Wybory prezydenckie 2010
Kaczyński kontra Komorowski
52 proc. Polaków za zwycięzcę uznaje kandydata PO. Dla 28 proc. jest nim kandydat PiS. 15 proc. mówi: remis
Między Jarosławem Kaczyńskim a Bronisławem Komorowskim doszło do pierwszego bezpośredniego starcia przed drugą turą wyborów. Obaj kandydaci na prezydenta spotkali się na pierwszej z dwóch planowanych debat telewizyjnych. Przez godzinę odpowiedzieli na dziewięć pytań dotyczących polityki społecznej, gospodarki oraz polityki zagranicznej.
– Sensacji nie było. Debata nie porwała, ale w kilku momentach było ciekawie – ocenia dr Anna Materska-Sosnowska, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Jej zdaniem podstawową wadą debaty była ustalona wcześniej przez sztaby sztywna formuła, która uniemożliwiała kandydatom dyskusję i polemiki, co byłoby najbardziej interesujące dla widzów.
Debata rzeczywiście przebiegała spokojnie. Kaczyński prezentował się jako zwolennik zrównoważonego rozwoju, a Komorowski podkreślał, że Polska jest jedna, nie dzieli się na Polskę A, B i C.
Obaj uznali, że w tej chwili nie ma potrzeby uchwalania ustawy legalizującej związki partnerskie. Unikali też jednoznacznych deklaracji dotyczących metody in vitro, choć Komorowski był raczej za, a Kaczyński – przeciw.
Odpowiadając na pytania o gospodarkę, chwalili się sukcesami swoich rządów. Komorowski podkreślał, że to dzięki działaniom gabinetu PO Polsce udało się uniknąć kryzysu. Kaczyński zaznaczał natomiast, że było to możliwe dzięki obniżkom podatków, jakie wprowadził rząd PiS.
– Uderzyła mnie ilość obietnic złożonych wielu grupom społecznym, zwłaszcza przez Jarosława Kaczyńskiego. Na tym tle Bronisław Komorowski wypadł bardziej umiarkowanie – uważa Janusz Jankowiak, ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
– Zabrakło odniesienia się do kwestii dużego wzrostu zadłużenia publicznego – zwraca z kolei uwagę prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. – Już pojawiają się zapowiedzi, że ocena wiarygodności Polski może zostać obniżona, inwestorzy mogą już wkrótce nas z tego rozliczać, jednak kandydaci do tego się nie odnieśli.
Ekonomistę zdziwiła tak emocjonalna dyskusja na temat podziału Polski na części A i B.
– To stwierdzenie stanu faktycznego, również w innych krajach od dawna walczy się z podziałami regionalnymi. Także zajęcie się kwestią kontynuacji reformy emerytalnej było bardzo powierzchowne i niewiele wnoszące – twierdzi prof. Gomułka.
Prawdziwe emocje pojawiły się jednak dopiero pod sam koniec debaty. W części poświęconej polityce zagranicznej kandydat PO stanowczo zaprotestował, gdy jego konkurent z PiS oświadczył, że o problemach Polaków na Białorusi powinno się rozmawiać z Rosją. – To jest niebywały pomysł, by z Moskwą rozmawiać o Białorusi – oburzał się Komorowski. Zapewnił, że on tego nie zrobi. Zadeklarował się też jako przeciwnik polityki „wymachiwania szabelką”.
– Nie można mylić poklepywania po plecach z budowaniem rzeczywistego znaczenia – ripostował kandydat PiS.
Na koniec debaty Komorowski zaatakował Kaczyńskiego za to, że jako premier chciał zrezygnować z unijnych dopłat dla rolników, a te pieniądze przeznaczyć na stworzenie wspólnej europejskiej armii. Kaczyński protestował, że to kłamstwo.
Kto zwyciężył w debacie? – Ja jestem bardzo zadowolony – mówił Bronisław Komorowski. – Nic mnie nie zaskoczyło, no może poza wypowiedzią Jarosława Kaczyńskiego o Białorusi.
Szef PiS też uważa się za zwycięzcę debaty. – Wygrałem, choć nie uważam jej za przełom – powiedział.
Podobnie jak liderzy debatę oceniają politycy ich partii. – Był bardziej ofensywny, nie zaliczył żadnej wpadki i przemawiał do ludzi zrozumiałym językiem – mówi „Rz” o Bronisławie Komorowskim poseł PO Robert Tyszkiewicz.
– Prezes chciał rozmawiać o prawdziwych problemach Polaków, Komorowski potrafił jedynie przeszkadzać – podsumowuje europoseł PiS Tadeusz Cymański.














