Rozmowa "Rz"
Czasem trzeba się wdać
- Wyłączyli mnie z pewnego obiegu - mówi Leszek Długosz, poeta, pieśniarz i kompozytor pytany o swoje polityczne wybory
Rz: Jeśli znany artysta, taki jak Pan, dokonuje niepoprawnych politycznie wyborów, czyli popiera PiS, nie szkodzi mu to w karierze?
Leszek Długosz: Szkodzi. Co nie znaczy, że to mi przeszkadza.
Koledzy artyści patrzą z niedowierzaniem?
Niektórzy. Wyłączyli mnie z pewnego obiegu. Mam nawet odpowiednie pisma z pieczątkami "Piwnicy pod Baranami". Na jednym pieczęć prostokątna, na drugim okrągła, ozdobna.
To ciekawe. A co w nich napisano?
Że nie reprezentuję "środowiska piwnicznego". Stara historia. Dawno przestałem się tym zajmować i staram się nawet traktować te pisma jak żart.
Kiedy te pisma powstały?
Podczas kampanii wyborczej do parlamentu w 2007 roku, gdy kandydowałem do Senatu z listy PiS. Dotarły do biura tej partii. Ale tez oficjalnie przesłano je do mediów, do różnych redakcji… Sprawa jest więc oficjalnie "uregulowana".
Jest Pan za mało "postępowy" jak dla sporej części artystycznego środowiska?
Tak by to niektórzy podsumowali.
A czy koledzy, z którymi Pan pracował i pewnie biesiadował, nie podają ręki albo?...
Albo na mój widok, przechodzą na drugą stronę ulicy ?.. - Są tacy, co przechodzą. Choć w Krakowie niewielkie uliczki. Straciłem sporo adresów, gdzie byłem zapraszany, chętnie widziany. Zostałem też "wycięty" z części mediów. Nie mówi , nie pisze się o moich publikacjach. W ogóle o jakiejś artystycznej mojej obecności. To się w konsekwencji przekłada także na kieszeń. Ale bardziej dotyka, jeśli spędziło się z kimś wiele lat na wspólnej tratwie (tak to ujmijmy), a teraz ów ktoś czmycha, odwraca się na nasz widok.
???
Jak na przykład Krystyna Zachwatowicz… Kiedyś spod Baranów, wieloletnia koleżanka. Trzeba to pozostawić bez komentarza. Nie wpadam w lament.
Nie zagląda Pan jednak "Pod Barany"?
Piwnica, z którą tyle lat byłem związany, przestała być moim miejscem. To przeszłość.
Wśród artystów, naukowców i dziennikarzy dominują jednak zwykle poglądy liberalne czy wręcz lewicowe. Nie jest więc Pan chyba zaskoczony, że części środowiska się Pan naraził?
Nie jestem zaskoczony i nie zamierzam biadolić. Czuję się człowiekiem o określonych właściwościach. Nie jestem z tych, którzy wolą „neutralnie” ustawiać się z boku. - Tak by nie ucierpiała ich sztuka. Czyli, by nie ucierpiało raczej wiadomo co. Interesy. O moich wyborach i o moim wizerunku, ja sam decyduję. I to świadomie.
Warto więc się angażować politycznie?
Czasem warto się w coś wdać, by pozostać sobą. By zostać wiernym systemowi wartości, jaki się ceni i chce się chronić. A nie, biegać od komitetu do komitetu, nadsłuchując, który raczej ma szanse na prowadzenie?... Jestem inaczej skonstruowany.
Kiedy kampania wyborcza mija, kontakty ze środowiskiem wracają do normy?
Niezupełnie. Różnice polityczne przenoszą się na wzajemne kontakty. Tak, jakbyśmy nie mogli prezentować różnych opinii?
Ma Pan chyba także sojuszników?
Mam. I wsparcie fantastycznej publiczności na koncertach. Przyjazne gesty przechodniów w Krakowie, serdeczne maile słane ze świata i z bliskich „ zaułków”. - Sygnały poparcia i łączności ze mną. I tej wzajemnej między ludźmi. To jeden poziom pozytywów. Są i te inne przyjemności. Płynące z "oczyszczenia". Z pozbycia się złudzeń co do niektórych układów, miejsc, prawdziwości związków, jakości osób. - „Takie jest życie panie Hertzowicz, nie?” Lubię ten cytat, w takich sytuacjach zwłaszcza.
Czemu ostracyzm części środowiska artystycznego czy naukowego wywołuje tylko poparcie PiS, a nie - Platformy?
To dowodzi, jaki jest głęboko umieszczony właściwy powód napięć. Chodzi o meritum , o fundament… Gdybym popierał jakiekolwiek inne ugrupowanie - SLD ( MHD. RPK czy MPK ) potraktowano by to co najwyżej jako osobliwość. Byłbym oryginałem. Nie wolno się jednak "sPiS-ić". Za taką niesubordynację, za taką „ deklasację” należy się kara.
Dlaczego to ugrupowanie budzi takie emocje?















