Rzeczoznawcy, pośrednicy, zarządcy
Mieszkania oferowane bez zgody właścicieli
Wystawianie ogłoszeń o sprzedaży nieruchomości bez zgody ich właściciela to nic niezwykłego. Największy problem w tym, że treść przywłaszczanych ofert nierzadko odbiega od rzeczywistych danych
Agencje, które, nie pytając właściciela domu czy lokalu o zdanie, pokazują na swoich stronach „pożyczoną” ofertę, są jednak bezkarne. Właściciele nieruchomości nieraz toczą długie boje o to, aby usunąć informacje o swoich domach czy mieszkaniach z baz danych pośredników.
– Nieraz wystawiane ogłoszenia o sprzedaży nieruchomości zawierają niższą cenę niż ta, jaką w ogłoszeniu podał sam właściciel. Pośrednicy również zawyżają lub zaniżają metraże w przywłaszczanych przez siebie ofertach. Efekt? Przy jednakowej cenie mieszkanie o zawyżonym metrażu wydaje się bardziej atrakcyjne, a sama cena metra kwadratowego jest bardziej korzystna – opowiada przedstawiciel jednego z portali internetowych zamieszczających oferty nieruchomości na sprzedaż (prosi o anonimowość).
Na przykład w jednym z portali internetowych widnieje oferta sprzedaży lokum spółdzielczego na Bielanach przy ul. Andersena, wystawiona przez prywatną osobę. Cena mieszkania to 443 tys. zł. Tymczasem agencja nieruchomości, która proponuje to samo lokum, obniża stawkę do... 435 tys. zł. Również na Bielanach właściciel dwupokojowego mieszkania przy ul. Doryckiej wyznacza stawkę ofertową na poziomie 310 tys. zł. Agencja nieruchomości, która chce sprzedać to samo mieszkanie, proponuje je za 307,5 tys. zł.
Pączkująca oferta
– Wystawiając mieszkanie na sprzedaż, zawarłem umowę z kilkoma pośrednikami. Zamieściłem również ofertę w Internecie. Bardzo szybko moja oferta uległa rozmnożeniu i przedstawiało ją kilkanaście agencji nieruchomości, z którymi nigdy nie miałem do czynienia. Informacje, które podawały, były skopiowane od A do Z – opowiada właściciel jednego z mieszkań na Mokotowie (nazwisko do wiadomości redakcji). Dodaje jednak, że nie protestuje przeciwko kopiowaniu oferty. Mieszkania mimo to do tej pory nie sprzedał.Tymczasem właścicielka lokalu przy ul. Czerwonych Maków na Bemowie nie podpisywała umowy z żadną agencją. Dziś w portalach internetowych jej ogłoszenie figuruje w kilku agencjach. Zgadza się w nim wszystko oprócz ceny, która jest wyższa o kilka tysięcy złotych.
– Czasem dzwonią do mnie przedstawiciele tych agencji i twierdzą, że znaleźli chętnego na mieszkanie. Z góry żądają jednak podpisania umowy, a w przypadku sprzedaży – zapłaty prowizji. Wolę jednak nie ryzykować – opowiada właścicielka bemowskiego lokum.
Zadzwoniliśmy do kilku agencji, które prezentują bemowską ofertę.Pytamy, czy to możliwe, aby w ich bazach danych znalazło się mieszkanie, którego właściciel nie wyraził na to zgody. – Pracują u nas osoby niemające licencji pośrednika, pełniące funkcje jego asystentów. W związku z tym nie mogę gwarantować, że nie ma takich ofert – powiedziała nam przedstawicielka biura nieruchomości Brandthaus, zastrzegając sobie anonimowość.
Tłumaczyła, że zgodnie z prawem bez podpisanej umowy nie można publikować i proponować klientowi konkretnej oferty, chyba że sprzedawca lokum wyrazi zgodę na prowadzenie działań reklamowych. Zaznaczyła, że taka zgoda wprawdzie powinna zostać udzielona w formie pisemnej, np. e-mailem, ale właściciel nieruchomości może jej udzielić także słownie – ten fakt musi być udokumentowany np. nagraniem. Przedstawicielka agencji przyznała, że w przypadku lokalu na Bemowie takiego nagrania jednak nie ma.
Z umową czy bez
Kolejna agencja, która wykorzystała ofertę mieszkania przy ul. Czerwonych Maków, to Citihome. – Zawsze spotykamy się z właścicielami lokali. Spotkanie takie służy przede wszystkim oględzinom nieruchomości i podpisaniu umowy pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Nie wyobrażam sobie sprzedawać nieruchomości, której nie widzieliśmy – zapewnia Mateusz Litwiniak, współwłaściciel biura Citihome. – Czy w przypadku mieszkania przy ulicy Czerwonych Maków macie podpisaną umowę? – dociekamy. Mateusz Litwiniak twierdzi, że pracownik zaznaczył, iż biuro ma odpowiednią umowę z właścicielem. Kiedy mówimy, że właściciel mieszkania takiej umowy nie podpisywał, współwłaściciel agencji obiecuje, że sprawę wyjaśni.Po kilku minutach ponownie dzwonimy do biura.















