Polityka
Rozłam w PiS jest przesądzony
Bycie w Sejmie odmóżdża – mówi odchodzący z polityki Tomasz Dudziński, były poseł PiS i PJN
To co, całkiem się panu znudziło?
Tomasz Dudziński, były poseł PiS i PJN: Odchodzę nie tylko z Sejmu po przegranej PJN, ale postanowiłem też w ogóle odejść z polityki. I czuję wielką ulgę.
Polityka brudzi bardzo czy tylko trochę?
Na pewno bardzo wciąga. Dla niektórych jest narkotykiem. Dla wielu polityczny cel, który sobie stawiają, jest wszystkim. W sposób bezwzględny, bez patrzenia na przyjaźnie, wcześniejsze zobowiązania dążą do jego realizacji.
W PiS były w ogóle jakieś przyjaźnie?
Gdy spotykam kogoś z PiS, nie przechodzę na drugą stronę ulicy. I ten ktoś też nie. Choć i od tej reguły są wyjątki. Takie jak zachowanie Marka Suskiego podczas ostatniego posiedzenia Komisji Finansów Publicznych.
Co zrobił?
Gdy powiedziałem na odchodne do posłów z Prawa i Sprawiedliwości: życzę wam wszystkiego dobrego, zareagował alergicznie. Nie pamiętam dokładnie słów, ale były, mówiąc delikatnie, mało sympatyczne. Wkurzające. Zarzucił mi fałsz.
Z tego, co widzę w dzisiejszej polityce, to raczej mamy do czynienia nie z przyjaźniami, tylko z mordami politycznymi. I to od prawa do lewa.
Tak. I patrząc wstecz, widzę, że osoby, które się przyjaźniły, nagle potrafią się obrócić o 180 stopni. To się zdarzało także w mojej ostatniej partii, czyli Polska Jest Najważniejsza. Tak było z Joanną Kluzik-Rostkowską. Była bardzo zaprzyjaźniona z Pawłem Kowalem, Pawłem Poncyljuszem, i to ona wiele osób z PiS wyprowadziła. A potem zarzekała się, że kapitan schodzi ze statku ostatni.
I że jeśli wystartuje, to tylko z list PJN.
I?
Tym swoim ruchem – opuszczeniem po kilku miesiącach partii, którą tworzyła – uniemożliwiła dostanie się do Sejmu ludziom, którzy podążyli za nią.
O czym to świadczy?
Że są osoby, które nie mają żadnych sentymentów. Żadnych zahamowań moralnych. Patrzą tylko na swój prywatny interes związany z trwaniem w polityce.
Czyli Joanna Kluzik-Rostkowska jest dla pana wzorcem politycznej nielojalności?
Właśnie niedawno obejrzałem wideo z wieczoru wyborczego, po głosowaniu prezydenckim. Pamiętając przy tym różne zdarzenia z samej kampanii, w których uczestniczyłem. I uważam, że dla ludzi, którzy nie są politykami, wolta, którą zrobiła Joanna Kluzik-Rostkowska, jest dowodem na to, że w polityce nie ma żadnych zasad.
W jakim sensie?
Że można kłamać do woli, a jest to nagradzane wejściem do Sejmu. Chyba tylko w polityce możliwe są takie akty nielojalności nieskutkujące wykluczeniem. Gdyby ktoś w biznesie zachował się tak jak Joanna Kluzik-Rostkowska, to nie miałby w nim czego szukać.
Dlaczego właściwie odchodzi pan z polityki, mając 36 lat, i to na amen? Przecież poświęcił pan, być może najlepsze, dziesięć lat swojego życia.
Właśnie dlatego żałuję, że nie odszedłem trzy lata temu, gdy przestało mi się to podobać. Nie potrafię sobie wyobrazić, że jestem kolejną kadencję w Sejmie. Nawet gdyby PJN do Sejmu się dostało. Miałem zamiar zrezygnować z mandatu i zająć się czymś innym. Bo mam wrażenie, że bycie w Sejmie odmóżdża.















