REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kraj » Wiadomości

Pożegnanie ofiar katastrofy

Po winie żegnali Walentynowicz

Piotr Kubiak, Mariusz Goss 23-04-2010, ostatnia aktualizacja 23-04-2010 02:53
Jerzy Smoliński
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Jerzy Smoliński

Współpracownicy marszałka Sejmu mieli kłopoty z utrzymaniem równowagi przed grobem Anny Walentynowicz – pisze Portal Pomorza

– To nieprawda – opowiadają zgodnie Jerzy Smoliński i Waldemar Strzałkowski. Pierwszy jest rzecznikiem, a drugi doradcą marszałka Bronisława Komorowskiego.

Według Portalu Pomorza do incydentu doszło w środę 2,5 godziny po pogrzebie legendarnej działaczki „Solidarności”, gdy na Cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu było już prawie pusto. Ok. godz. 18.30 w czasie zakopywania grobu podjechał samochód, z którego wysiedli Strzałkowski i Smoliński. „Chwiejnym krokiem zanieśli wieniec od Bronisława Komorowskiego” – napisał dziennikarz. – „A od Pana Doradcy Marszałka, który złożył wieniec i bełkotliwym głosem rozmawiał z reporterem po prostu – cuchnęło alkoholem...”

Janusz Wikowski, redaktor naczelny Portalu Pomorza, mówi „Rz”: – Nie było wątpliwości, by to publikować, bo byłem świadkiem zdarzenia, do którego doszło w publicznym miejscu. Postanowiliśmy opublikować materiał w imię prawdy, o którą walczyła pani Walentynowicz.

Urzędnicy tłumaczą: – Nie było żadnej oficjalnej delegacji. Wieniec miał złożyć pan marszałek, ale nie zdążył na pogrzeb ze względu na przedłużające się spotkania w Gdańsku – twierdzi w rozmowie z „Rz” Smoliński.

Według rzecznika przyjechali na cmentarz w drodze na lotnisko, bo nie chcieli zabierać wieńca do Warszawy. Wracali ze spotkania u abp. Sławoja Leszka Głódzia. – Do obiadu podano wino, ale sformułowanie „cuchnęło alkoholem” jest niegrzeczne i nieprawdziwe – twierdzi Smoliński. A Strzałkowski precyzuje: – Wypiliśmy tylko po jednej lampce.

Doradca przyznaje, że niepewnie stąpał, wchodząc stromym podejściem w miejsce, gdzie znajduje się grób. – Jednak o chwiejnym kroku nie może być mowy – kwituje Strzałkowski. – Znałem panią Walentynowicz i zawsze odnosiłem się do niej z atencją, dlatego takie stwierdzenia są dla mnie obraźliwe.

Syn Anny Walentynowicz Janusz jest zszokowany. Incydentu nie widział: – Mogę tylko wyrazić ubolewanie, a wnioski powinien wyciągnąć pan Komorowski.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Telewizje kuszą internautów

Stacje mogą odnieść dziś sukces tylko we współpracy z Internetem. Tam ich programy ogląda już 15 proc. użytkowników >>