Rozmowa "Rz"
Zostawmy IV RP, rozmawiajmy o przyszłości
Najważniejsze jest stworzenie nowej fali polskiego kapitalizmu – mówi "Rzeczpospolitej" prezes PiS
Dlaczego zdecydował się pan wystartować w wyborach prezydenckich?
Jarosław Kaczyński, kandydat PiS na prezydenta: Uważam, że po tragedii smoleńskiej w polskim społeczeństwie odbudowało się poczucie wspólnoty. To powinno dać impuls nowej jakości polskiej polityki. Trzeba wykorzystać tę niepowtarzalną szansę. Przeciąć węzły gordyjskie, które blokują rozwój Polski, abyśmy mogli szybko pójść do przodu.
O jakich węzłach gordyjskich pan mówi?
O sprawach, których od lat nie udawało się rozwiązać: o budowie autostrad i dróg ekspresowych, rozwoju cywilizacyjnym wsi, wspomaganiu budownictwa, zmniejszeniu społecznej sfery niedostatku, odblokowaniu przedsiębiorczości i wreszcie o najważniejszym problemie – wspólnym działaniu sił politycznych i organizacji społecznych, aby przeprowadzić kompleksową reformę służby zdrowia.
W tych wszystkich dziedzinach dotąd nie udawało się przeprowadzić efektywnych zmian, które zdecydowanie poprawiałyby sytuację. Był natomiast spór, starcia różnych racji, a w efekcie niemożność wyjścia z klinczu. Są jednak takie momenty w historii, kiedy można załatwić różne sprawy, wydawałoby się – nie do załatwienia. Tak było np. po 1989 roku. I w podobnym momencie jesteśmy dzisiaj.
W jaki sposób te spory mogłyby zostać przecięte? Jest pan gotów wspomóc Platformę Obywatelską w reformowaniu państwa?
Obydwie strony chcą reformować państwo. Musimy tylko wypracować mądry kompromis.
Ale w tej chwili rządzi Platforma Obywatelska i to jej pomysły są wdrażane.
Można szukać wspólnych rozwiązań i – jeżeli zostaną przyjęte – dawać polityczną gwarancję, że zostaną zrealizowane. Byłoby to pozytywne wykorzystanie tej energii, tego dobra, które się ujawniło w naszym społeczeństwie. Warto pamiętać, że przed nami dziesięciolecie bardzo ważne dla Polski. Powinno się w nim ziścić społeczne marzenie, żeby standard życia w naszym kraju jak najbardziej zbliżył się do poziomu życia w krajach starej Unii.
Kilka lat temu wierzyłem, że nadszedł taki moment ważnych zmian. Okazało się to dużo bardziej skomplikowane.
Mówi pan o niedoszłej koalicji PO – PiS?
Kiedyś tak się to zapowiadało. W pewnym momencie byłem nawet przekonany, że to marzenie się ziści. Ale nie chcę wracać do dawnych sporów. Teraz jestem kandydatem na prezydenta, którego już poparły prawie 2 miliony obywateli, bo tyle podpisów ostatecznie zebraliśmy. Zależy mi na Polsce. Moje hasło: "Polska jest najważniejsza", naprawdę płynie z serca.
Czy to jest pana pomysł na ewentualną prezydenturę?
Tak. Chciałbym postawić na nowo sprawy, o których przed chwilą mówiłem. I chciałbym, abyśmy podeszli do nich merytorycznie, bez myślenia o partyjnych interesach. Weźmy służbę zdrowia: musimy uczciwie sobie powiedzieć, ile mamy na nią pieniędzy, a ile możemy mieć w następnych latach. Trzeba wziąć pod uwagę, jak opieka zdrowotna wygląda na świecie, czy dominuje publiczna czy prywatna służba zdrowia. To powinno być podstawą budowy programu reform popieranego przez wszystkich.
Przez ostatnie dwa miesiące praktycznie codziennie mam okazję przyglądać się z bliska, jak funkcjonuje publiczny szpital. Jestem pełen ogromnego szacunku i podziwu dla tych, którzy tam pracują. Na jednej sali leżą obok siebie ludzie znani, zamożni i tacy, którym gorzej się powiodło. To właśnie największa zaleta publicznej służby zdrowia, że nie dzieli pacjentów na biednych i bogatych. Jedni i drudzy są leczeni z jednakową fachowością i ofiarnością. Ciężka praca pielęgniarek i lekarzy musi być doceniona przez państwo także w sposób materialny.
Zakłada pan, że w przypadku pańskiej wygranej w wyborach możliwe byłoby ponadpartyjne porozumienie na rzecz ważnych reform?
Na pewno trzeba podjąć taką rozmowę. Niezależnie, kto wygra, te problemy same nie znikną. A ich rozwiązanie wzmocni państwo. Ten, kto wygra wybory, będzie miał społeczny mandat do zainicjowania reform.















