Jedna piąta siedmiolatków ma wady słuchu

aktualizacja: 16.07.2008, 19:32

Niemal 20 proc. polskich siedmiolatków ma wady słuchu o różnym podłożu, ale aż 60 proc. rodziców dzieci nie zdaje sobie sprawy z ich problemów - wykazały badania prowadzone na terenach wiejskich i w małych miastach Polski wschodniej.

- Są to pierwsze badania przesiewowe słuchu i głosu, które na taką skalę objęły dzieci ze wsi i małych miejscowości Polski - podkreślił dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach prof. Henryk Skarżyński. Jak dodał, ich celem było wyrównanie szans rozwojowych siedmiolatków z tych terenów i ograniczenie ich niepełnosprawności, przez wczesne wykrycie wad słuchu.
Badania przeprowadzono w bardzo krótkim czasie (od marca do czerwca 2008 roku) docierając niemal do 93 tys. dzieci z 5.700 szkół w 7 województwach Polski wschodniej (co stanowi ponad 88 proc. szkół z tego obszaru). 84 proc. stanowiły dzieci z pierwszych klas szkoły podstawowej, pozostałe 16 proc. - dzieci ze starszych klas (od 8 do 12 lat), które przebadano na prośbę rodziców, nauczycieli czy samych uczniów.
Zaburzenia obwodowe słuchu, dotyczące ucha środkowego lub wewnętrznego, wykryto niemal u 14 proc. dzieci, natomiast zaburzenia typu centralnego, związane z zaburzonym przetwarzaniem dźwięków w mózgu stwierdzono u 15 proc. z nich. Ogółem, zaburzenia słuchu o różnym podłożu wykryto u ponad 19 proc. badanych uczniów.
- Trzeba zaznaczyć, że aż 60 proc. rodziców dzieci z zaburzeniami słuchu nie zauważyło wcześniej tych problemów. Aż 47 proc. dzieci, które miały ubytki słuchu w zakresie wszystkich częstotliwości - czyli ze znaczną wadą słuchu - nie było objętych specjalistyczną opieką medyczną, a w grupie dzieci z ubytkami w zakresie wysokich częstotliwości odsetek ten sięgał nawet 79 proc. - mówił prof. Skarżyński. Oznacza to konieczność dalszych działań edukacyjnych na temat wad słuchu u dzieci.
Szumy uszne - okresowe lub stałe - stwierdzono u 33 proc. dzieci. Według jednej z teorii, powstają one w efekcie niszczącego wpływu hałasu na narząd słuchu. Dzieci z terenów wiejskich są, podobnie jak ich rówieśnicy z miast, narażeni na hałas, choć często ma on inne źródło - jest np. generowany przez maszyny rolnicze.
Jak podkreślił prof. Skarżyński, szumy uszne należy leczyć, bo odzwierciedlają one zmiany w uchu wewnętrznym - najczęściej nieodwracalne uszkodzenie komórek słuchowych w ślimaku, które może prowadzić do wad słuchu. Dlatego pytanie o szumy uszne powinno być standardem w wywiadzie lekarskim.
Przeprowadzenie tego programu w tak krótkim czasie było możliwe dzięki wykorzystaniu urządzenia o nazwie "Audiometr S", które powstało jako efekt współpracy Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu z Centrum Elektryfikacji i Automatyzacji Górnictwa - EMAG w Katowicach. Z jego pomocą można realizować badanie słuchu różnymi metodami. Dane można przesyłać do centralnej bazy danych, gdzie są na bieżąco analizowane.
- Dzięki temu urządzeniu w każdej szkole możliwe było utworzenie ośrodka badań w warunkach bardzo zbliżonych do warunków klinicznych - podkreślił koordynator programu badań przesiewowych dr hab. Krzysztof Kochanek.
Audiometr S otrzymał wiele nagród w kraju i za granicą, m.in. Grand Prix i złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Wynalazków w 2007 r.
Do najważniejszych osiągnięć programu prof. Skarżyński zaliczył to, że wykazano liczbę dzieci ze wsi i małych miast. które mają wady słuchu i ustalono, co trzeba zrobić, aby im pomóc. Według prof. Skarżyńskiego, u dzieci z zaburzeniami słuchu można zastosować leczenie farmakologiczne, operacyjne lub zastosować aparat słuchowy. U dzieci z centralnymi zaburzeniami słuchu dużą poprawę można uzyskać dzięki treningowi słuchowemu. Wady tego typu często są przyczyną trudności w nauce, pisaniu i czytaniu, a przez to prowadzą do zaburzeń emocjonalnych. Szacuje się, że co 4 dziecko z dysleksją ma problemy z analizą dźwięków na poziomie centralnym.

POLECAMY

KOMENTARZE