REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Ludzie

Ludzie

Nie godził się na nikczemnienie świata

Teresa Bochwic 09-06-2008, ostatnia aktualizacja 11-06-2008 13:05
Piotr Skórzyński 1952-2008
źródło: Rzeczpospolita
Piotr Skórzyński 1952-2008

To jeden z tych losów, które zostały zniszczone przez PRL. Piotr Skórzyński, człowiek poważnie traktujący swoje zobowiązania, jak mówił, to tylko prawdę, żeby nie wiem ile go kosztowała. Jak kochał, to do śmierci.

Poznałam go na spektaklu teatralnym w latach 60. Chudy nastolatek z ogromną czupryną nad wiek poważny. Już drukował w czasopismach recenzje i eseje, choć nauczyciele prześladowali go za ortografię. Wiersze, pejzaże pamięci, w podziemiu książka „Kiedy będziesz ptakiem”. Swoje zwady z Bogiem już w III RP opisał w tomie esejów „Na obraz i podobieństwo”.

Określał się jako libertarianin. Kochał Polskę i już w szkole związał się z kiełkującą opozycją. Nigdy w PRL nie dostał na dłużej stałej pracy. Nie wchodził w żadne układy. Działalność w Regionie Mazowsze „Solidarności” doprowadziła go 13 grudnia 1981 r. do więzienia w Białołęce. Siedział do maja 1982 r. Współpracował potem z podziemnym radiem „Solidarność” i pisał, pisał, pisał. Wtedy też związał się z rzeźbiarką Joanną Waliszewską, której pomógł wychować córkę.

Od 1989 roku szukał dla siebie miejsca tam, gdzie mógł ostrzegać przed nierozliczeniem PRL, przed relatywizmem i moralnym upadkiem Europy, która wzięła rozbrat z tradycją i dekalogiem. Tam, gdzie mógł pisać prawdę. W tygodniku „Solidarność”, „Nowym Świecie”, „Głosie”, „Arkanach”, „Gazecie Polskiej”, czasem w „Rzeczpospolitej”. Słowem tam, gdzie trudno było się dorobić czegoś prócz odcisków. Jego artykuły i eseje ułożyłyby się w stos przemyśleń, analiz i diagnoz podbudowanych imponującą erudycją. Zadawał najprostsze i najważniejsze pytania: być albo nie być, jak być.

PRL o nim nie zapominał. Maleńkie mieszkanko na Żoliborzu podpalił były esbek zlekceważony przez alarmowaną wielokrotnie policję. Uciekli z żoną na wieś. Gdy wrócili parę lat temu, Piotrowi już nie szło. Poseł, którego został asystentem, nie dostał się do Sejmu.

Sam Piotr stawiał wysokie wymagania. W telewizji nie wystąpi z tym, na łamach nie będzie pisał z tamtym. Jak walczył, to do ostatniej nadziei. Jesienią zeszłego roku nie mógł dojść do siebie po wyborach. Ciągle mówił o Witkacym.

Dzieła dokończyła nierozliczona III Rzeczpospolita. Sąd upokorzył go, odrzucając wniosek o odszkodowanie za półroczne internowanie. Bo przecież nie miał wtedy stałej pensji, więc nie poniósł strat.

3 czerwca rano wyszedł z psem. Dwa dni potem policja rzeczna znalazła zwierzaka wiernie strzegącego plecaka swego pana. W liście do żony napisał, że nie godzi się na nikczemnienie świata. I już tylko tyle może zrobić, żeby w nim nie być.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Postrach telewizji publicznej

Tomasz Rudomino o swojej obecnej posadzie wiceprezesa ds. programowych mówi bez ogródek: to robota na krótko i z niewiadomym skutkiem. Oburza się na nazywanie go miotłą na Woronicza >>