Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Podróże » Polska

Polska

Gdzie rzeka kręta i trzcina zielona

Agnieszka Rodowicz 10-07-2008, ostatnia aktualizacja 10-07-2008 22:08
Na biebrzańskich rozlewiskach trzeba uważnie trzymać się głównego koryta
źródło: Travel photo
Na biebrzańskich rozlewiskach trzeba uważnie trzymać się głównego koryta
Nad Biebrzę ściągają z całego świata miłośnicy przyrody
źródło: Travel photo
Nad Biebrzę ściągają z całego świata miłośnicy przyrody
Biebrzański Park Narodowy
źródło: Rzeczpospolita
Biebrzański Park Narodowy

Szum wiatru w szuwarach, świergot ptaków i plusk wody działa kojąco. Spokojny nurt rzeki pozwala położyć się w kajaku i rozkoszować ciszą. Leniwa Biebrza to znakomite miejsce na relaks

Biebrzański Park Narodowy, największy w Polsce, istnieje od 1993 roku. Powstał, by chronić biebrzańskie bagna, jedne z największych i najlepiej zachowanych w naturalnym stanie w Europie. Biebrza jako żywa rzeka wciąż tworzy swoje koryto, drąży nowe meandry, występuje wiosną z brzegów, rozlewając się szeroko po łąkach. Te łąki i wyspy są domem dla setek gatunków roślin i ptaków. Bagna są ostoją łosi.

Chcemy poznać tę krainę z wody. Kajaki wypożyczamy u państwa Jadwigi i Bogdana Siebiedzińskich ze Sztabina. Siebiedzińscy mają też pokoje gościnne, pole namiotowe i dobrze zaopatrzony punkt informacji turystycznej. Kajaki dowożą we wskazane przez klienta miejsce. My będziemy zaczynać spływ na ich polu namiotowym nad samą Biebrzą. Kilka dni żyjemy w niepewności, czy będziemy mogli zabrać psy. Pani w informacji turystycznej Biebrzańskiego Parku Narodowego odsyła nas na stronę internetową. Tam nie ma jednak żadnych na ten temat informacji. W końcu dowiadujemy się od właścicielki kajaków, że na odcinku, którym zamierzamy płynąć, można.

Kupujemy butlę z gazem, środki przeciw komarom i zapas jedzenia. Będziemy przepływać przez kilka wsi, ale na większe lokale gastronomiczne nie ma tam co liczyć.

Dzień przed wyjazdem mamy już wszystko. Poza pewnością, czy będzie ładna pogoda. Prognozy przewidują 15 stopni, zachmurzenie, ale na szczęście bez deszczu. Trochę zimno jak na maj.

Szałasy i hałasy

Jedziemy z Warszawy pociągiem do Białegostoku, gdzie łapiemy PKS do Sztabina. Jesteśmy przygotowani, że trzeba będzie stoczyć walkę z kierowcą o zabranie psów. Tymczasem kierowca bierze za psy opłatę jak za bagaż, po 1,50 zł, i w ogóle nie protestuje.

Kiedy docieramy do Siebiedzińskich, jest już po dziesiątej wieczorem, ale gospodarze przyjmują nas serdecznie. Opłacamy wstęp do Biebrzańskiego Parku Narodowego i płacimy za kajaki. Kupujemy jeszcze mapę parku, przewodnik po Biebrzy. Gospodarz zawozi nas na pole namiotowe urządzone przy miejscu wodowania kajaków. Proponuje nam nocleg w szałasach. Jest tak mokro i ciemno, że decydujemy się z nich skorzystać. Szałasy są drewniane, uszczelnione folią i kryte trzciną. Wydają się niewielkie, ale wewnątrz jest całkiem sporo miejsca. W jednym mieścimy się w trzy osoby, z bagażami i dwoma psami. Jest wygodnie, przeszkadza jednak hałas tirów, które słychać z drogi z Białegostoku do Sztabina.

Zakręt za zakrętem

O wschodzie słońca wszystko jest równomiernie szare: zaciągnięte chmurami niebo, łąki, las na horyzoncie. Śpimy więc dalej. Rano odkrywamy, że na polu namiotowym są też stoliki pod drewnianymi wiatami, wychodki i bania. Każde z nas ma swój kajak, inaczej nie zmieścilibyśmy się z psami. Pakujemy rzeczy do plastikowych toreb, a te upychamy w kajakach. Chwilę mocujemy się z psami, które nie bardzo chcą wchodzić do naszych jednostek pływających. W końcu udaje się wszystkich zaokrętować. Kiedy ruszamy, jest już południe.

Dopiero uczymy się manewrować kajakami, początkowo opornie to idzie, ale z każdym metrem nabieramy wprawy.

Początkowo Biebrza jest niewiele szersza od naszych kajaków i mocno meandruje. Niemal na każdym zakręcie wbijamy nos kajaka w brzeg rzeki. Brzeg porastają wysokie trzciny zasłaniające cały widok. Słyszymy tylko bicie dzwonów kościelnych, pochrząkiwania wędkarzy (jest ich więcej niż kajakarzy), nawoływania ptaków. Biebrza i jej okolice to ptasi raj, jeden z największych w Europie. Występują tu 273 gatunki, a wśród nich tak rzadkie jak orlik grubodzioby, wodniczka, cietrzew, dubelt, bąk, derkacz, sowa błotna. I najważniejszy z nich, widniejący w godle biebrzańskiego parku: batalion.

Trzcina – towar eksportowy

Za kolejnym skrętem spotykamy przycumowane do brzegu tratwy. Jest ich z dziesięć, ich pasażerowie ładują na pokład bagaż, rozstawiają namioty, rozpalają grille. Tratwa to świetny środek lokomocji po rzece. Z jej górnego pokładu więcej widać. Ale jest dużo wolniejsza. Odcinek, który pokonamy w jeden dzień (ok. 15 km), tratwą płynęlibyśmy cztery dni.

Rzeka kręci i kręci, zakręty często są ostre, koryto nagle zwęża się, kiedy indziej niespodziewanie rozgałęzia. Szlak nie jest oznakowany, ale zazwyczaj można się domyślić, którędy wiedzie główny nurt. I nic, tylko trzcina i trzcina. Trochę nas denerwuje, że spoza niej nic nie widać. Ale mieszkańcy biebrzańskich rozlewisk muszą ją lubić. Jest jednym ze źródeł ich dochodu. Zimą wycinają trzcinę za pomocą sierpów, wiążą w pęczki i sprzedają. Jedna wiązka kosztuje 4 – 5 zł. Niemal cała trzcina znad Biebrzy trafia do Europy Zachodniej. Ale i w Polsce coraz więcej domów pokrywa się trzcinowymi dachami.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów: