Rozmowa "Rz"
Chcemy poznać całą prawdę
Będziemy patrzeć śledczym na ręce - zapowiada wdowa po Januszu Kurtyce, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem
W niedzielę powstało stowarzyszenie „Katyń 2010". Kto się w nim znalazł?
Zuzanna Kurtyka: Jest to stowarzyszenie rodzin ofiar tragedii smoleńskiej. Chcemy, by znaleźli się w nim wszyscy bliscy osób, które w niej zginęły. Na razie jest grupa założycielska składająca się m. in. z pani Kochanowskiej, pana Melaka, rodziny pani Łojek oraz rodziny pana Merty. Mamy jednak nadzieję, że do stowarzyszenia będą przystępować kolejne rodziny. Przyjęliśmy już statut. Wkrótce zacznie też działać strona internetowa stowarzyszenia.
Po co taka inicjatywa?
Nasze cele są bardzo szerokie. Chcemy dbać o pamięć ofiar tej narodowej tragedii. Stworzymy też możliwości wspierania się wzajemnie rodzin ofiar. Ale teraz chcemy przede wszystkim zrobić wszystko co tylko możliwe, by wyjaśnić okoliczności katastrofy.
Ale przecież jest prowadzone oficjalne śledztwo. I to zarówno polskie, jak i rosyjskie. Co więcej może zrobić wasze stowarzyszenie?
Całkiem sporo. Każdy z nas ma status osoby pokrzywdzonej w tej sprawie. Jako takie mamy prawo dostępu do akt śledztwa. Możemy domagać się dostępu do zgromadzonych dowodów, występować o przesłuchanie dodatkowych świadków oraz powołanie biegłych. Będziemy też patrzeć śledczym na ręce. Zwracać uwagę, czy robią wszystko, by przyczyny tej katastrofy wyjaśnić. Wystosowaliśmy już list do pana premiera Tuska oraz do Wojskowej Prokuratury w Warszawie. Domagamy się w nim podjęcia niezwłocznie działań mających na celu zwrot szczątków samolotu Tu-154. To była polska maszyna, do tego jest to ważny dowód w tym śledztwie. Powinien znajdować się w Polsce.
Nie macie w tej sprawie zaufania do polskich śledczych? Do władz, które ręczą za przebieg tego śledztwa?
Niewiele zrobiono byśmy takie zaufanie mogli mieć. Polskie śledztwo w tej sprawie jest właściwie żadne. Tak naprawdę prowadzi je tylko strona rosyjska. Polska strona dostaje wyłącznie to, co Rosjanie zechcą nam przekazać. Olbrzymim błędem było zostawienie śledztwa jedynie Rosjanom. Polski rząd powinien od początku domagać się by było ono wspólne albo chociaż prowadzone przy szerokim udziale strony polskiej. Niestety, tak się nie stało.
Strona polska jest jednak oficjalnie zadowolona ze współpracy z Rosjanami.
A co innego ma powiedzieć? Że zupełnie nie ma dostępu do dowodów. Że nasi specjaliści w ogóle nie zostali dopuszczeni do miejsca katastrofy. Przecież już klika tygodni temu do Smoleńska mieli wyjechać polscy archeolodzy, by zbadać teren. Do tej pory nikt nie wyjechał. Chcieliśmy, by jechał m. in. mój syn, który jest studentem archeologii. Wielokrotnie zwracałam się do rządu w tej sprawie. Niestety nie dostałam żadnej odpowiedzi. Wszystko wskazuje na to, że w tym śledztwie nie istnieje coś takiego jak polska racja stanu.
Dlaczego?
Wygląda na to, że Rosjanie już kilka dni po katastrofie wiedzieli, jaki będzie finał śledztwa. Będą się starali udowodnić, że wina jest tylko po stronie polskiej. Oczywiście zaniedbanie ze strony polskiej na pewno były. Są one zresztą bardzo uwypuklane przez Rosjan. Najłatwiej na przykład zrzucić winę na pilotów, którzy nie żyją i nie mogą się bronić. Pytanie tylko, co z błędami i zaniedbaniami po stronie rosyjskiej? Czy ktoś w ogóle spróbuje je wyjaśnić?
A co państwo możecie zrobić w tej sprawie?
Będziemy uruchamiać wszelkie możliwe kontakty. Również w Rosji. Spróbujemy też działać przez różne organizacje międzynarodowe.
Wierzy pani, że wszystkie okoliczności katastrofy zostaną kiedyś wyjaśnione?
Obawiam się, że będzie to bardzo trudne. Zaniedbania popełnione na początku śledztwa były na tyle duże, że być może już nigdy nie poznamy całej prawdy. Na pewno będzie to kosztowało nas i następne pokolenia bardzo dużo, by spróbować do niej dotrzeć.
Czy w takim razie próby podejmowane przez was nie są z góry skazane na porażkę? Po co marnować czas i energię?














