Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Szantażowanie pamięciš

Profesor Bronisław Geremek
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Spór o to, jakie miejsce w historii ostatnich 30 lat będzie zajmował Bronisław Geremek, i jak dziœ pamiętamy wydarzenia sprzed 20 lat, jest sporem o naszš tożsamoœć – pisze Michał Szułdrzyński
Słuchajšc rozmaitych wypowiedzi po œmierci prof. Bronisława Geremka – postaci bez wštpienia wyjštkowej – można było odnieœć wrażenie, że umarł urzędujšcy premier albo nawet prezydent. Emfaza czy przesada w mowie pogrzebowej nie jest niczym dziwnym ani nagannym. Każdy uczestnik życia publicznego, do którego dzwoniš dziennikarze, chce błysnšć celnš myœlš, dykteryjkš albo metaforš, która przebije się w nawale wspomnień o zmarłym. Sęk w tym, że utrudnia postawienie bolesnego pytania o wszystkie polityczne wybory zmarłego. Jak na przykład wytłumaczyć komuœ, kto przyjechałby do Polski z Kirgizji (z całym szacunkiem dla Kirgizów), nic na temat naszego kraju nie wiedzšc, że zmarły nie był emerytowanš głowš państwa ani nawet wyłšcznie „postaciš historycznš”, lecz członkiem partyjki, która oscyluje dziœ na granicy progu wyborczego. Dlaczego Bronisław Geremek – wraz z dużš grupš (piszę to bez ironii) ojców polskiej demokracji uległ politycznej marginalizacji? I dlaczego diagnoza problemów postawiona przez siłę politycznš, z którš profesor Geremek u zarania III RP się zwišzał, okazała się tak nietrafna? Pytań tych jednak niemal nikt nie postawił. Może dlatego, że mowy pogrzebowe nie sš dobrym miejscem do tego, aby rozpoczynać dyskusję nad trafnoœciš życiowych wyborów. Ale ważniejsze jest chyba to, że wszystko, co powiedziano po œmierci profesora, miało wykluczyć jakškolwiek dyskusję. Miało wpisać zmarłego w okreœlonš politycznš wizję i moralnie zaszantażować tych, którzy oœmielš się z niš nie zgodzić.
Wbrew pierwszemu wrażeniu, że komentarze i atmosfera po œmierci Bronisława Geremka były kulturalne, w licznych wypowiedziach przebijały te same oskarżenia, ta sama argumentacja, co zwykle. Przypominało to mordowanie laleczki wudu szpilš z napisem „ciemnogród”. Bo najważniejszym elementem interpretacyjnego sporu o prof. Geremka było znalezienie odpowiednich epitetów dla jego przeciwników. Był to czytelny sygnał dla potencjalnych krytyków: każdy, kto oœmieli się wzišć pióro do ręki, by nie pisać panegiryku, zostanie odpowiednio nazwany. Œrodowisko „Gazety Wyborczej” już wczeœniej œmierć autorytetów wykorzystywało do swych politycznych celów. Ze sporym sukcesem. Uczyniono tak po œmierci dwóch wielkich poetów: Czesława Miłosza i Zbigniewa Herberta. Z talentu pierwszego, który podzielał polityczne poglšdy œrodowiska „GW”, zrobiono pałkę na politycznych przeciwników. Z drugiego, który ze œrodowiskiem był w sporze – zrobiono wariata. Pogrzeb noblisty Adam Michnik wykorzystał do kolejnego wskazania, kto swój, a kto obcy. Krytyków Miłosza sprowadził do kołtunów i podleców: „nie było pewnie polskiego pisarza, nad którym polska kołtuneria wszystkich barw politycznych pastwiłaby się równie okrutnie i podle” – podkreœlał. Oczywiœcie odnosił się do lustracji: „Wyczułeœ bezbłędnie, Czesławie, czym jest piekło kartoteki. To piekło, które pochłonęło miliony istnień ludzkich, do dzisiaj zaraża swym jadem trucicielskim zastępy chorych na podejrzliwoœć miłoœników ubeckich raportów – tej osobliwej pornografii naszej epoki”. Osoba, która dopuœciłaby myœlozbrodnię, jakš jest chęć oceny życia publicznego i rozliczenie łajdactw PRL, która chciałaby pokazać bohaterów i zdrajców, stawała się pornografem, człowiekiem małym, kołtuńskim i podłym. Wydarzeniem, które pomogło zakleić usta ewentualnym krytykom Miłosza, był rachityczny protest przeciwko pochowaniu go Na Skałce. Spór Wawel, Na Skałce czy Aleja Zasłużonych urósł do rangi sporu o pamięć, sporu pomiędzy ciemnogrodem a zamkniętym œwiatem jednego œrodowiska politycznego. Przeciwników pochówku Na Skałce szantażowano Janem Pawłem II (krytyka wieszcza miała być niezgodna z duchem papieskiego dialogu z kulturš), a nawet – jak to zrobił abp Życiński – porównano ich do autorów PZPR-owskiej propagandy. W efekcie dziœ można œmiało dyskutować o poezji Miłosza, lecz na temat jego poglšdów politycznych po 1989 – już nie. Jeszcze bardziej instrumentalnie wykorzystano zmarłego dokładnie dziesięć lat temu Zbigniewa Herberta. Tuż po jego œmierci „Gazeta Wyborcza” wydrukowała wywiad z Herbertem z… 1980 roku, by zbagatelizować fakt, że poeta niezwykle krytycznie odnosił się do politycznych koncepcji tej redakcji. PóŸniej zaœ, w – stanowišcej już chyba wzór manipulacji – rozmowie z wdowš po poecie odmiennoœć jego politycznych postaw wyjaœniono kłopotami z alkoholem, zdrowiem psychicznym, niewiernoœciš małżeńskš albo tym, że po prostu był „naiwny jak dziecko” w sprawach bieżšcych. Nauczeni doœwiadczeniem przyjaciele Bronisława Geremka już w pierwszych chwilach po jego odejœciu przystšpili zatem do akcji. Pierwszy trop wyznaczył Krzysztof Kozłowski, wymachujšc potężnš pałkš antysemityzmu. „Częœć polskiego społeczeństwa nigdy nie darowała Geremkowi tego, że był Żydem” – mówił w TVN 24. Œmierć autorytetów œrodowisko „Gazety Wyborczej” już wczeœniej wykorzystywało do swoich politycznych celów W podobnym tonie pisał publicysta „Polityki” Jacek Żakowski, pokazujšc prof. Germka, jako bohatera zalewanego przez fale anonimów demaskujšcych jego żydowskie korzenie. Wtórował im Tadeusz Mazowiecki. – W polskim piekle nam wyznaczono miejsce obok siebie, obrywaliœmy cięgi zawiœci i małoœci – mówił. Dowiadujemy się więc, że prócz antysemitów Geremka krytykowali ludzie mali i zawistni, pełni żółci. „Energia, którš Ÿli ludzie zużyli, by go zdezawuować, wystarczyłaby do oœwietlenia sporej aglomeracji” – dodawał Żakowski, bo przecież dobrzy ludzie nie napisaliby pod adresem profesora Geremka złego słowa. I podsumowywał: „Miarš polskiego problemu jest to, jak wielu małych ludzi nie mogło go znieœć obok siebie. A miarš jego siły było to, jak sobie z tym radził”. Według Adama Michnika z kolei przeciwnicy profesora to rodzimi kołtuni i demagodzy, gotujšcy mu „niegodziwoœci i nikczemnoœci”. Naczelny „Wyborczej” postawił kropkę nad i, przyrównujšc paszkwil na Geremka do bolszewickiej propagandy. Starano się też za żadne skarby nie dopuœcić do negatywnej oceny najbardziej kontrowersyjnego ostatnio zachowania prof. Geremka, czyli jego zaangażowania w protest antylustracyjny. Jacek Żakowski pisał: „Kuriozalne słowo „hańba”, gdy jako jedyny polski parlamentarzysta miał odwagę nie podporzšdkować się barbarzyńskiej wersji ustawy lustracyjnej”. Piotr Pacewicz opisywał swój zachwyt, gdy po własnym sprzeciwie wobec lustracji prof. Geremek wzywał: „Polaków do ulicznych demonstracji w obronie demokracji”. I znów prosty podział – komu nie podobało się postępowanie profesora, ten barbarzyńca, przeciwnik demokracji itp. Paradoksalnie najdobitniej wyraził to przyjaciel zmarłego Karol Modzelewski, cieszšc się, że Geremek przenoszšc polskie spory na europejski grunt, dał prztyczka ówczesnym władzom Polski. W mowach pogrzebowych nie mogło zabraknšć odniesienia do najostrzejszego sporu ideologicznego – o Lecha Wałęsę, a właœciwie o to, co można wyczytać z zachowanych dokumentów na jego temat. Adam Michnik przypomniał więc list przeciwników lustracji, którego inicjatorem był Geremek, w którym pracowników IPN nazwano policjantami pamięci. Najważniejsza jednak była, moim zdaniem, refleksja samego Lecha Wałęsy: „Gdyby został premierem albo prezydentem, to naprawdę dziœ bylibyœmy gdzie indziej i dużo w œwiecie byœmy zdziałali”. Ponieważ Wałęsa stał się dziœ symbolem ofiar IPN, litoœciwie nikt, poza politologiem Markiem Migalskim, nie wspomniał, że to właœnie Wałęsa w 1989 roku stanšł na drodze Geremka do premierostwa. Ten zresztš odwdzięczył mu się rok póŸniej, popierajšc w wyborach prezydenckich Tadeusza Mazowieckiego. Ta wypowiedŸ jest ważna, bo pokazuje, że faulowanie przeciwników politycznych nad grobem zmarłego ma sens. Bo nie o samego profesora Geremka tu chodzi, lecz o pamięć. Odpowiednio podana może stanowić oręż w wielkiej batalii o interpretację wydarzeń, których 20. rocznicę będziemy niedługo obchodzić. Moralny szantaż i wylanie kubłów pomyj na politycznych oponentów Geremka (niektórzy obecni na pogrzebie cierpliwie je znosili) sš elementem tej kampanii. Bo ważne sš nie tyle prawdziwe biografie, ile symbole. Bo interpretacja życia Bronisława Geremka jest zarazem interpretacjš postawy jednego z najwybitniejszych przedstawicieli œrodowiska solidarnoœciowej lewicy. To interpretacja jego młodzieńczej fascynacji komunizmem, rozczarowania partiš, przejœcia do opozycji, zaangażowania w „Solidarnoœć”, Okršgły Stół, a póŸniej wojnę na górze i roli, jakš odgrywał w œrodowisku Unii Wolnoœci. Zamknięcie ust politycznym oponentom ma sprawić, że zwycięży tylko jedna wersja historii ostatnich 30 lat. Jeœli się okaże, że obalenie komunizmu nie jest własnoœciš całego narodu, lecz kilku osób – Lecha Wałęsy, Bronisława Geremka, Jacka Kuronia czy Adama Michnika – to tylko oni dostanš prawo do ustanawiania pamięci o tym wydarzeniu. Nie sposób przy okazji nie przypomnieć, że cała idea IV RP – zamordowana przez Leppera, Giertycha i nieudolnoœć PiS – wynikała właœnie z odrzucenia panegirycznej wizji III RP. Przeciwko takiej wizji w wyborach 2005 roku wypowiedziało się trzy czwarte Polaków. Spór zatem o to, jakie miejsce w historii ostatnich 30 lat będzie zajmował Bronisław Geremek i jak dziœ pamiętamy wydarzenia sprzed 20 lat, jest najważniejszym sporem o naszš tożsamoœć. Wcišż jeszcze mamy szansę, by nad 20-leciem III RP przeprowadzić rzetelnš debatę, nie zamykajšc się w getcie œrodowiskowych haseł. współpraca Bartłomiej Radziejewski
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL