REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kraj » Społeczeństwo

Rozmowa "Rz"

Ludzie ufają serialom bardziej niż ministrowi

Renata Czeladko 16-02-2010, ostatnia aktualizacja 16-02-2010 03:49
Wielkość tekstu: A A A
Minister jest dla matek urzędnikiem, odległym, dlatego mniej wiarygodnym niż znana z serialu „M jak miłość” (TVP 2)  Hanka Mostowiak (grana przez Małgorzatę Kożuchowską)
źródło: Reporter
Minister jest dla matek urzędnikiem, odległym, dlatego mniej wiarygodnym niż znana z serialu „M jak miłość” (TVP 2) Hanka Mostowiak (grana przez Małgorzatę Kożuchowską)
Renata Ropska z SWPS
autor: Piotr Guzik
źródło: Fotorzepa
Renata Ropska z SWPS

Hance z „M jak miłość” Polacy uwierzą szybciej, bo jest matką i dobrą nauczycielką – mówi ekspert ds. reklamy

Rz: MEN zapłacił telewizji, by bohaterowie seriali „M jak miłość”, „Plebania” i „Barwy szczęścia” rozmawiali o korzyściach posłania pięciolatków do przedszkoli. Grzegorz Żurawski, rzecznik resortu, tłumaczy, że ministerstwo wykorzystało tu tzw. idea placement. Na czym to polega?

Renata Ropska, specjalista ds. reklamy, wykładowca SWPS: To działa podobnie jak product placement, który polega na tym, że bohaterowie filmu używają produktu konkretnej marki. Na przykład w jednym z popularnych w Polsce teleturniejów zawodnicy, kiedy się denerwują przed podjęciem decyzji, podnoszą kubek z herbatą znanej marki. Ta herbata będzie się kojarzyła z rozładowaniem napięcia.

W głośnym hollywoodzkim filmie „Cast Away” bohater, którego gra Tom Hanks, jest przedstawicielem firmy FedEx i mimo że jako rozbitek samotnie cierpiał na bezludnej wyspie, wciąż pamiętał, że musi doręczyć paczkę, która ocalała z katastrofy samolotu. Z ekranu płynie do widza przesłanie oddanego pracownika oraz skutecznej firmy.

W przypadku idea placement chodzi o propagowanie idei, którą chcemy zaszczepić społeczeństwu.

Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, że ministerstwo doceniło marketing

Czy w Polsce często się to stosuje?

W serialach jest coraz więcej treści placementowych. Czasami nawet za dużo. Ostatnio w jednym z nich mama mówiła do taty o pewnym mleku w proszku, że to dobry produkt, pokazano wyraźnie opakowanie.

W jakim stopniu odbiorcy są świadomi, że w ten sposób ktoś może programować ich myślenie?

W przypadku profesjonalnych działań, szczególnie idea placement, kiedy nie pokazuje się konkretnego produktu, nie jesteśmy tego świadomi.

Zwykłej reklamie emitowanej w przerwie filmu nie do końca ufamy. Za to serialom ufamy bardzo, bo nie wiemy, że ich fabuła może być celowo zmieniona.

Idea placement wykorzystuje to, że niektórzy widzowie utożsamiają się z losami bohaterów, a postacie z seriali są autorytetami w sprawach życiowych. Serial podpowiada gotowe rozwiązania, które wymyślają za nas inni ludzie.

Gdy Hanka Mostowiak z serialu „M jak miłość” powie – tak jak chce MEN – że przedszkole to nie tylko opieka nad dzieckiem, ale przede wszystkim edukacja, to ludzie uwierzą jej bardziej niż minister Katarzynie Hall?

Hance uwierzą bardziej, bo jest mamą żyjącą na wsi, dobrą nauczycielką.

Pokazano ją we wcześniejszych odcinkach jako zaangażowaną w sprawy dzieci: jak gra z nimi w piłkę, organizuje bal. W dodatku jest altruistką, która oprócz swojego dziecka wychowuje adoptowane dzieci. Hanka to po prostu wzór matki Polki do granic możliwości.

Jeżeli ktoś taki powie mamom, że warto posłać dziecko do przedszkola, że to się mu przyda, to jej uwierzą, bo jest osobą im bliską. Mogą się z nią identyfikować i zrobić tak jak ona.

Minister dla takich matek jest urzędnikiem, jest bardziej odległy, dlatego mniej wiarygodny. I widocznie minister Hall zdaje sobie z tego sprawę, skoro wykorzystała idea placement.

Czy MEN powinien wpływać na treść seriali i wykorzystywać je do prowadzenia swojej polityki?

Z punktu widzenia specjalisty od komunikacji znajdowanie najlepszego sposobu trafienia do odbiorcy wydaje mi się trafne.

Nie zaskoczyło panią, że MEN sięgnął po taki sposób?

Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, że ministerstwo doceniło marketing.

Za jeden odcinek „M jak miłość” MEN zapłacił ok. 50 tys. zł. Tych odcinków ma być pięć. Za 16 odcinków „Plebanii” – ok. 440 tys., za dwa odcinki „Barw szczęścia” – 61 tys. Czy to nie wyrzucone pieniądze, skoro wielu rodziców, choćby chciało, nie pośle dziecka do przedszkola, bo brakuje tam miejsc?

Reklamy w czasie tak dobrej oglądalności, w jakiej emitowane są seriale, byłyby droższe. Wysłanie ludzi, którzy bezpośrednio edukowaliby na wsi, z ulotkami, również byłoby droższe, a mniej skuteczne. Poza tym MEN wybrnął z tego, zamawiając treści o zakładaniu przedszkola.

Gdzie jest granica wykorzystywania idea placementu? Czy można w serialu namawiać do poparcia jakiejś partii albo zaangażowania w działania wojenne?

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Kamizelka Wertera

W Polsce codziennie odbiera sobie życie jeden młody człowiek. Samobójstwa dzieci i młodzieży to ostatnie społeczne tabu >>