Społeczeństwo
Proboszcz Lasu Bielańskiego
Z rodzinami ofiar katastrofy pojedzie w niedzielę do Smoleńska niezwykły kapłan - ksiądz Wojciech Drozdowicz
Według informacji "Rz" o uczestniczenie w pielgrzymce poprosiła ks. Wojciecha Drozdowicza Ewa Komorowska, wdowa po Stanisławie Komorowskim, wiceszefie MON. Rodziny pojadą do Smoleńska w najbliższą niedzielę – pół roku po katastrofie.
Ks. Drozdowicz jest proboszczem w parafii bł. Edwarda Detkensa na Bielanach i jedną z barwniejszych postaci wśród warszawskiego duchowieństwa.
Sam siebie nazywa proboszczem Lasu Bielańskiego. Około 100 parafian, osioł o imieniu Franciszek, koty i owce – to oficjalni mieszkańcy jego probostwa. Co niedzielę ściągają tam rzesze ludzi z całej Warszawy, i nie tylko.
– To charyzmatyk najpierw w sensie świeckim: po prostu przyciąga do siebie ludzi i potrafi odkrywać i zagospodarowywać tkwiący w nich potencjał – mówi filozof Dariusz Karłowicz. – I jest charyzmatyczny w sensie religijnym. Wiarę stawia w centrum i jest to dla niego życiowa sprawa. A przy tym ma dar ostrego, żywego obrazowania i dzięki temu prawdy, które dla wielu były frazesami, stają się wyzwaniami – dodaje współtwórca "Teologii Politycznej".
– Podczas adwentu w 2008 roku na kazaniu zachęcał ludzi, żeby zabrać telewizory z pola widzenia w domu na ten szczególny liturgiczny czas. Do tego celu rozdawał worki na śmieci, które zostały mu z akcji sprzątania świata. Oczywiście sam najpierw na oczach wiernych zakrył czarnym workiem swój telewizor – opowiada "Rz" socjolog z UW Maria Środoń, która od kilku lat chodzi do kościoła na Bielanach.
Wspomina też, jak w niedzielę Dobrego Pasterza kapłan poprosił ją, aby na jego sygnał podczas kazania wniosła zamknięty wiklinowy kosz. Okazało się, że w środku był czarny baranek. – Innym razem mówił o śmierci w życiu człowieka i w ręku trzymał czaszkę – wspomina Środoń. Jej zdaniem nie ma w tym efekciarstwa: – Te wszystkie przedmioty służą treściom, które chce przekazywać.
Po mszy jest czas, aby zejść do podziemi kamedulskich, które powstały osiem lat temu. W czasie komunizmu w podziemiach kościoła mieściło się archiwum. Urząd Gminy Warszawa Bielany zajął się osuszaniem. O resztę zadbał ks. Drozdowicz. I tak obok krypt z kośćmi zakonników powstały kawiarenka i sala wystawowa.
Lista artystów, którzy gościli już w tym miejscu, jest długa. – Marek Grechuta, Stanisław Sojka, Mietek Szcześniak, Anna Chodakowska, Stanisława Celińska, Alosza Awdiejew, Tomasz Stańko, Tytus Wojnowicz i cały szereg muzyków chrześcijańskich – wymienia gospodarz. – Dla wielu ludzi kazanie jest niezrozumiałe, a tu mogą zobaczyć obrazy religijne, wystawy fotograficzne, posłuchać muzyki. Do ludzi można docierać na wiele różnych sposobów.
Msza dla Hendriksa
– Ja tylko staram się nie krzyczeć i nie obrażać ludzi. Nie mam innego pomysłu – w ten sposób duchowny ucina pytania o strategię duszpasterskiego działania. Lista aktywności ks. Drozdowicza jest odwrotnie proporcjonalna do liczby punktów w tej strategii.
Jego znajomi podkreślają, że wymyka się klasycznym podziałom księży na konserwa- tystów i liberałów. Ks. Wojciech tłumaczy, że chce łączyć stare z nowym. Wydarzeniem na skalę stolicy jest procesja w Niedzielę Palmową sprawowana w średniowiecznej formie z towarzyszeniem pieśni gregoriańskich. W 2009 r. proboszcz ruszył na wspomnianym już osiołku Franku sprzed wejścia do Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Lesie Bielańskim. Za nim szły dzieci z gałązkami palmowymi.
Gdy procesja dochodzi do bramy, która ma symbolizować bramę Jerozolimy, dzieci rzucają gałązki i płaszcze. Od kilku lat rzucany jest też słynny skórzany płaszcz legendarnego reżysera teatralnego Jerzego Grzegorzewskiego. Płaszcz na tę okazję wypożycza zawsze artystka Ewa Błaszczyk. Aktorka i piosenkarka znana jest również z działalności na rzecz chorych dzieci. Współzałożycielem jej fundacji "Akogo" jest ks. Drozdowicz.
Ostatnią z głośnych inicjatyw duchownego była msza św., którą odprawił 19 września w 40. rocznicę śmierci muzyków Janis Joplin i Jimmiego Hendriksa. W kazaniu dziękował Bogu za ich twórczość, która w "siermiężnych latach komunizmu była oddechem wolności". Po Eucharystii wierni mogli wysłuchać hendriksowskich riffów, które z wieży kościoła zagrał gitarzysta Wojciech Hoffmann.















