do podstawowego składu nie wróci, ale na ławce rezerwowych głośniej od niego kibicuje tylko Pepe Reina, wielki bramkarz skazany na oglądanie jeszcze większego, Ikera Casillasa.
Do dziś krąży wśród Hiszpanów anegdota, jak Luis Aragones tuż przed finałem ME w Wiedniu zaczepił spacerującego po boisku Michaela Ballacka, krzycząc do niego tak, żeby piłkarze słyszeli: „Hej, Wallace, jak się masz?”, i powtórzył to kilka razy, zanim Ballack się zorientował, że się z niego śmieją.
Braterstwo dusz
Del Bosque czegoś takiego nie zrobi i od piłkarzy też wymaga szacunku dla rywali. Oderwanie się od ziemi po serii zwycięstw, w eliminacjach i meczach towarzyskich – to jedyne, czego się bał przed mundialem. Niepotrzebnie. Hiszpania jest jak del Bosque: skromna, lojalna i przywiązana do swoich pomysłów. Nie ma planu B i nie uważa tego za słabość.
Trener bywa krytykowany za upór, ale uparty był też w wierze, że porażka ze Szwajcarią to nie żaden dramat i trzeba dalej robić swoje. Tak samo, tylko skuteczniej. I piłkarze w to uwierzyli. Nie zawsze zachwycali, ale trzymali się swoich sposobów. Tej gry: ty do mnie, ja do niego, która wygląda na najprostszą pod słońcem, ale nikomu innemu tak się nie udaje. Xavi zawsze jest sam, gdy przyjmuje piłkę, Iniesta mija kolejnych rywali, choć wiedzą o nim wszystko, jego zwodów nauczyli się na pamięć.
Xavi ma w turnieju tylko jedną asystę, ale wszyscy wiedzą, że bez jego braterstwa dusz z Iniestą nie byłoby decydujących podań tego ostatniego. Oni przeprowadzili Hiszpanów pierwszy raz przez ćwierćfinał mundialu, sparaliżowali Niemców w półfinale, w niedzielę będą się z nimi musieli zmierzyć Holendrzy, jedyna drużyna, która wygrała w RPA wszystkie mecze.
Hiszpania to Barcelona, ze wszystkimi jej urokami, ale i okazyjnym wpadaniem w pułapkę sztuki dla sztuki. Holandia gra raczej jak Real: więcej goli niż futbolu. Jedni budują akcje w nieskończoność, odbijają się od rywali i wracają, szukając tej jednej bramki, która dawała im awans w każdej rundzie po wyjściu z grupy. Drudzy polegają na szybkich decyzjach Wesleya Sneijdera, rajdach Arjena Robbena i strzałach, bramkę z daleka zdobył już nawet Giovanni van Bronckhorst.















