Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Historia

Zagłada Puźnik

Kaplica z figurš Matki Boskiej, za którš tragicznej nocy 13 lutego schroniła się Honorata Dancewicz
Rzeczpospolita
Noc poprzedzajšca Œrodę Popielcowš z 12 na 13 lutego 1945 roku miała być dla mieszkańców podolskiej wsi PuŸniki, (pow. Buczacz) spokojna. Dzień wczeœniej do wsi przyjechał wysoki rangš urzędnik sowiecki z umundurowanš obstawš
Ich obecnoœć miała zagwarantować bezpieczeństwo żyjšcym od kilku lat w cišgłym strachu Polakom. Zwłaszcza ostatnie dni napawały grozš…W nocy z 4 na 5 lutego w sšsiednim Baryszu dowodzeni przez ounowca Petro Chamczuka „Bystrego” ukraińscy nacjonaliœci dokonali napadu na polskich mieszkańców miasteczka. W cišgu kilku godzin wymordowano tam w bestialski sposób 135 Polaków. Ocaleli ci, którzy zorganizowali opór w koœciele i szkole. 8 lutego w oddalonym o 4 km od PuŸnik Zalesiu dokonano masakry mieszkajšcych tam Polaków, a także stajšcych w ich obronie ukraińskich sšsiadów. Młynarza Jarosława Danyłewycza, syna Ukraińca i Polki, który próbował przeciwstawiać się masakrze, przywišzano do sań i włóczono polnymi drogami. Po kilkudziesięciu kilometrach skatowanego przywalono kamiennš płytš, aby skonał w męczarniach. Jego matkę Bronisławę spalono żywcem w suszarni tytoniu wraz z grupš innych Polaków. W Zalesiu znaleŸli się też mieszkańcy PuŸnik, a także sšsiedniej Nowosiółki zagarnięci przez banderowców z obstawionych dróg. Kilkunastoletniš Danutę Borkowskš z babciš oraz Marię Jarzyckš, Władysławę Jasińskš, Anastazję Łapiak, Domicelę Jasińskš i Genowefę Kulikowskš wraz z dziećmi zaprowadzono do jednego z domów, gdzie próbowano torturami wymusić informacje na temat polskiej samoobrony w PuŸnikach. Władysławie Jasińskiej założono na szyję pętlę i cišgnięto po podłodze aż skonała, inne kobiety zaršbano siekierami bšdŸ zastrzelono. Z masakry ocalała Danuta Borkowska: „Przytomnoœć odzyskałam o œwicie i widziałam obok mnie leżšcš martwš babcię Borkowskš i małš Stasię Jarzyckš. Wtedy do izby wszedł stary Ukrainiec, znajomy mojego ojca. Kiedy to zobaczył, zaczšł płakać i klšć na banderowców. Zwrócił się do mnie, abym poszła razem z nim, to on mnie uratuje. Podniósł mnie, a kiedy stanęłam na własnych nogach, poczułam się pewniej, mogłam iœć o własnych siłach. Skorzystałam z tego i zaczęłam uciekać w stronę PuŸnik”.
W przeciwieństwie do napadu w 1943 r., kiedy we wsi stacjonował oddział AK, siły obrońców były dużo skromniejsze. W dodatku większoœć Polaków – członków Istriebitielnych Batalionów z Barysza i PuŸnik działajšcych pod komendš sowieckš, otrzymała rozkaz stawienia się w Buczaczu, co zupełnie osłabiło polski potencjał. Niektórzy mieszkańcy postanowili opuœcić wieœ. Kilkunastoletni Stanisław Baraniecki zapamiętał: „Wieczorem (…) w naszym domu odbyła się spokojna i długa rozmowa. Oprócz naszej rodziny uczestniczyli w niej brat mamy Stach Działoszyński i brat ojca Michał Baraniecki. Przeważała opinia, że banderowcy zaatakujš PuŸniki, a nasza samoobrona jest zbyt słaba, aby nas obronić. W końcu zdecydowano, że dla ratowania życia musimy opuœcić naszš ojcowiznę (…). Droga do Buczacza biegła przez Barysz. (…) W Baryszu byliœmy 3 dni po spaleniu i wymordowaniu jej mieszkańców z dzielnicy Mazury. (…) Z popiołów i resztek œcian sterczały kominy. Przed niektórymi zgliszczami domów leżały pokaleczone, jedynie w bieliŸnie, ludzkie ciała, dzieci i dorosłych. Wzdłuż drogi, po jej prawej stronie, płynęła rzeczka lub kanał. (…) Gdzieœ w połowie drogi na kanale była œluza pozwalajšca spiętrzać wodę. Na wystajšcym ostrzu œluzy wbite było brzuszkiem nagie ciało niemowlęcia. (…) Wiele wydarzeń tamtych lat czas wymazał z pamięci, ale obrazu tego niemowlęcia na œluzie do końca moich dni nie zapomnę”.Pojawienie się sowieckich wysokich urzędników z Koropca dawało pewnš nadzieję, że banderowcy tym razem nie odważš się uderzyć na wieœ. PuŸniczan wezwano do zdania broni, zapewniajšc, że nie będzie już potrzebna, bo władze biorš wszystkich Polaków pod ochronę. Sowieci dokonali spisu ludnoœci. Na zakończenie wszelkich czynnoœci formalnych wœród zapewnień o przyjaŸni i potędze Zwišzku Radzieckiego dowódca wystrzelił na wiwat trzy razy w powietrze. Mimo obaw, wielu mieszkańców zmęczonych codziennym nocowaniem w zamaskowanych schronach, zdecydowało się na spędzenie tej nocy w domach. Jak co wieczór rozstawiono straże, jednak tym razem okazały się niewystarczajšce. W nocy wieœ została otoczona przez banderowców. W momencie zmiany wart nastšpił atak z kilku stron jednoczeœnie. 18-letni wówczas Wiktor Dancewicz wspomina: „Powróciłem wtedy z warty z posterunku Zagajówka odległego około 200 metrów od skraju wsi. Miałem zamiar odpoczšć, usiadłem na łóżku i wtedy weszła moja mama, krzyczšc: »dzieci! pali się!«. Wyskoczyłem na podwórze i w tej chwili posypały się wystrzały (…) od strony starych okopów za naszymi ogrodami. Wystrzeliłem kilka razy ze swojego karabinu w tamtym kierunku i razem z rodzinš schroniliœmy się w schronie w budynku sšsiada u wdowy Rolowej. (…) W schronie było już pełno kobiet i dzieci oraz kilku starszych mężczyzn zdolnych do obrony (…). Na silny ogień banderowców odpowiedzieliœmy ogniem z naszych kilku karabinów. Nie chcšc zdradzać wejœcia do schronu, przeszliœmy z ojcem na drogę wiodšcš w kierunku Barysza. Tam natknęliœmy się na banderowców. Po krótkiej wymianie ognia ojciec kazał mi powrócić w rejon schronu, a sam próbował dostać się do lasu Gnilec”. W pobliżu tego miejsca ostrzeliwujšcemu się Janowi Dancewiczowi skończyła się amunicja. Nie majšc możliwoœci ucieczki, podłożył karabin pod siebie i nakrył się białš płachtš. „Kiedy napastnicy podeszli, jeden powiedział: »on jest zabity«, a drugi dodał : »dołóż mu na wszelki wypadek«. Padł strzał”. Pocisk przeszedł przez policzek i brodę. Banderowcy, będšc pewni, że nie żyje, poszli dalej. Jakimœ cudem rana nie była jednak œmiertelna.14-letni Antoni Jarzycki, którego matka i rodzeństwo schowali się w schronie sšsiada Władysława Jarzyckiego, odcięty przez zbliżajšcych się banderowców nie zdołał dołšczyć do reszty rodziny: „Pobiegłem dalej do wsi, do schronu Jędrzeja Łaciny. (…) Sam Jędrzej Łacina, lat 55, z sšsiadem Henrykiem Fedorowiczem, uwijali się wokół budynków, strzelajšc do napastników, powstrzymywali ich w ten sposób od podejœcia do zagrody. W czasie walki H. Fedorowicz otrzymał postrzał prosto w usta. Zginšł na miejscu. Jędrzej Łacina, po wystrzeleniu całej amunicji, schronił się w domu mieszkalnym. Wtedy banderowcy podpalili jego zabudowania gospodarcze. (…). Podczas ucieczki zauważyliœmy, jak na jednym podwórzu banderowcy kogoœ bijš, okładajšc dršgiem lub siekierš. (Jak się póŸniej okazało, ofiarš był Józef Kosiński »Jutaka«, którego zwłoki odnaleziono w tym właœnie miejscu). W tej sytuacji zawróciliœmy (…). Na dworze od płonšcych zabudowań było jasno jak w dzień. Kiedy zastukaliœmy do drzwi domu J. Łaciny, ten myœlał, że to banderowcy dobijajš się. Pozostał mu tylko jeden pocisk w karabinie, który trzymał »dla siebie«. Po chwili jednak, na szczęœcie, poznał nas i wpuœcił do œrodka. W mieszkaniu było kilkanaœcie osób, w tym kilku mężczyzn bardzo odważnych, ale bezsilnych, bo pozbawionych amunicji do swoich karabinów. Wszystkich ogarniał strach, gniew i bezradnoœć wobec uzbrojonych morderców”. Dla mieszkańców ostatnim punktem oporu był duży piętrowy gmach plebanii stojšcy przy koœciele w centrum wsi. Maria Kret, która wraz z matkš Annš z Jasińskich 12-letnim bratem Stanisławem, oraz osieroconymi – Marianem i Stasiem, synami zamordowanej w Zalesiu Władysławy Jasińskiej, tę noc spędzić mieli w domu Kamińskich. Zmasowany atak banderowców sprawił, że i oni postanowili przedzierać się w kierunku koœcioła. W panujšcym zamieszaniu, wœród strzałów, pogubili się. „Biegłam z małym Marianem Jasińskim przez duży ogród. Nad głowš œwiszczały mi kule, mały Marian zgubił w zaspie but. Dotarliœmy pod budynek plebanii. Chciałam wejœć do budynku, jednak drzwi były zabarykadowane. Przerażona stanęłam na ganku, nie wiedzšc, co robić. Usłyszałam dŸwięk tłuczonego szkła. Byłam pewna, że to banderowcy. Jednak to obrońcy przez rozbite okno na wysokim parterze budynku wcišgali szukajšcych schronienia mieszkańców. W ten sposób trafiłam na plebanię. Było tam już bardzo dużo ludzi. Szczęœliwie też moja mama, brat i mały Stasio Jasiński. Chłopcy z PuŸnik, wœród nich Franciszek Łapiak i Jan Wiœniewski, ostrzeliwali z okien pierwszego piętra podchodzšcych banderowców. Jedna z zakonnic, siostra Stefania, w fartuszku roznosiła obrońcom granaty. Ludzie wraz z księdzem Antonim Wawrzyńskim modlili się. Œpiewano pieœni”. Ukryta pod białš płachtš 16-letnia Józefa Szafrańska widziała, jak do głębokiego rowu, w którym schroniło się kilkadziesišt kobiet z dziećmi, wchodzš uzbrojeni bandyci: „Jeden z nich krzyknšł: »strelaj«. Drugi odpowiedział po ukraińsku: »Koły ne maju pul«. Ten pierwszy wrzasnšł : »to rubaj«. I zaczęło się. Widziałam, jak postacie ubrane w białe okrycia zeszły do rowu. Nastšpił straszliwy krzyk, proœby o darowanie życia. Napastnicy nie znali litoœci, ršbali siekierami i kłuli bagnetami. Jeden z nich stał na brzegu rowu i gdy ktoœ próbował uciekać, to do niego strzelał”. W tym czasie przerażona Honorata Dancewicz biegła przez wieœ z zamiarem dotarcia do plebanii. „Wokół było słychać krzyki i jęki rannych, mordowanych i konajšcych, rżenie koni i ryk bydła, skowyt psów oraz strzelaninę. Zamierzałam ukryć się na plebanii ,ale nie zdšżyłam. Na drodze stali już banderowcy. Obok była grota-kaplica, tam też pobiegłam, wcisnęłam się za figurę Matki Boskiej i przerażona cicho szeptałam: »Przenajœwiętsza Matko, ratuj mnie«”. Oblegana plebania odpierała ataki. Napór napastników zaczšł słabnšć.Józefa Szafrańska, której w rowie Borkowskich udało się pozostać niezauważonš przez napastników, z przerażeniem nasłuchiwała odgłosów masakry. „Po pewnym czasie, trudnym do okreœlenia, strzelanina ucichła, słyszałam tylko różne gwizdy i hasła: »kołyna wertuj !«. Po czym nastšpiła cisza. Słychać było tylko trzask palšcych się budynków, jęki rannych i umierajšcych ludzi. Banderowcy odstšpili”. Nad ranem mieszkańcy ostrożnie zaczęli wychodzić ze swych kryjówek, z nadziejš na odnalezienie swych krewnych. Rozalia Dancewicz, która razem z córkš schroniła się w lesie, pobiegła do domu, starajšc się odnaleŸć swojš matkę Józefę Hałuszczyńskš. „Widok tego, co zobaczyłam, był okropny. Zewszšd rozlegał się płacz (…). Zwłoki mojej matki znalazłam na drodze do domu, do którego nie zdšżyła dojœć. Została zastrzelona. Pod mostem widziała straszliwie skatowane ciało Kacpra Krzywonia. Nasz dom był całkowicie spalony, nie ocalała żadna sztuka bydła”.W „rowie Borkowskich”, miejscu największej rzezi, Józefa Szafrańska wraz matkš wœród okaleczonych zwłok odnalazły swych bliskich: „Nasz ojciec został zastrzelony, siostra Maria miała siekierš rozršbanš głowę, siostrze Władysławie odršbano jednš nogę, przebito nożem obie ręce i klatkę piersiowš, jeszcze żyła, prosiła o wodę. Nad ranem jednak zmarła z upływu krwi. Pod jej plecami leżał syn cioci Dominik, ocalał i żyje do dziœ. Ciocia Anna Jasińska z pięcioletniš córeczkš Mariš i trzyletnim synkiem Bronisławem zostali zakłuci bagnetami. Z dziewięciu osób z naszego domu pozostało nas tylko troje. (…) Widziałam Magdalenę Koliszczak ciężko rannš w głowę, konała, ale pytała z nadziejš, czy jej dziecko żyje? Niestety, jej syn Jaœ nie żył”. W godzinach południowych do wsi wkroczył dowodzony przez sowieckiego oficera oddział Istriebitielnego Batalionu w przewadze złożony z Polaków. Wœród nich był Michał Sobków z Koropca: „We wsi makabryczne widoki. (…) Na każdym kroku spotykamy ludzi z krwawišcymi ranami głowy zadanymi siekierami. Prosi nas o pomoc kilkuletni chłopiec Rudolf Łucki z wgniecionš czaszkš. Wyrwę w głowie ma zaklejonš chlebem. Jego matka i dwie siostry zostały zabite. Idšc dalej, natykamy się na zwłoki mężczyzny. Miejscowi ludzie rozpoznajš w nim Józefa Jasińskiego. Zadano mu ciosy sztyletami – jeden przy drugim. Trafiamy na zwłoki małego dziecka. Ludzie twierdzš, że to półtoraroczny Stasio Wiœniewski. Na widok noża wepchniętego w jego usta robi mi się słabo”. Sowiecki komendant mimo wskazań puŸniczan skierował poœcig w zupełnie innym kierunku. Coraz bardziej stawało się jasne, że wczeœniejsza wizyta sowieckich urzędników była jedynie kamuflażem, próbš uœpienia czujnoœci Polaków i zorientowania się w polskich siłach. Żołnierze z Istriebitielnego Batalionu wspominali, jak ich dowódcy cynicznie czekali z wyruszeniem z odsieczš zaatakowanym polskim osiedlom. „Ciała pomordowanych zbierał w różnych miejscach Aleksander Ługowski. Kładł na sanie i zwoził na cmentarz. Widziałam, jak wiózł zwłoki 65-letniej Franciszki Nowickiej. Obok niej leżało ciało 70-letniego Bronisława Dancewicza. To był starszy, wysoki, przystojny pan. Teraz jego ciało odarte z butów leżało na saniach. Jedna ze stóp wystawała spoza sań i cišgnęła się po œniegu. Większoœć pomordowanych to byli ludzie starsi, kobiety i dzieci. Pochowano ich szybko w naprędce zbitych skrzyniach lub owiniętych w przeœcieradła w dwóch dołach pozostałych po tym, jak we wsi stacjonowali Niemcy, którzy chyba przeznaczyli je dla swoich poległych, kiedy w okolicy na jakiœ czas zatrzymał się front. Baliœmy się, że banderowcy dokonajš kolejnego napadu”. (relacja Marii Kret)Tej nocy upowcy zamordowali ponad 100 osób. Według danych sowieckich napastnicy pod dowództwem Petro Chamczuka „Bystrego” spalili we wsi 172 domy mieszkalne i w bestialski sposób zamordowali 82 osoby cywilne. Liczba ta nie obejmuje osób, których ciał nie odnaleziono. Po kilku dniach czuwania w obwarowanej plebanii postanowiono opuœcić wieœ. Częœć mieszkańców udała się do Koropca. Najwięcej rodzin postanowiło ruszyć do Buczacza. Tam przez kilka miesięcy koczowali w ciężkich warunkach, zamieszkujšc domy pożydowskie. W połowie czerwca 1945 r. w dwóch transportach puŸniczanie na zawsze opuœcili swe rodzinne strony. Pierwszy transport rozładowano w Prudniku na OpolszczyŸnie, a mieszkańcy osiedlili się we wsi Niemysłowice. Jadšcy drugim transportem zamieszkali w Ratowicach koło Wrocławia. W ten sposób przestał istnieć tętnišcy życiem, zamieszkany przez blisko 1000 mieszkańców niegdysiejszy zaœcianek szlachecki – PuŸniki.Dziœ nieliczni z tych, którzy odważš się zmierzyć ze wspomnieniami, z trudem rozpoznajš miejsce swoich urodzin. Koœciół pod wezwaniem œw. Antoniego Padewskiego, który własnym staraniem mieszkańcy wznieœli w latach 80. XIX wieku, został rozebrany. Podobnie zniszczono budynki plebanii i szkoły. Pozostała jedynie kapliczka w kształcie groty z wizerunkiem Matki Boskiej. Nie ma też œladu po domach ocalałych z pogromu, choć stały jeszcze kilka lat po wojnie. Przy niektórych dawnych posesjach, wœród gęstej trawy napotkać można doły będšce niegdyœ studniami.Przy dawnej drodze wiodšcej do Barysza ocalał krzyż, a w niedużej odległoœci od niego pozostałoœć niewielkiej kamiennej kapliczki, na której z trudem można odczytać wyryty napis: Fundatorowie F. A. Dancewicz 11 Maja 1827. Las zupełnie wchłonšł też stary cmentarz i tylko gdzieniegdzie spoœród gęstwiny wystajš kamienne nagrobki ze staropolskimi nazwiskami: Poterałowicz, Zaleska, Krzesińska, Duzinkiewicz, Drzymuchowski, Karpiński, Jedliński, Koryzna, Głębocki… Wœród drewnianych krzyży gdzieœ sš i te, które postawiono na mogiłach pomordowanych. Tuż obok podziurawionego pociskami nagrobka ks. Karola Zoellera, którego staraniom wieœ zawdzięczała ustanowienie w 1905 r. samodzielnej parafii, kilka lat temu rodzina Jasińskich postawiła krzyż ze stalowych belek stropowych. Umieszczono na nim metalowš tabliczkę z napisem w języku ukraińskim: „Ten krzyż wzniesiono na cmentarzu wsi PuŸniki Polakom, którzy tu spoczywajš”. Nazwę wsi wymazano z atlasów. Można jš jeszcze czasem napotkać w antykwariacie, na samym skraju starej mapy, jak w wierszu Zbigniewa Herberta… W artykule wykorzystano relacje byłych mieszkańców PuŸnik: Danuty Borkowskiej-Ławryszczak, Józefy Szafrańskiej-Pacholik, Honoraty Dancewicz, Marii Kret-Dancewicz, Rozalii Hałuszczyńskiej-Dancewicz, Stanisławy Jarzyckiej-Szablowskiej, Mieczysława Koryzny, Stefana Dancewicza, Stanisława Dancewicza, Stefana Działoszyńskiego, Michała Baranieckiego, Jana Łaciny, Stanisława Sucheckiego, opublikowane na łamach pisma „Na Rubieży” oraz w pracy Władysława Kubowa „Terroryzm na Podolu Zachodnim”, Warszawa 2008, a także z prywatnych zbiorów autora.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL