REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kraj » Społeczeństwo

Społeczeństwo

Moi bracia mają na imię Świnia i Osioł

Piotr Jendroszczyk 29-06-2009, ostatnia aktualizacja 29-06-2009 02:31
Wojciech Oleszczak
źródło: archiwum prywatne
Wojciech Oleszczak

Wojciech Oleszczak - pierwszy komik w tym kraju od ostatniej wizyty Jana Pawła II – tak przedstawia się Polak, który bawi Niemców

Rz: Występuje pan na scenie w czerwonej koszulce z białym orłem na piersiach oraz w obwisłych spodniach od dresu. Mówi pan po niemiecku nieskładnie, z komicznym polskim akcentem. Tak wygląda wymyślona przez pana postać Polaka w Niemczech – Marka Fisa: zawsze na kacu, o poziomie intelektualnym, poniżej którego jest już tylko dno. Czy tacy są Polacy w Niemczech?

Wojciech Oleszczak, niemiecki komik polskiego pochodzenia: Ta postać ma rozśmieszać i nie jest symbolem Polaka czy polskości. Marek Fis to ja. Jego ustami opowiadam o moich doświadczeniach, moich przeżyciach w Niemczech, poprzez niego prezentuję mój obraz Polaków i Niemców. Moje przesłanie, które kieruję do Niemców, jest jasne i proste – że jestem dumny z mego pochodzenia. Pragnę pokazać Niemcom krzywe zwierciadło, w którym oglądają Polaków poprzez całą masę negatywnych stereotypów, uprzedzeń i fałszywych wyobrażeń o naszym narodzie. Dla wielu Niemców Polska jest nadal egzotycznym krajem kojarzonym nierzadko z miejscem pochodzenia złodziei samochodów.

Robi to pan jednak w sposób wysoce kontrowersyjny. Informuje pan, że ma dwóch braci. Jeden ma na imię Świnia, a drugi Osioł. W ten sposób atakuje pan stereotypy?

To jest dowód mego poczucia humoru. Nie boję się żartów z samego siebie. Nikogo prócz siebie przez to nie obrażam – postać, którą wykreowałem. Nie mam żadnych aspiracji mówienia w imieniu narodu. Polak, którego przedstawiam, nie jest kwintesencją polskości. Nie słyszałem, aby ktoś to tak odbierał.

W jednym ze skeczów nadał pan swemu wyimaginowanemu synowi imię „Kur... Andrzej”.

Niemcy kojarzą słowo „kur...” z Polską, nawet jeżeli nie wiedzą, co dokładnie znaczy, ale gdy wypowiadam to słowo na scenie, publiczność reaguje śmiechem. Słowo na „k” jest przecież bardzo często w Polsce używane, i to w różnych środowiskach. Przysłuchiwałem się niedawno rozmowie dwu studentek w Polsce, które także się nim posługiwały. Używając tego słowa, nie dokonuję żadnej charakterystyki polskości. W końcu Niemcy są znani z tego, że często używają słowa „scheiße”, czyli gówno. Polacy nie mają się czego wstydzić. Nikogo też nie obrażam.

Rozumiem, że chce pan prowokować. Jednak zamiast śmiechu dostrzegłem konsternację publiczności, gdy w czasie jednego z występów przedstawia się pan jako pierwszy polski komik w Niemczech od czasu ostatniej wizyty Jana Pawła II w tym kraju. Nie idzie pan za daleko?

Muszę iść daleko. Poruszam się na krawędzi, taka jest moja forma. Polskiego papieża szanuję, cenię i kocham. Płakałem, gdy umarł, ale wiem, że Niemcy nie tylko patrzyli na Jana Pawła II przez pryzmat jego zasług dla świata, ale również oceniali krytycznie jego postawę w takich sprawach, jak aborcja.

Czy spotkał się pan z zarzutami, że obraża pan Polaków, uczucia narodowe, utwierdza negatywne stereotypy?

Po występie w programie telewizyjnym firmowanym przez znanego kabarecistę Stefana Raabe przed dwoma laty otrzymałem kilka e-maili z niewybrednymi epitetami oraz groźbami pozbawienia mnie życia. Pochodziły z Polski. Byłem zdumiony, nie sądziłem, że moje dowcipy mogą być tak odbierane. Ale to nie ja przekroczyłem wszelkie granice, lecz ci, którzy mi grozili.

Polacy w Niemczech byli swego czasu zniesmaczeni dowcipami słynnego niemieckiego komika Haralda Schmidta, który ukuł powiedzenie: Jedź do Polski, twój samochód już tam jest. Tym samym ludziom może się nie podobać, że pan jako Polak odgrzewa tego rodzaju pomysły.

Chciałem być ambasadorem Polski, który posługuje się humorem, by jednoczyć narody

To było dobrych kilka lat temu. Wtedy była jeszcze inna atmosfera, negatywny wizerunek Polski i Polaka był dość powszechny i takie kawały jak Haralda Schmidta mnie drażniły. Sytuacja zmieniła się jednak po wejściu Polski do UE. Polska jest dzisiaj zdecydowanie bardziej znana. Dopiero teraz jest miejsce na taką postać jak Marek Fis.

Skąd czerpie pan pomysły?

Polegam na własnych doświadczeniach. Mieszkam w tym kraju od dziecka. Przyjechałem 20 lat temu z matką, mając pięć lat. Miałem w życiu przykre doświadczenia, np. w szkole, gdzie wyśmiewano mnie jako Polaka, który może coś ukraść. Wystarczało samo nazwisko, aby pojawiały się kłopotliwe dla mnie sytuacje. To było przykre, ale nie oskarżam wszystkich Niemców. Czuję się Polakiem, podkreślam to, gdziekolwiek jestem, co nie wszystkim się podoba.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Po debacie sieć mniej ufa Tuskowi

Prawie połowa internautów uważa, że debata na temat ACTA służyła głównie ratowaniu wizerunku premiera >>