REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Raporty » Lustracja

Lustracja

Jak lustrowano prezydenta Wałęsę

Piotr Gontarczyk, Sławomir Cenckiewicz 18-06-2008, ostatnia aktualizacja 18-06-2008 18:19

Funkcjonariusze SB zanotowali, że TW „Bolek” przekazywał szereg cennych informacji, na podstawie których „założono kilka spraw”. A także, że za to otrzymał 13 100 zł wynagrodzenia – piszą historycy

W1996 roku ówczesny minister spraw wewnętrznych w rządzie SLD – PSL Zbigniew Siemiątkowski – za zgodą prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego – zbadał opieczętowane pakiety, w których miały się znajdować dokumenty dotyczące przeszłości Lecha Wałęsy. Stwierdzono braki w dokumentacji wypożyczanej przez Wałęsę w czasach, gdy był prezydentem.

W tej sytuacji szef UOP płk Andrzej Kapkowski pisemnie zwrócił się do Lecha Wałęsy o zwrot brakujących akt. Gdy nie dostał odpowiedzi, powiadomił organy ścigania.

Umorzone postępowanie

29 listopada 1996 roku rzecznik prasowy UOP wydał oficjalny komunikat: „Urząd Ochrony Państwa poinformował Prokuraturę Wojewódzką w Warszawie, że pozostające w dyspozycji prezydenta Lecha Wałęsy tajne dokumenty Urzędu Ochrony Państwa i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nie zostały przez niego zwrócone w całości po zakończeniu urzędowania do wyżej wymienionych instytucji”.

Informacje o śledztwie przedostały się do mediów. Były prezydent publicznie przyznał, że pismo od Kapkowskiego dostał, ale nie odpowiedział. – Uważałem to za śmieszne i w ogóle na ten temat nie dyskutowałem – stwierdził. Kiedy w mediach zaczęły pojawiać się sugestie, że były prezydent zabrał dokumenty na swój temat, Wałęsa nazwał całą sprawę „polityczną prowokacją zdominowanego przez SLD nowego kierownictwa MSW i UOP”.

Podczas procesu lustracyjnego sędziowie nawet nie zapytali Lecha Wałęsy, gdzie podziały się dokumenty „Bolka” i jaką rolę w sprawie odegrał sam prezydent

Śledztwo w sprawie zaginionych akt (sygnatura V Ds. 177/96) prowadziła prokurator Małgorzata Nowak i trwało ono ponad dwa lata. Sprawa nie była prosta ze względu na liczne przeszkody stawiane przez UOP. Przede wszystkim narzucanie rozwiązań przez kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości już za czasów rządów AWS.

Początkowo prokurator Nowak miała ręce związane wąskim zakresem zwolnień z tajemnicy państwowej dla przesłuchiwanych przez nią świadków. Mogła przesłuchiwać w sprawie obiegu zaginionych dokumentów, natomiast nie wolno jej było pytać o ich treść, co oznaczało całkowite zablokowanie jakichkolwiek poważnych działań.

Dopiero po długotrwałych przepychankach, interwencjach ministra sprawiedliwości Leszka Kubickiego i premiera Włodzimierza Cimoszewicza udało się wspomniane zwolnienia z tajemnicy znacząco rozszerzyć. Prokurator mogła pytać o wszystko z wyjątkiem spraw dotyczących tajnych współpracowników SB. Był to więc swego rodzaju lex specialis, bowiem w całej sprawie przewijał się tylko jeden były agent: TW „Bolek”.

W czasie śledztwa przesłuchano wszystkich głównych uczestników i świadków wydarzeń, począwszy od Krzysztofa Bollina i Adama Hodysza, którzy przesłali w 1992 roku dokumenty TW ps. Bolek do Warszawy, przez Antoniego Macierewicza, Piotra Naimskiego, pracowników Wydziału Studiów Gabinetu Szefa MSW, którzy przeprowadzali czynności związane z lustracją w 1992 roku, Andrzeja Milczanowskiego, Jerzego Koniecznego, Gromosława Czempińskiego, Wiktora Fonfarę i Konstantego Miodowicza, skończywszy na funkcjonariuszach otwierających w 1996 roku paczki z dokumentami zwróconymi przez Wałęsę.

Oprócz zeznań tych osób prokurator Małgorzata Nowak dysponowała wszystkimi najważniejszymi dokumentami dotyczącymi losów „zaginionych” archiwaliów. Wyłaniający się ze śledztwa obraz funkcjonowania grupy najwyższych urzędników państwowych z Lechem Wałęsą i Andrzejem Milczanowskim na czele nie mieścił się w żadnych standardach cywilizowanego państwa prawa. Ale sami podejrzani zupełnie inaczej oceniali problem w czasie śledztwa. Andrzej Milczanowski zeznał na przykład, że zachowanie byłego prezydenta było zgodne z prawem: „uważam, że brak jest podstaw do przyjęcia, że pan prezydent Lech Wałęsa w jakikolwiek nielegalny sposób postąpił z jakimikolwiek tajnymi dokumentami”.

Jednak opinia prokuratury znacznie różniła się od opinii byłego szefa MSW, toteż już na początku śledztwa jemu, Jerzemu Koniecznemu i Gromosławowi Czempińskiemu postawiono zarzuty „utraty materiałów stanowiących tajemnicę ze względu na bezpieczeństwo Rzeczypospolitej Polskiej”.

Poprzednia
1 2 3 4 5 6
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Miller chce zakończyć lustrację

SLD proponuje likwidację Instytutu Pamięci Narodowej i zniesienie oświadczeń o współpracy ze służbami PRL >>