REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kraj » Społeczeństwo

Społeczeństwo

Piewcy neosocjalizmu

Rafał A. Ziemkiewicz 08-10-2008, ostatnia aktualizacja 08-10-2008 00:58

Wzmacnianie państwa nie zlikwiduje nierówności społecznych. Bo państwo nie kieruje się „wolą ludu”, ale oczekiwaniami elit. Elity zaś dbają o zabezpieczenie swoich interesów – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Tyrada Macieja Gduli przeciwko neoliberalizmowi („Skończmy z płaceniem za neoliberałów”, „Rzeczpospolita” 6 października 2008) wymaga polemiki. Najprościej byłoby może zacytować obszerne fragmenty zamieszczonego dwa dni wcześniej wywiadu z Dickiem Armeyem, który bardzo prosto objaśnia naturę obecnego kryzysu finansowego.

Armey przypomina kilka podstawowych faktów, dziwnie nieobecnych w większości komentarzy, a dowodzących, że to nie żadna abstrakcyjnie pojmowana „chciwość bankierów” doprowadziła do nadęcia spekulacyjnej bańki, która teraz pęka, tylko interwencja amerykańskiego rządu na rynku finansowym.

Obserwacje i przesądy

Warto jednak pójść dalej, bo tekst Gduli, w przedziwny sposób mieszający celne obserwacje z ideologicznymi przesądami, prezentuje nieporozumienia charakterystyczne dla całej wpływowej formacji ideowej. Nieporozumienia mające jedną podsatwową przyczynę: wypieranie ze świadomości zasadniczego błędu, jaki popełniła lewica w swoich rachubach i działaniach. To właśnie skutkiem tego błędu jest praktyka, którą sprzyjające lewicy media określiły mianem „neoliberalizmu” – mianem całkowicie nieadekwatnym, znacznie bardziej stosowna byłaby tu bowiem nazwa „neosocjalizm”.

Owoż lewica, wychodząc z obserwacji faktu, iż w nowoczesnej gospodarce rynkowej są nierówności społeczne, uznała, że dla przeciwdziałania im należy wyposażyć państwo w jak najszersze kompetencje ingerowania w gospodarkę. I stopniowo plan swój zrealizowała, nie zwracając uwagi na fakt, że im bardziej się udaje go zrealizować, tym bardziej nierówności się powiększają.

Maciej Gdula też zresztą zupełnie nie zauważa, co wynika z przywoływanych przez niego samego statystyk, jak bardzo pomiędzy rokiem 1979 a 2005 wzrosła materialna przewaga finansowej elity USA nad całą resztą społeczeństwa. Wszystko prawda, tylko czego to dowodzi?

Czy pomiędzy rokiem 1979 a 2005 w USA ingerencja państwa w gospodarkę malała, czy rosła? Otóż jakkolwiek to mierzyć, USA z roku 1979 miały znacznie mniej instytucji służących ingerowaniu w gospodarkę i przeciwdziałaniu naturalnym mechanizmom rynkowym niż obecne.

Lewica we wszystkich swych odcieniach i nurtach w ogóle nie wzięła pod uwagę – choć trudno pojąć, jak można było o tym nie pomyśleć – że wyposażone w potężne narzędzia ingerencji w ekonomię państwo może te narzędzia wykorzystywać wcale nie w interesie tych, których lewicowe myślenie uważa za wyzyskiwanych, wzmacniając ich pozycję wobec wyzyskujących, tylko odwrotnie. Tymczasem tak właśnie się stało, i, Bogiem a prawdą, musiało się stać.

Państwo nie kieruje się bowiem żadną mityczną „wolą ludu”, tylko oczekiwaniami takich czy innych elit. Elity zaś, nawet jeśli mechanizm demokratycznej gry czyni warunkiem sukcesu uzyskanie przez nie wyborczego poparcia określonej liczby obywateli, starają się o zabezpieczenie swoich interesów.

Rząd w państwie demokratycznym tworzą partie, te zaś dla wygrania wyborów potrzebują pieniędzy, które dać im mogą tylko ludzie bogaci, wielki biznes oraz finansjera. Jeśli ten rząd uprawnia siebie do redystrybucji dochodów, to jak można oczekiwać, że będzie korzystać z tego prawa po to, aby przepompowywać dochody od bogatych do biednych?

Ściekanie i skraplanie

Jedynym powodem, dla którego miałby to robić, jest oczekiwanie szerokich rzesz wyborców. Ale z takim oczekiwaniem łatwo sobie poradzić, co wiadomo już od czasów Oktawiana Augusta, który doskonale pogodził powszechne oczekiwanie zachowania republiki z zamiarem budowy monarchii – po prostu obudowując monarchię pozorami republiki. Na tej samej zasadzie realizacja w XX wieku haseł lewicowych doprowadziła do zbudowania państw z pozoru opiekuńczych, z pozoru służących wzmacnianiu słabych grup społecznych przeciwko silnym – w istocie zaś będących narzędziem silnych przeciwko słabym.

USA ocaliły stosunkowo najwięcej wolności gospodarczej – dorzucenie do bankowej piramidy finansowej pieniędzy podatników przynajmniej wzbudziło tu ożywioną dyskusję

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  Gdula,, neosocjalizm,, obama, usa,

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

3 mln emerytów mogą dostać kolejną podwyżkę

Jeśli Trybunał Konstytucyjny podważy kwotową waloryzację rent i emerytur, budżet zapłaci dodatkowo 1,8 mld zł >>